Kosmetyki naturalne, Pielęgnacja

Błoto z Morza Martwego od White Flower’s Experience. Zadbaj o siebie naturalnie.

Cześć!
Dzisiejszy dzień znów mogę spisać na straty. Nijak nie mogę zmusić się do nauki, nic mi nie wchodzi, a oczy cały czas się zamykają. Mimo że , post dawno miałam w planach to jakoś go dziś od siebie odpychałam. Wiem, obiecałam że będzie dziś o kosmetyku który zrobiłam sama , ale musicie jeszcze trochę poczekać. Z resztą ten jakby nie patrzeć też robi się w pewnym sensie samemu.

Błoto z Morza Martwego White Flower’s Experience  upolowałam w Rossmannie. W regularnej cenie raczej bym go nie kupiła , no bo płacić ponad 20 złotych za błoto ? Tak mi się przynajmniej w momencie zakupu wydawało. Na moje szczęście było w całkiem niezłej promocji.

Naszego błotka jest pół kilo, zamknięte w przezroczystym plastikowym słoiku. Możemy je dzięki temu zobaczyć i ocenić czy na pewno jest ono warte naszej uwagi. Poza tym powiedziałabym , że nie jest to najładniejsze opakowanie ,ale jego kolory brąz kojarzący się z błotem , biały związany z nazwą firmy i turkusowy przywołujący na myśl morze działają jak wiadomo na konsumenta.

Konsystencja jest sypka, momentami wydaje się , że ziarnistość jest nieodpowiednia i uzyskamy efekt peelingu. Nic bardziej mylnego. W połączeniu z wodą zamienia się ono w bardzo elegancką papkę , którą przyjemnie nakłada się na twarz czy na ciało. Nie ma ono jakiegoś bardzo wyczuwalnego zapachu, no i oczywiście jest to zapach typowo błotny.

Producent zapewnia, że jest to naturalne błoto suszone z błota kosmetycznego nazbieranego nad Morzem Martwym. Oczywiście przy tym wszystkim nie mamy podanego składu, ponieważ jest to produkt całkowicie naturalny i nie zawiera żadnych ulepszaczy.

Cóż zrobić z takim błotem? Maseczkę na twarz albo na całe ciało. „Jest nadzwyczaj skuteczne w walce z problemem przetłuszczającej się
skóry, niezastąpione w pielęgnacji cery tłustej i mieszanej oraz
nieocenione w zwalczaniu trądziku i wykwitów skórnych wywołanych łojem
zatykającym pory skóry.”
Więcej na jego temat możecie poczytać tutaj

Cóż , ja niestety miałam ostatnio dość przykre przygody z  wysypem na twarzy. Początkowo się wahałam ale nałożyłam sobie paciaję z błota na 15 minut. Zmycie jej było bardzo łatwe i przyjemne. W jednym miejscu kiedy znalazło się blisko ust zaczęło mnie delikatnie piec. Zmyłam je natychmiast i szczypanie ustało. Poza tym przez cały okres trzymania nie było żadnych nieprzyjemnych efektów. Producent ostrzega przed reakcjami właśnie tego typu oraz zaczerwienieniem. Owszem i zaczerwienienie u mnie wystąpiło ,ale nie było jakieś bardzo spektakularne , jedynie na policzkach.

Od razu dało się zauważyć , ze skóra jest bardziej promienna i część wysypu zniknęła. Na drugi dzień moja cera wyglądała jeszcze lepiej , była bardzo wygładzona i niektóre zadrapania od krostek poznikały. Byłam bardzo zadowolona.

Przygotowanie takiej maseczki jest bardzo proste. Musimy jednak użyć łyżeczki i miski. Dodajemy do niej 3,4 łyżeczki błota i parę kropel wody. Nawet jeśli wydaje się Wam jej za mało, to porządnie rozmieszajcie najpierw błoto ,a potem dodajcie ewentualnie jeszcze ze dwie. Błoto bardzo dobrze rozpuszcza się w minimalnych ilościach płynu.

W przypadku zabiegu na całe ciało dodajemy większa ilość , najlepiej na oko. Nie przesadzając oczywiście.Ja zrobiłam maseczkę z 3 łyżeczek na twarz i dekolt  ,a i tak mi jeszcze zostało po nałożeniu.

Podsumowując , produkt jest naprawdę wart uwagi. Starczy mi jeszcze na bardzo długo i myślę , że ma działanie dużo lepsze niż większość drogeryjnych maseczek.

Któraś już testowała?  A może właśnie komuś wpadło w oko ? 😉

Pozdrawiam

 

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl