Pielęgnacja ciała

Le Petit Marseillais Douche baume de soin nutrition intense beurre d’argan, cire d’abeille & huile aux pétales de roses.

Witajcie!

Weekend minął w zawrotnym tempie. Przeleciał przez palce i nagle jutro mamy wtorek. Czasami przeraża mnie to jak czas ucieka. W końcu już połowa semestru, a ja się tylko lenie i czytam książki.
Jakiś czas temu w Rossmannie natknęłam się na nowości od Le Petit Marseillais. Wcześniej nie korzystałam z ich oferty, ale nie raz zachwyciły mnie ich zapachy. Potem natknęłam się na mało przyjazny artykuł z listą kosmetyków zawierających szkodliwe substancje i firma ta również figurowała na liście. Jednak zapomniawszy wszystko co złe skusiłam się na ten balsam pod prysznic.

Le Petit Marseillais Douche baume de soin nutrition intense znajduje się w uroczym pudrowym opakowaniu, to ten rodzaj różu który ja staram się tolerować, a nawet bardzo go lubię.  Pierwsze, co skłoniło moje kroki ku półce to właśnie jego wygląd. Odbiega wyglądem od wcześniej produkowanych butelek na żele pod prysznic tej marki. Tamte wydawały mi się toporne i choć były proste to mało zachęcały. O ile mnie prostota przyciąga i nie lubię przesady, nie skusiło mnie jako konsumentki- dla przedsiębiorcy źle, dla mojej kieszeni dobrze. Oczywiście kolor i znak rozpoznawczy firmy przyciągały oczy, ale tutaj jest inaczej. Butelkę bardzo łatwo się otwiera, przy czy nie trzeba używać dużo siły i nie pozahacza się paznokci jak w przypadku wcześniejszych wydań. Pojemnik jest mały i poręczny, a otwór pozwala na dozowanie odpowiednich ilości na skórę czy myjkę. Obrys jest znacznie mniej kanciasty i przyjemniejszy dla oka- więcej się nie rozwodze, ładne i koniec!

Zapach produktu bardzo mi się podoba. Natomiast wiem, że nie każdy dał się skusić i uważał zapachy za przeciętne. Może to po prostu moje nuty i bardzo mi odpowiadają. Zdecydowanie można powiedzieć, że balsam do mycia nie pachnie letnią różą, nuty zbyt daleko odbiegają i chociaż trochę róży w nim jest to na pewno nie tej z ogródka. Ponadto stwierdzić trzeba, że jest to woń mydlana, ale bardzo przyjemna- czuć kwiaty, ale jakie konkretnie ciężko mi sprecyzować. Najlepiej samemu jest się przekonać przy okazji wizyty w drogerii, ponieważ każdy z nas czuje inaczej. Mnie osobiście bardzo podoba się ten i inne aromaty z tej serii.

Konsystencja jest odpowiednia, czyli nie za gęsta, nie za rzadka. Produkt możemy bez problemu rozprowadzić, delikatnie go rozmasowując. Przechodzi wtedy w delikatną, przyjemną dla skóry piankę, wielbiciele baniek mydlanych i całej skóry w obfitej piance będą zawiedzeni. Usuwa się ja ze skóry równie łatwo jak nakłada. Zdecydowanie bardziej wolę sięgać po takie produkty pod prysznic, niż żel z którego piana bardzo szybko zaniknie lub połowa spłynie po skórze.

Balsam dobrze oczyszcza skórę. Na pewno nie spowodował polepszenia stanu mojej dość suchej skóry, ale nie pogorszył jej stanu. Jestem wrażliwcem i alergiczką zarazem i żadne niepożądane reakcje nie wystąpiły. Podczas nakładania i spłukiwania, może nam się wydawać, że skóra została nawilżona. Nic bardziej mylnego, owszem staje się milsza w dotyku ale tylko na krótką chwilę. Dziwi mnie ciągle podejście, że takie kosmetyki mogą nawilżać. Uważam, że skóra potrzebuje dobrego balsamu lub masła, które jej to zapewni. To co ma myć, niech przede wszystkim myje!

Jeśli zaś chodzi o skład, nie jest on idealny. Mimo zawartości pewnej ilości naturalnych składników, produkt ten uznać można za zwykły balsam czy żel pod prysznic. Choć nie poznamy dokładnej ilości tego, co bierze się z natury, to patrząc na liczbę elementów przeważających, a więc chemicznych, produkt ten do kategorii naturalne ma daleko. Znajdziemy w nim między innymi masło arganowe, wosk pszczeli i olejek różany. Na plus wychodzi brak SLSów , tylko czy nie zostały zastąpione gorszymi odpowiednikami?

Dodać trzeba, że średnia cena za 250 ml, to około 12 złotych w drogeriach Rossmann, w pozostałych jeszcze ich nie widziałam. W porównaniu z innymi ich produktami to trochę dużo, tym bardziej że często żele można kupić za grosze. Jednak cena nie jest zła, w porównaniu z wieloma dużo droższymi markami. Wydajność jest bardzo dobra, wystarczy często doza ziarna grochu lub dwóch. Starczył mi na dość długo, a ja lubię wylewać na siebie dość spore ilości tego typu kosmetyków. Aktualnie używam go drugi miesiąc.

Na dzień dzisiejszy jestem zadowolona z działania tego balsamu i jego zapachu, który działał bardzo kojąco. Kąpiele stały się przyjemniejsze. Jak wcześniej wspominałam nie spowodował wysuszenia skóry, podrażnień czy uczuleń. Polecam go wypróbować, albo inny balsam do mycia z najnowszej serii Le Petit Marseillais. Myślę, że każdemu może przypasować któryś z zapachów, bo jak dal mnie są naprawdę delikatne, No i ta pianka 🙂

Pozdrawiam!

 

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl