Moja włosowa historia :) czas najwyższy.

17:03:00

Cześć!

Mam serdecznie dość tych upałów momentami. Oddychać się nie da i nawet ćwiczyć się nie chcę ,ale do tego się zmuszam codziennie . Nawet pół godziny , a już człowiek lepiej się czuje.

Pomyślałam, że najwyższy czas na tzw. MWH . Zapraszam serdecznie do lektury ;)

Urodziłam się z czarnym puszkiem na głowie. Oczywiście ten stan nie trwał zbyt długo, ponieważ włoski się wytarły i z ciemnego irokeza nie pozostało nic. Zaczęły mi rosnąć blond kłaki, które dodatkowo postanowiły się kręcić. Nie było to jakimś specjalnym zaskoczeniem i wkrótce potem byłam podobna fryzurą do mojego taty gdy miał dwa lata.



Tak sobie rosłam i rosłam, ze wszystkich stron dbali i chuchali do tego stopnia , że z kręconych włosów zrobiły się nagle proste. Było to efektem przesuszenia włosów ,ale  mimo to pozostawały one zdrowe, mocne i oczywiście blond. Kolor był bardzo jasny, można powiedzieć że wręcz biały.

W podstawówce zaplatano mi warkoczyki i włosy trochę mi ściemniały. Nie nadawały się do kręcenia czy też innych włosowych stylizacji. Do dziś jestem w szoku , że na mojej komunii  fryzura utrzymała się praktycznie cały dzień. Włosów do pasa nie miałam nigdy i co dziwne jako mała dziewczynka jakoś wcale o tym nie marzyłam. Fryzjera też raczej nie widywałam , bo mama podcinała mi grzywkę i końce sama.



W gimnazjum ciotka fryzjerka pocieniowała mi włosy , które się w tym okresie strasznie przetłuszczały , wydawały się oklapnięte i bardzo ciężkie. Po tej akcji nigdy nie odzyskałam idealnie prostych włosów, a dodatkowo miałam siano na głowie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieniły się one w istny puch.


Już w rok później miałam czarną farbę na głowie -która miała być brązową, Stan włosów był okropny ,sztywne , nieprzyjemne, spuszone i dodatkowo z plamami po schodzącej farbie. Po jakimś czasie ścięłam je na bardzo krótko i czekałam aż odrosną.

Jakoś aż do okresu  rozpoczęcia studiów nie przejmowałam się włosami. Czasami wtarłam odżywkę , rozbiłam jajko na głowie czy zmieniłam szampon.
Później zaczęło się włosowe szaleństwo .

Pierwsze co pojawiło się w moim nowym włosowym trybie to było olejowanie . Co prawda nie wysiliłam się zbytnio i używałam najzwyklejszej oliwy z oliwek. Trochę później oleju lnianego.
Bawiłam się także maskami i płukankami, między innymi rytułał płukania włosów w mleku czy maska drożdżowa od której myślałam , że padnę trupem.

Zaczęłam testować w końcu różne oleje, maski i szampony. Zauważyłam , że organiczne nieszczególnie moim włosom służą, Fructis i Aussie powodują uczulenie , Gliss kur nic nie daje, a jedynymi sprzymierzeńcami były kosmetyki z serii Dove i Loreal. Oczywiście jest tego dużo więcej.

Jakiś rok temu rozjaśniłam włosy na lato wysokoprocentową wodą utlenioną. Kiedy w końcu je odratowałam zachciało mi się koloryzacji i dziś nie są w najlepszej kondycji ,a czeka mnie jeszcze jedno rozjaśnianie.

Staram się moim włosom dawać jak najwięcej, ale one ciągle są przesuszone i to do tego stopnia , że nie mogę na nie patrzeć. Kiedy zaczęły odrastać szło to w parze z kręceniem się co denerwuje mnie podwójnie. Nie mogę ich także wyrównać bo górne partie wręcz kruszą się w palcach. Cały czas walczę o nie i myślę , że może kiedyś się uda uzyskać idealne , piękne włosy .

Aktualne zdjęcie

Miłego wieczoru :)


Zobacz także

Komentarze: 1

Każdy pozostawiony komentarz cieszy serce, dziękuję ;) Będzie mi miło jeśli zostaniesz też na dłużej lub odwiedzisz mnie na facebooku. W wolnej chwili zawsze odwiedzam wszystkich moich czytelników ;)