Pielęgnacja włosów

Włosowa aktualizacja Sierpień 2016

Witajcie!

Moje włosy w ostatnim miesiącu miały spory kryzys, który prawdopodobnie będzie się jeszcze trochę ciągną. Nie wyglądają najgorzej, lecz ja sama chyba nie wiem czego chcę. Odrost na tyle mnie denerwuje, że korci mnie farbowanie. Nie chcę jednak znów zniszczyć moich kręciołków, które i tak są w nie najlepszej formie. Pora podsumować ten miesiąc i spojrzeć prawdzie w oczy!


Szampony

Od jakiegoś czasu sięgam po szampon z Yves Rocher i chyba niestety ulegnie to zmianie. Wcześniej byłam bardzo zadowolona z ich działania, szczególnie z  wersji przeciwłupieżowej-swego czasu bardzo mi pomogła. Zakupiłam w promocji dwa szampony, jeden z silniejszymi detergentami Nutri Repair Treatment Shampoo oraz nieco łagodniejszy Vitality & Radiance Shampoo z nagietkiem. Zazwyczaj pierwsze mycie miało za zadanie porządnie oczyścić moją skórę głowy, a drugie ewentualnie domyć to co pozostało. Zauważyłam jednak, że włosy były jakieś szorstkie, przyklapnięte, potrafiły się bardzo plątać, a dodatkowo skóra głowy zaczęła mnie swędzieć. Poddałam się i ostatnio myje tylko tym silniejszym szamponem, aby zobaczyć co się będzie działo. Na początku miesiąca wykończyłam Biolaven, byłam z niego zadowolona i myślę że jeszcze się spotkamy.

Odżywki do spłukiwania

Większość z Was wie, że ja oleje emulguję odżywką Nivea Long Repair (tak wiem, nieco przekręcam jej nazwę). Odżywka zamieszkała u mnie na stałej i gdy kończy się jedno opakowanie, natychmiast pojawia się drugie. Niekiedy robię sobie od niej przerwy, ale jeśli nie odprawiam całego włosowego rytuału albo mi się zwyczajnie spieszy to ona najszybciej poskromi moje kłaki. Wiem, że nie jest to najlepsza odzywka na świecie, ale o dziwo sprawdza się u mnie, więc nie wiem czy kiedykolwiek odeślę ją w mroczne otchłanie! Kolejną odżywką, którą łączyłam razem z maskami była Alverde z migdałem. Pisałam Wam już o niej cały post i mówiłam, że nie każde włosy ją pokochają, ponieważ jest dość tłusta i mocno oblepia każdy kosmyk. Skończyła mi się i póki co, nie pojawi się więcej.

Maski


Kallos jest przeze mnie ostatnimi czasy namiętnie używany. Wiem już jednak, że do wielu z mniejszych wersji nie powrócę, a na pewno nie kupię żadnej litrowej ( no może poza aloesową). Aloes przypadł mi do gustu najbardziej, dlatego opakowanie świeci pustkami. Wygładzał i nawilżał włosy, które szaleją i w ogóle nic sobie nie robią z mojej troski. Z kolei omegę czy multivitamin, mimo że lubię, używam z innymi maskami lub dodaję do żelatyny. Same nie dają takiego efektu jakiego oczekuję. Bluberry należy do tych, które warto spróbować, czasem moje włosy ją kochają, innym razem coś im się nie podoba. Jeśli miałabym wybierać pomiędzy nią, a aloesem, to jednak przychylność stoi po stronie tego drugiego produktu. Maska rokitnikowa jest gęsta i treściwa, a mimo to nie na każdych włosach się sprawdzi. U mnie w użyciu coraz częściej i niebawem będę musiała znaleźć jej następce, albo sięgnąć po nowe opakowanie.

Olejki

Farrouk Chi to takie małe skarby, przetestowałam już trzy wersje i ciągle mi mało. O ile Kardashian Beauty jakoś średnio się spisywał, to znów Tea Tree podbija moje serducho. Nie każdy lubi zapach olejku z drzewka herbacianego, więc może kręcić nosem. Czuć, że jest ziołowy i łatwo mi zebrać nim włosy, które się puszą i nieco je przylizać. L’oreal już od dawna mnie zachwyca, myślę że pozostanie ze mną jeszcze bardzo długo!

Oleje

Niezmiennie od trzech miesięcy olej z pestek winogrona stoi na piedestale. Tak to jednak jest jak się kupuje litrową butelkę, a przecież na olejowanie używam 2-3 ml raz w tygodniu. Gorzej, że moje włosy zaczynają kaprysić i ostatnio dolewałam nieco oleju słonecznikowego.
Suplementy 

Od piątego sierpnia, regularnie zażywam Hairvity. O tym jakie są efekty poczytacie niebawem. Mam też małą niespodziankę, dlatego bądźcie czujni!
Poza tym nie zażywałam w ciągu tego miesiąca nic innego

Ostateczny wynik
długość  2 cm przyrostu, co dało 70 cm
kucyk 2 cm doszły i mamy 16 cm
Plany
-skrzyp polny
-wcierka Andrea, ale nie nastawiam się że uda mi się wcierać cały miesiąc ponieważ nie umiem dozować tej wcierki 🙁

Moje włosy w ostatnim czasie się puszą. Na nic było wygładzanie w postaci laminowania ( tak wiem, proteiny, ale raz na jakiś czas pomagają a nie szkodzą). Myślałam intensywnie nad tym co się zmieniło i doszłam do wniosku, że przecież w moim rodzinnym domu woda nie jest najlepsza. Jest twarda i  kamień osadza się dosłownie wszędzie. Włosy siłą rzeczy zaczęły kaprysić i nie można z nimi dojść do ładu. Dlatego, ta tragedia jeszcze sobie potrwa. W tym miesiącu idę po raz kolejny podciąć włosy. Szkoda mi, ale będą już równe. Odkąd wzięłam sobie do rady podpowiedzi fryzjerki, mniej się plączą. Myślę, czy ich nie chelatować, może to by coś pomogło?


Jak w tym miesiącu miały się wasze włosy? Macie już plany na wrzesień? 
Pozdrawiam! 

Tagi:
Udostepnij: