Denko kosmetyczne

Denko: Lipiec 2016

Witajcie!
Zdjęcia do dzisiejszego wpisu powstawały w tempie ekspresowym,
toteż zabrakło jednego czy dwóch  produktów na ujęciach. Wszystkiemu winna była
wyprowadzka z akademika, skończyły się praktyki i od teraz mam nadzieje, będę
mogła znacznie częściej zaglądać na Wasze blogi! Tymczasem zapraszam do moich
zużyć ostatniego miesiąca. Trochę ich było 🙂

 

1. L’biotica Repair Everyday Shampo. Cóż miałam o nim napisać całą
recenzję, a właściwie też o odżywce. Zdjęcia jednak wyszły tragicznie,
kosmetyki się skończyły a moja opinia wypadłaby raczej negatywnie. Dlaczego?
Szampon dobrze myje, ale wielokrotnie był przyczyną plączących się i matowych
włosów. Miała problem z dokładnym wypłukaniem go i rozczesywaniem. Nie mam
pojęcia co jest przyczyną, ale niestety wypadł średnio. Cena tego produktu jest
dość wysoka, ponad 20 zł, a wcale nie jest go dużo, co stanowi dla mnie dość
spory minus. Raczej nie kupię go ponownie.
2. Seboradin szampon przeciw wypadaniu włosów. Jest to produkt,
który ja osobiście bardzo lubię. Pisałam recenzję o całym zestawie i na pewno
wrócę do nieego na jesień/zimę kiedy moje włosy często mają kryzys. Dobrze
myje, nie plącze włosów i ma fajny cytrusowy zapach. Choć starczy na dość długo
to proponuje kupić zestaw, bo solo jest dość drogi 20-30 złotych.
3. Lavera płyn do kąpieli do skóry wrażliwej. Uwielbiam ich
produkty, jeszcze żaden mnie nie uczulił, nie podrażnił a wręcz przeciwnie
skóra uspokoiła się. Ten produkt jest specyficzny ponieważ łączy w sobie
zarówno coś z mleczka pielęgnującego, jak i żelu do mycia. Niektórzy mogą
poczuć niedosyt, bo myje bardzo łagodnie pozostawiając skórę gładką w dotyku, a
co za tym idzie nie posiada silnych detergentów, które dają uczucie bardzo
czystej, ale za to suchej skóry.
4. Nivea long repair odżywkę. Stały bywalec w mojej łazience, moje
włosy kochają tą odżywkę. Nie ma idealnego składu i ani trochę z natury, a
jednak po niej są lśniące i miękkie. Normalnie kosztuje koło 9 złotych, ale
często można ją dorwać w promocji.

 

5. Uroda kwiaty polskie tonik. Kosmetyki Uroda są tanie jak
barszcz, a przy tym całkiem dobre. Tonik ten mogłabym nazwać idealnym, bo moja
cera po raz pierwszy nie zareagowała wysypem i zaczerwienieniem po użyciu. To
delikatny produkt, cena 3,4 złote. Starcza na bardzo długo i ślicznie,
delikatnie pachnie.
6. Gliss kur  serum deep repair. Zaskoczę Was tym razem, nie
była to odzywka którą polubiły moje włosy, ale nogi owszem. Świetnie sprawdzała
się jako balsam do golenia. Oczywiście odżywki nieco gorzej zapychają maszynkę,
ale za to dają efekt cudownie gładkich nóg. Próbowałam już wielu opcji
pozbywania się niechcianych włosków i ta należy do jednej z lepszych. Chociaż
włosy potrafi nieco przeciążyć, to w tym niecodziennym zastosowaniu wypada
rewelacyjnie.
7. Organic shop fig & almond. Świetna odżywka w bardzo dobrej
cenie, więcej możecie przeczytać tutaj

 

8. Aussie Miracle Moist szampon i odżywka. Lubię te kangurze
produkty za ich cudowne zapachy Jednak o ile odżywkę moje włosy kochają i super
je wygładza, to skóra głowy nienawidzi szamponu. Ma on w składzie dwa silne
detergenty i każde jego użycie kończy się swędzeniem i łupieżem. Na zdjęciach
widzicie dwie próbki, ale testowałam wcześniej pełnowymiarowe produkty.
Spodziewałam się zmiany składu, ale niestety nic się nie zmieniło, a szkoda.
9. Scholl Hard Skin Softening Cream. Produkt ten spisuje się
świetnie na w miarę zadbanych stopach, ale obawiam się że super twardym piętkom
nie podoła. Stosowałam go razem z płynem zmiękczającym i wtedy efekty były
widoczne praktycznie natychmiast. Zdecydowanie jestem zadowolona z efektu i
uważam, że warto go wypróbować.
10. Montibello Smart Touch. To serum silikonowe, z którym miałam
niemały problem. Bałam się go wcierać w mokre włosy, ponieważ myślałam że będą
tłuste. Kiedy zaś planowałam wcieranie go w suche włosy obawiałam się przeciążenia.
Ostatecznie stosowałam raz tak raz siak. Nie zauważyłam poprawy stanu włosów,
ale dość dobrze zabezpieczało końcówki podczas suszenia. Specyficzne,
gęste, białe, lekko lepkie, z dozerem rozpylającym który całkowicie się nie sprawdza.
11. Maseczka oczyszczająca z ekstraktem z orzecha włoskiego.
Niestety nie mam jej na zdjęciach, jest to jednak produkt godny polecenia.
Zakupiłam ją w drogerii Sephora za 2,5 zł. Była to maseczka peeling o bardo
świeżym zapachu. Cera po niej była czysta i wygładzona, wyglądała korzystniej.
Nie spowodowała ona żadnych podrażnień i nie dawała uczucia ściągnięcia.
12. Dermika Perfekcja. Maseczka oczyszczająca, przynosząca ulgę i dająca świetlistą cerę. Dla borykających się z problemami z wypryskami nada się
idealnie. Zapewnia wygładzenie oraz lekko wyspokaja wszelkie podrażnienia. Bazuje na glince zielonej. Od
czasu do czasu będę po nią sięgać.
13. Bielenda superpower mezo krem. Wielkie rozczarowanie! Niestety
po sukcesie z serum krem doprowadził mnie do płaczu. Cera zamiast piękna i bez
wyprysków, była świecąca i zapchana. Do plusów można zaliczyć, że jest lekki, nie pozostawia filmu na cerze i przyjemny zapach. Bardzo się zawiodłam i choć stosuję serum
cały czas, to do kremu nie wrócę.
14. Puder bambusowy eccocera. Pisałam o nim tutaj. Uwielbiam pudry
transparentne przyczyniające się do poprawy kondycji mojej cery, a przy tym
dobrze matujące i utrwalające makijaż. Myślę, że wrócę do niego nie raz, choć
spotkałam lepszy.
15. Klorane szampon z ekstraktem z oliwek. Było go zbyt mało by
ocenić go w 100% . Próbka sprawdziła się bardzo dobrze, tak jak i poprzedni
szampon który od nich miałam. Liczę, że jeszcze się spotkamy bo zapowiada się
całkiem nieźle.
16. Bielenda superpower mezo serum. Mój
ulubieniec w pielęgnacji
skóry trądzikowej. W stosowaniu go trzeba znać umiar ponieważ może przesuszyć,
nie mniej jednak pozwalał mi spać spokojnie podczas „tych dni” i nie
musiałam się martwić wysypaną twarzą. Teraz kwestia trochę się pogorszyła, ale
mimo wszystko dobrze zwalcza przebarwienia potrądzikowe i wypryski.

17. Sally Hansen Insta Dri. Kiedy mi się spieszy to zmartwieniem
najczęściej są paznokcie. Zawsze dotknę się gdzieś i wyglądają tragicznie
świeżo po malowaniu. Ten produkt pozwala tego uniknąć, szybko wysusza lakier,
lecz tylko w przypadku jednej warstwy. Po dołożeniu kolejnej niestety nie radzi
sobie już tak świetnie. Owszem zasusza, ale już łatwiej uszkodzić położony
manicure.

18. Paco Rabanne Lady Million. Dostałam go kiedyś od Cioci i z
powodzeniem używałam zamiast perfum. Pachnie nieziemsko i bardzo dobrze
nawilża.
19. Pierre Rene Skin Balance. Bladziochy mogą  być
zadowolone, szczegónie te które nie mają idealnej cery i chcą co nieco ukryć.
Podkład świetnie kryje i dobrze dopasowuje się do cery. Niestety może zapychać,
cena w promocji to jakieś 15 złotych, więc warto spróbować.
20. The body shop passion fruit żel. Pisałam o nim, wiecie że
kocham ten zapach. Te produkty nie są idealne jeśli chodzi o skład, ale nie
robią nic złego mojej skórze. Polecam spróbować, chociaż dla zapachu.
21. Vaseline Intensiv care  krem do rąk. Do ulubieńców nie należał, jeśli dało się go odpowiednią ilość to nie pozostawiał uczucia lepkości na dłoniach. Stosowałam go głównie na noc pod rękawiczki. Nie kupię go więcej, ponieważ moje dłonie potrzebują bogatszych kremów w pielęgnacji.
Jak tym razem Wam poszło? Znacie coś ze zużytych przeze mnie
produktów?
Pozdrawiam!

 

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl