Kosmetyki kolorowe, Kosmetyki naturalne

Paese .Puder bambusowy z jedwabiem

Cześć !
Nie bardzo ostatnio mam czas na cokolwiek, poza tym chodzę ospałą i po obiedzie trafiam do łóżka na jakiś czas. Nie mogę się dobudzić. Nie wiem co tak okropnie na mnie działa: anemia, pogoda czy może przeziębienie..Może być wszystko razem wzięte. W środę zbierałam się do posta i zabrać się nie mogłam. Częściej pojawiam się na fp niż tutaj i m.in. mogłyście zobaczyć moje nowości kosmetyczne i nie tylko.

Niedawno pojawili się kosmetyczni ulubieńcy oraz zużycia grudnia. W tych pierwszych chyba zapomniałam wspomnieć o moim ukochanym pudrze bambusowym z jedwabiem od Paese. Kupiłam go jakoś w zeszłym roku, nie pamiętam czy to zachęcona dobrymi opiniami czy może wzięła górę zwykła ciekawość. Nie mniej jednak był to jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam wybierając kosmetyk.

Puder znajduje się w plastikowym opakowaniu z czarną zakrętką i klasycznym napisem Paese. Wygląda ono całkiem przyzwoicie. Teraz zmieniono je na takie nieco bardziej masywne, przynajmniej takie sprawia wrażenie. W środku pudełeczka znajduje się ścianka z dziurkami, ktróymi przesypiemy puder na zakrętkę lub w inne miejsce oraz puszek do nakładania go. Szczerze powiedziawszy nawet nie mam pojęcia co się z nim stało, zaginął w akcji, bo nie korzystałam z niego wcale.

Sam puder jest biały i sypki. Jeśli rozetrzemy go w palcach, poczujemy że zostawia uczucie satynowego wykończenia, jest gładki. Jest też bardzo drobny pyłek. Kupiłam ostatnio eccocerę i choć skład ten sam to konsystencja już nie. Zdecydowanie tutaj Paese ma przewagę, bo nie wyczuwa się drobinek, puder jest „gładko zmielony”. Ponadto, jeśli otworzymy go za szybko, możemy nawdychać się pyłku, co nie est przyjemne ,a czy szkodliwe tego nie wiem. Lepiej nie wybierać opcji wstrząśnięte niemieszane.

Nakładanie. Tutaj niestety nie każda będzie zadowolona, na pewno zwolenniczki minerałów chętniej po niego sięgną. Puder wysypuje zazwyczaj na wieczko, zanurzam w nim pędzel, trochę postukam rączką i strzepnę i nakładam pieczętując całą twarz. Wtedy uzyskujemy satynowe wykończenie i nie widać bardzo pudru na twarzy. Kiedy robię to na szybko i zapomnę strzepnąć go trochę z pędzla to kończy się jak kończy. Paese bambusowy odznacza się na twarzy, ale tak jest w przypadku praktycznie każdego.  Nie zostawia białego śladu, chyba że nałożymy na twarz milion warstw, no to nie ma się wtedy co dziwić.

Uważam że oddzielenie pudru ścianką zabezpiecza przed dostawaniem się bakterii, wysypiemy sobie potrzebną ilość (czyli całkiem niewiele), użyjemy a reszta zostaje nietknięta.
Jego skład : BAMBUSA ARUNDINACEA STEM EXTRACT, MAGNESIUM STEARATE, SERICA, PERFUM, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERI.
Czyli nie mamy tlenku tytanu, który może nas zapychać.

Cena. Tutaj jest pies pogrzebany. Dlaczego ? Dotychczas Paese kosztował w  granicach do 30 zł, sama kupowałam go za 25, bądź 26 zł na allegro. Teraz cena waha się w granicach od 40 do 43 zł, zmieniło się tylko opakowanie, bo nie zauważyłam zmian w składzie. Zawartość ta sama, czyli 8g. Chociaż ta ilość starczy na bardzooo długo, to jednak nie podoba mi się zmiana ceny o jakieś 10 do 15 zł albo więcej. Pojawiły się pudry innych marek, które możecie zamówić już za 15 zł za sztukę (w  promocji, regularna cena to około 20 zł) . Nie różnią się składem czy działaniem. Jedyna różnica, że nie są tak drobno zmielone, a jednak dozuje je się tak samo łatwo i z takim samym efektem.

Podsumowując jest to mój ulubiony dotychczas puder. Za jakiś czas przedstawię Wam ten , którym go zastąpiłam na chwilę obecną. Cerę miałam po nim wygładzoną, osiągałam to co lubię najbardziej czyli piękny mat i makijaż trzymał mi się w ryzach przez cały dzień. Polecam chociaż go wypróbować, ponieważ przynajmniej u mnie efekty były zadowalające.

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl