Pozostałe

Kosmetyki, których nie lubię.

Witajcie!

Miało być więcej postów i bardzo się staram, ale niestety nie wdrożyłam się do końca w rytm praktyk. Jeszcze! Już powoli wychodzę na prostą i mój czas jest coraz lepiej rozdysponowywany.. Chciałabym się z Wami dziś podzielić moimi odczuciami, co do kilku kosmetyków. Zdecydowanie można je zaliczyć do tych z serii „znienawidzony”, chociaż wiem że wielu je kocha. Niestety ja nie dałam się przekonać. Dlaczego ?

Paletki korektorów z Wibo 4 in 1 oraz Perfect look. Wśród wielu nastolatek i nie tylko, bo i wielu blogerek panuje na nie dosłownie szał. Porwana tymi wspaniałymi recenzjami i opiniami postanowiłam je wypróbować, przecież w promocji kosztowały 3 czy 4 złote.
Korektory zamknięte są w plastikowych opakowaniach i podzielone na 4 części, każda z innym kolorem. Pudełka są raczej słabe jakościowo i dorobiły się wielu pęknięć podczas używania. Zdecydowanie lepiej wykonana jest czarna paletka, tworzywo wydaje się lepszej jakości i kolory też bardziej do mnie przemawiały. Ponieważ brak przegródek łatwo się domyślić, że utrzymanie jednego koloru w ryzach było ciężkie. Przeważnie mieszały się bardzo i oddzielenie ich ponownie było praktycznie niemożliwe.

Co przyczyniło się do mojego niezadowolenia? Kiedy malowałam się na 18 kuzynki i naprawdę robiłam to w podskokach, mój makijaż musiałam zmywać zaraz po nałożeniu. Korektory okazały się być lepką mazią, która nałożona na moją mieszaną cerę nie dość że wywołała podrażnienia i zapychanie, to jeszcze spływała i zlała się w jedno. Po nałożeniu na nią podkładu i przy próbie zastosowania na podkład nie było widać żadnego efektu, pomimo, że stosowałam różne warianty. Używałam jakiś czas temu podobnej paletki z kobo, jest zdecydowanie bez porównania, chociażby różnica w konsystencji. Nie kupię już drugi raz tych kosmetyków, bo na twarzy była dosłownie spływająca tragedia.

Kolejny uwielbiany, a jednak przeze mnie niezbyt lubiany to essence all about matt puder. Początkowo nawet przypadł mi do gustu, z czasem zauważyłam jednak że moja skóra cierpi z jego powodu. Bardzo lubię dobre krycie i matt, ale ten wypadł najsłabiej z dotychczas przeze mnie używanych. Ostatecznie zaczął się jakoś dziwnie kruszyć i wylądował w koszu. Jeśli szukam matu to również jedwabiście gładkiej cery, a nie pudrowej, białej poświaty, która wygląda na twarzy nieładnie. Poza tym skóra była matowa na chwilę, po pewnym czasie znów się świeciłam. Wyhodowałam sobie też dzięki niemu grupkę nieprzyjaciół na twarzy.

 

Opakowanie to słaby plastik, w bardzo krótkim czasie się uszkodziło. Sam puder jest kruchy i kiepsko się go nabiera na pędzel. Jeśli macie cerę normalną może się sprawdzić, przy tłustej, mieszanej i skłonnej do wyprysków raczej bym nie poleciła.

Catrice matt mousse make up to lekki podkład w formie puszystej pianki. Kiedyś coś podobnego wypuściło chyba Maybelline, ale wtedy wiele osób sobie owy kosmetyk chwaliło. W przypadku Catrice podkład łatwo się rozprowadza, ale bywa że pozostawia smugi. Myślałam, że sprawdzi się na lato jako zamiennik dla cięższych podkładów, lecz spływał z twarzy. Niestety najgorszą jego wadą było utlenianie-ciemniał nawet o 2,3 tony. Wspomnieć należy także, że kolory wydawać się mogą jasne, a w rzeczywistości są raczej pomarańczowe. Mus po jakimś czasie staje się rzadszy. Cera nie wygląda po nim najlepiej i spodziewać się można „kaszki” na twarzy oraz większych diod.

 

Umieszczony jest natomiast w porządnym słoiczku z plastikową nakrętką. Nie uszkodził mi się podczas korzystania z kosmetyku. Ostatecznie podkład również wylądował w koszu na śmieci, głównie z powodu ciemnienia i niekorzystnego wpływu na skórę.

Jak już wielokrotnie wspominałam, moje przygody z kosmetykami typu żele do twarzy kończą się zwykle źle. Go cranberry micelarny żel do mycia twarzy trafił do mnie w pudełeczku pretty box, więc postanowiłam dać mu szansę. Główną przyczyną było pozytywne zaskoczenie po używaniu La Roche Possay. Myłam nim twarz przez dwa tygodnie i ostatecznie poddałam się, ponieważ po raz kolejny wyglądała koszmarnie. Przestałam w celu sprawdzenia, czy to na pewno on jest przyczyną. Po przeprowadzeniu moich obserwacji oddałam go. Jeszcze chyba żaden żel mnie tak nie urządził, podczas gdy myślałam że będzie dla mojej cery łagodniejszy i zauważę jej poprawę, a nie dodatkowe bolące krosty. Skład również mnie nie zachwycał, ale postanowiłam to zignorować.

 

 



Zamknięty w opakowaniu z pompką, dzięki czemu dobrze się nabiera. Trzeba mu oddać, że nie najgorzej zmywa makijaż. 

Ostatni już i niezbyt udany kosmetyk to peeling do ust produkcji Laury Conti  wersja truskawkowa. Odrzucił mnie już samym sztucznym zapachem. Stosunkowo rzadka maź zawierająca tak małe drobinki, że brak jakichkolwiek efektów. Nie nawilża, nie peelinguje, a jedynie oblepia usta. Znajduje się w tubce, która przypomina mi pomadki z kiosku za 2,50 zł. Ostatecznie w życiu bym się sama nie zdecydowała na jego zakup, ale również trafił do mnie w boxie.

Macie takie kosmetyki, których nie lubicie i totalnie się nie sprawdziły? Może to któreś z tych ?


Pozdrawiam !

 

Tagi:
Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl