Kosmetyki naturalne, Pielęgnacja ciała

The Body Shop: Pachnący ulubieńcy do pielęgnacji ciała (Passion Fruit, Blueberry)

Witajcie!

Od jakiegoś czasu trochę częściej odwiedzam The Body Shop, szczególnie w okresie promocji. Tam też znalazłam perfum, który stał się moim ulubionym. Kiedyś te kosmetyki w ogóle nie były mi znane i jak już wspominałam uważałam je za jakieś słabej jakości produkty. Teraz natomiast podbiły moje serce zapachami i swoją delikatnością i choć daleko im do kosmetyków naturalnych.

 

Passion fruit shower gel- czyli żel o zapachu marakui. 

 

 

 

Kosmetyk znajduje się, jak większość żeli tej firmy, w przezroczystej buteleczce z solidnego plastiku, który nie jest jednak na tyle twardy żeby sprawiać trudność podczas wydobywania go z wnętrza. Na wierzchu znajduje się etykieta z owocem marakui, część informacji znajduje się zaklejona pod jej spodem. Na etykiecie skład jest tak ukryty, że ciężko się domyślić czy w ogóle został podany i brak jakiejkolwiek informacji w języku polskim. Dla mnie to stanowi ogromny minus, pomimo że znam angielski, to inne firmy chociaż doklejają kartki w naszym języku. Część etykiety również jest przezroczysta i możemy kontrolować zużycie kosmetyku. Zamknięcie zabezpiecza przed wydostaniem się płynu i mimo że nie trudno je otworzyć, nie rozleje nam się w torbie jeśli będziemy chciały zabrać go w podróż.

Płyn jest koloru zielonego, co oczywiście mnie trochę kupiło.  Z tego co zdążyłam się zorientować wcześniej pojawiał się w wersji fioletowej. Ponadto mamy do czynienia z gęstym kosmetykiem, który powoli rozpływa się na skórze i w połączeniu z wodą tworzy bardzo delikatną piankę, która otula skórę i sprawia że staje się gładsza (przynajmniej w momencie gdy go używamy).

Marakuja to owoc, który kocham, a uściślając uwielbiam go w jogurtach, sokach i kosmetykach. Ten zapach i smak zawsze mnie przyciąga. Próbowałam też tych owoców w wersji nieprzetworzonej. Na dzień dzisiejszy choćby nie wiem co, nie przypomnę sobie czy pachniała tak samo jak ten płyn. Jednak ten zapach, to właśnie moje wyobrażenie marakui, zdecydowanie tak ten owoc mi się kojarzy. Wiele osób powiedziałoby, że jest sztuczny i to nie jest to. Dla mnie najwspanialszy jaki dotychczas miałam, jeśli o owocowe wonie idzie. I zdziwię Was, bo on wcale nie należy do mocno słodkich, lecz lekko kwaskowych aromatów. Podbił moje serce, ponieważ uspokaja moje często zszargane nerwy i stosunkowo długo utrzymuje się na skórze, przez co przyjemnie mi się zasypia albo czuję się ożywiona.

Skład: Aqua , Sodium Laureth Sulfate , Glycerin , Cocamidopropyl Betaine , Cocamide DEA, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil , Coco-Glucoside , Benzyl Alcohol , Phenoxyethanol , Parfum , Limonene , Methylparaben , Passiflora edulis (Passion Fruit Seed Oil) , Passiflora incarnata (Passion Fruit Seed Oil) , PEG-55 Propylene Glycol Oleate , Propylene Glycol, Hexyl Cinnamal, Butyl Methoxydibenzoylmethane , Linalool , Disodium EDTA , Butylparaben , Ethylparaben , Geraniol , Isobutylparaben , Propylparaben, Citral, Citronellol , Alpha-Isomethyl Ionone , CI 60730, CI 19140 , CI 17200 .

Tym razem nie będę się rozdrabniać i tłumaczyć poszczególnych składników. Mamy tu sporą dawkę środków myjących i to wcale nie tej delikatnej kategorii. Ostatnie składniki a właściwie te zaczynające się od połowy odpowiadają za zapach i kolor produktu. Mamy też dwa olejki . Jak już zdążyłam zaznaczyć wcześniej, ten kosmetyk z całą pewnością ciężko jest uznać za naturalny, poza tym te PEGi w składzie, pozostawiają dużo do życzenia..

Płyn spełnia swoje podstawowe zadanie i dobrze oczyszcza skórę. Pozostawia przyjemny zapach, zapomnieć jednak możemy o nawilżeniu- nie ma co się łudzić, żele nie zapewniają takiej pielęgnacji. Skóra jednak wydaje się gładsza. Jestem alergikiem i strasznym wrażliwcem dlatego cieszy mnie fakt, że nie musiałam męczyć się z żadnymi skutkami ubocznymi po jego używaniu. Myślę, że to nie jest moje ostatnie opakowanie, bo podbił moje serce, czy też raczej nos!

Za 250 ml zapłacimy w promocji około 15 złotych, w regularnej cenie około 30 złotych.

Blueberry body lioton- balsam o zapachu jagód

Podobnie jak poprzednik balsam dostajemy w plastikowej, przezroczystej butelce. Tym razem jednak mamy do czynienia z pompką, którą łatwo możemy zablokować przekręcając ją w bok. Balsam łatwo się aplikuje zarówno a dłonie jak i bezpośrednio na ciało. Nie zauważyłam żeby pompka się zacinała czy ciężko chodziła. Niestety tutaj również składniki ukrywają się pod spodem etyki i przyklejamy się do niej chcąc go odczytać. Myślę, że panie w sklepie nie byłyby zadowolone gdybym chciała sprawdzić sobie skład i odkleić etykietkę.

Balsamik jest gęsty lecz lekki, dlatego łatwo się rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania. Moja skóra nie lepi się po nim, co cieszy mnie podwójnie.

Tym razem zapach można zdecydowanie uznać za nieco chemiczny. Co gorsza nie do końca wyczuwam w nim jagody. Jednak… bardzo go polubiłam! Uwielbiam go czuć na skórze. Jest kwaskowy i przede wszystkim nie jest mdły. Świetnie będzie się sprawdzał latem, kiedy wszyscy lubią przesadzać z duszącymi i bardzo słodkimi zapachami. Nie mam nic przeciwko takim, dopóki nie ma upału ponad 30 *C. Utrzymuje się na skórze na tyle długo, żebym była zadowolona. Czasami czuję go nawet po kilku godzinach. Pachnie od niego wszystko, nawet pościel kiedy się w niej położę.

Skład: Aqua, Glycerin, Ethylenexyl Palmitate, Ceteareth-20, Sesamum Indicum Seed Oil, Sesamum Indicum Seed Oil (olej z pestek sezamu), Steareth-20 (detergent niejonowy), Bertholletia Excelsa Seed Oil (eolej z pestej orzecha brazylijskiego ) , Phenoxyethanol (środek zabezpieczający mogący powodować wypryski), Caprylyl Glicol ( konserwant ), Cetearyl Alcohol, Dimethicone,  Butyrospermum,,Parkii Butter /Shea (masło shea), Acrylates /Alkyl Acrylate Crosspolymer (zagęszczacz, sprawia że skóra staje się gładka i miękka), Parfum, Vaccinum Myrtillus Seed Oil (olej z jagód),  Limonene, Hexyl Cinnmal, Sodium Hydroxide, Linalool,Disodium EDTA, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Citric Acid, barwniki

Tutaj skład wypada nieco lepiej, chociaż ja pewnych rzeczy bym się pozbyła. Chociażby detergentu niejonowego, zupełnie nie wiem po co on w balsamie. Mamy kilka olejków, ale jakby ten główny składnik znajduje się na samym końcu, dalej za zapachem. Na początku składu olej sezamowy.

Skóra po jego użyciu jest zdecydowanie gładsza i nawilżona. Nie jest to jednak nawilżenie na najwyższym poziomie. Nie będzie się nadawał dla bardzo wymagającej, suchej skóry, ponieważ podoła tylko przez chwilę. Jestem zadowolona z efektów, po jego użyciu a przede wszystkim z zapachu jakim mnie otacza. Wrócę do niego jeszcze, chyba że wymienię go na masełko lub peeling z tej serii, na które również się czaiłam.

Za 250 ml zapłacimy około 20 zł w promocji i dwa razy więcej w cenie regularnej. 


Oba produkty bardzo polubiłam, choć można im zarzucić kilka wad. Podbiły moje serce i jeszcze nie raz coś wypróbuję od nich, chyba że znajdę takie zapachy i działanie w bardziej naturalnych kosmetykach, które je zastąpią.

Lubicie produkty TBS? Miałyście te? Co o nich myślicie?
Pozdrawiam!

 

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl