Lifestyle

Kosmetyki do pielęgnacji ciała. Wyzwanie opróżniamy nasze kosmetyczki!

Witajcie!

Sierpień powoli kula się ku końcowi, co oznacza że za chwile wskakujemy w buty i płaszcze typowo jesienne. Dobrnęliśmy też do czwartego posta wyzwania Opróżniamy nasze kosmetyczki, co oznacza że ponad połowa już za nami! Tym razem notka będzie nieco krótsza niż poprzednie, a przedstawię Wam kilka firm , które pomagają mi dbać o to by moja skóra była piękna i gładka!

Pielęgnacja ciała jest tematem bardzo ważnym wśród kobiet. Chcemy się podobać, dobrze prezentować wśród innych i przede wszystkim czuć się dobrze we własnej skórze. Niejednokrotnie wybieramy fitness, wprowadzamy diety, ale musimy też zadbać o to by skóra była oczyszczona i odpowiednio nawilżona. Peelingi, żele, mydła, balsamy, a nawet oleje, plastry, pianki! To wszystko pozwala zadbać o nasza zewnętrzną powłokę.

Tym razem moja półka nie ugina się od nadmiaru kosmetyków i w zasadzie ich ilość jest optymalna. Staram się zużywać to co mam, a następnie sięgać po kolejne, jeszcze niesprawdzone specyfiki. Żele pod prysznic są wyjątkiem od reguły, ponieważ zwykle robię sobie mały zapas podczas promocji lub przybywają do mnie od innych w postaci podarunków. Najwięcej mam tych od The Body Shop i nic w tym dziwnego. Choć składem do końca popisać się nie mogą i bez promocji trochę kosztują, to warto po nie sięgnąć. Mają fenomenalne zapachy, które podbijają serca i rozkładają na łopatki nosy wrażliwych na przyjemne wonie. Dodatkowo są gęste i tworzą na skórze delikatną pianę, która umila kąpiele. Skóra po umyciu jest gładka i dobrze oczyszczona, a ja wrażliwiec nie muszę się martwić podrażnieniami czy wysypką.
  Dwie wspaniałe firmy, których niestety nie dostaniecie w Polskich drogeriach to Alverde i LaveraWidziałam je jedynie w nielicznych drogeriach internetowych np. tutaj oraz w Tkmaxx. Produkty te mają bardzo dobre składy i zaskakują formułami swoich kosmetyków do pielęgnacji ciała. Żele miewają peelingujące pestki owców lub są połączeniem balsamu i żelu przez co ich używanie to czysta przyjemność. Nie mają problemu z oczyszczaniem skóry, pozostawiają ją gładką i nie spowodowały przesuszania mojej skóry. W Rossmannie zdarzy mi się kupić Isanę, która jest dobrą i tanią marką, ale z czasem sprawiła, że moja skóra była sucha, łuszczyła się oraz pojawiły się brzydkie krostki. Dziś praktycznie nie sięgam po ich produkty, mimo kuszących zapachów.  Le Petit Marseillais też skradła trochę mojego serducha wprowadzając na rynek kremowe żele i olejki pod prysznic. W szczególności upodobałam sobie wersję różową i nie raz do nie wrócę. Popracowałabym jeszcze trochę nad składnikami tych produktów. Niszowym kosmetykiem, który bardzo mnie zachwycił był żel o przedziwnej konsystencji ze Starej Mydlarni. Miał odrobinę sztuczny zapach, ale kąpiel kisielu nabrała nowego znaczenia!

Choć raz w tygodniu stawiam na dobry zdzierak, martwego naskórka trzeba się przecież pozbyć! Rzadko kupuję peelingi w tubach, dużo bardziej przekonują mnie słoiczki. Cukrowe, solne czy z pestkami jakiegoś cuda? Wypróbowałam już chyba wszystko. Najbardziej w pamięci utkwił mi organic shop peeling rozgrzewający i nie było to spowodowane zachwycającym działaniem. Peeling uczulił mnie i poparzył, do tego stopnia że pozbyłam się kilograma specyfiku. Na nic ładny czekoladowy zapach i moja miłość do takich naturalnych składów, zasługiwał jedynie na kosz. Pokochałam za to solnego wroga martwego naskórka od Ekoa. Jak on pachniał, jak cudownie zdzierał, a skóra po nim gładka była i idealnie nawilżona! Cud, miód, malina. Bardzo żałuję, że ta wersja była edycją limitowaną, ale firma ma jeszcze kilka w asortymencie i wypróbuję na pewno. Obecnie posiadam Vianek i również jestem zadowolona. Zdzieraczek z niego nieco słabszy, ale i tak dobrze sobie radzi. Umila dodatkowo kąpiele swoim ciasteczkowym zapachem.

Smarowidła to mój odwieczny wróg, nie mogę sobie wyrobić nawyku balsamowania się. Teraz staram się pilnować i chwytam po jakiś nawilżacz po każdej kąpieli. Moim ulubieńcem stał się balsam jagodowy z The Body Shop, który przede wszystkim złapał plus za to, że szybko się wchłania. Zapach jest cudowny i towarzyszy mi całą noc, przez co szybciej zasypiam i przyjemniej mi się śpi. Mam zamiar wypróbować też inne balsamy TBS i masła do ciała, ponieważ większość ich kosmetyków sprawdza się u mnie doskonale.

 
Nierafinowane masło shea to również mój niezbędnik kosmetyczny. Rozpuszczam je i rozprowadzam na ciele, nawilża lepiej niż większość balsamów. Pachnie orzechem i jest dość tłuste, ale nie tworzy jakiejś nieprzyjemnej warstwy na skórze. Zdecydowanie za szybko rosłam i zdarza mi się w krótkim czasie stracić sporo na wadze. Wynikiem tego są rozstępy, których już nie zwalczę. Udaje mi się je jednak rozjaśnić za pomocą balsamów od Bielendy, które poprawiają też kondycję skóry i staje się bardziej jędrna,a przy tym chłodzą lub rozgrzewają. Cudów nie sprawią, ale zauważyłam, że skóra wygląda dużo lepiej. Warto zwrócić też uwagę na masła od Farmony, zdarza mi się kupić limitki i jeszcze się nie zawiodłam. Za olejkami nie przepadam, jedynie te z Knieppa mnie do siebie przekonują i oliwki: Hipp, Penaten. Używam ich częściej do golenia nóg niż do nawilżania skóry, ale w obu przypadkach sprawdzają się świetnie.

Latem o skórę dbam też podczas opalania. Obowiązek to krem z filtrem minimum 30 SPF. W tym roku postawiłam na Dermedic. Całkiem ładnie się wchłaniał, choć oczywiście początkowo bielił, a piasek kleił się do nóg. Dzięki niemu nie spaliłam się na raka i chroniłam moje znamiona. Po opalaniu sięgałam po balsam z mocznikiem Dermedic, który ratował w przypadku przypieczenia tych bardziej wrażliwych miejsc. Jako bladzioch musiałam się tez uciekać do pewnej sztuczki i kupiłam sobie mazidło z ekstraktem z orzecha włoskiego od Soraya. Opalenizna ostatecznie była złoto-brązowa, a nie jak zwykle czerwona.

Reasumując. Ta część wyzwania była dla mnie dość ciężka. Stwierdziłam, że znam jedynie kilka marek kosmetycznych d pielęgnacji ciała, które zagościły na stałe w mojej łazience. Oczywiście były jeszcze inne takie jak Eveline Cosmetics,Hean czy Ziaja. Nie zachwyciły mnie niestety na tyle, ani nie zrobiły mojej skórze jakiejś krzywdy bym dziś chciała cokolwiek o nich pisać.  Myślę, że kiedyś ta lista będzie dużo dłuższa, pora zwrócić uwagę na innych producentów ( a kilku mam w planach bliżej poznać np. Fresh and Natural).

 

Jak Wy dbacie o swoje ciało? Któraś z marek jest Wam szczególnie bliska? 
 

 

Pozdrawiam! 

 


Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl