Kosmetyki kolorowe

L’oreal Paris Infallible 24h -matte

Witajcie!

Byłam trochę odetchnąć i w końcu się opalić, co oczywiście skończyło się standardowo czerwoną skórą. Odpoczęłam i wróciłam. Tym razem chciałabym się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi podkładu L’oreal Paris Infallible 24h -matte. Zapraszam serdecznie do dalszej lektury.

Od podkładu wymagamy często trochę więcej jeśli chodzi o opakowanie. Ma być ono przede wszystkim poręczne i ułatwić nam nakładanie kosmetyku. Często gęsto trafiają się jednak kosmetyki w takich opakowaniach, które bardzo łatwo nimi pobrudzić. Dlatego na mojej półce stoją głównie buteleczki z dozownikiem, rzadko kiedy coś się z nich rozlewa, jedynie zakrętka brudzi się od środka. W przypadku Infallible 24h -matte mamy jednak do czynienia z tubką, która niestety mnie nie zadowala. Dozowanie pozornie nie jest trudne, ale można niekiedy spodziewać się „wystrzałów” podkładu z wnętrza w wyniku zassania lub problemu z wydostaniem resztki kosmetyku. Szata graficzna jest spokojna i ładna, króluje beż, biel i czerń. Moim zdaniem cały efekt psuje czerwony napis „24h-matt” tyle, że może ja się tam niespecjalnie znam. Opakowanie zamyka się za pomocą zakrętki i właśnie tutaj może być największy problem z brudzeniem się opakowania.

Sam podkład nie należny do najgęstszych, ale też nie jest przesadnie rzadki. Rozprowadzanie go na twarzy nie sprawia problemów, choć przyznam że czasem mogą tworzyć się smugi. Daje się dobrze nanieść zarówno za pomocą gąbeczki, jak i pędzla. Gama kolorystyczna jest bardzo uboga- do wyboru mamy jedynie 5 kolorów. Mój wybór padł na kolor natural rose 12, gdyż myślałam że jest najjaśniejszy i w drogerii wydawał się też idealny do mojej cery. Niestety to był błąd. Odcień jest w rzeczywistość dość mocno różowy i wygląda się w nim jak świnka Piggy. Podkład nie ma wyraźnego zapachu.

Co skusiło mnie do zakupu? Przede wszystkim dobre opinie i promocja w Rossmannie oraz fakt, że inne po prostu się skończyły. Chciałam w końcu wypróbować czegoś nowego. Myślałam że w końcu znalazłam jakiś nowy zamiennik dla cięższych podkładów typu Revlon czy Max Factor, ale ostatecznie pozbyłam się go równie szybko jak do mnie trafił. Stało się tak z wielu powodów.

Przede wszystkim, jak już wspominałam podkład wydawał się jasny i idealny do mojej cery, a w rzeczywistości na twarzy przypominałam prawdziwą różową różę. Mogłam się w zasadzie tego spodziewać, ale skoro wszyscy chwalili to moja czujność się wyłączyła. Mam też nauczkę i będę brać próbki zanim kupię jakiś inny podkład. Rozjaśnianie go za pomocą podkładu od Makeup Revolution nie powiodło się i ciemniał po godzinie czy dwóch. Poza tym zauważyłam niekorzystny wpływ na moją cerę-ciężko mi trafić bo praktycznie każdy podkład mnie zapycha. Nie trzymał się i spływał z twarzy, na hiper tłustej zrobiłby to w trymiga. Najgorszy jednak był efekt maski i to takiej do skuwania za pomocą młotka i szpachelki albo dłuta przy czym warstwa wcale nie była gruba. Na plus mogłabym zaliczyć dobre krycie i w zasadzie nic poza tym. Jak wiadomo podkłady L’oreal nie należą do najtańszych i zapłaciłam za niego około 30 zł w promocji -49%.

Ostatecznie mogę stwierdzić, że więcej po niego na pewno nie sięgnę. Widocznie nie był mi pisany.


Miałyście z nim do czynienia?  Może inny też Was tak urządził. 


Pozdrawiam!

 

Tagi: ,
Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl