Uncategorized

Makeup Revolution.Fortune Favours The Brave

Witajcie!

Mam take małe uzależnienie, że czasami zachowuję się jak sroczka i gdy tylko coś błyśnie mi zbyt mocno przed oczami to prawdopodobnie niebawem wpadnie to w moje ręce. Chyba Was nie zaskoczę jeśli powiem, że wcale nie chodzi o biżuterię, a cienie do powiek. Moja kolekcja paletek pewnie byłaby zbyt mała i niekompletna gdybym przeoczyła uroczą Fortune Favours The Brave od Makeup Revolution. Przyszedł czas by pokazać Wam jej cudowne wnętrze.

Odnoszę wrażenie, że od kiedy Makeup Revolution pojawił się w Polsce to w znacznej mierze zdominował kosmetyczki wielu Polek. W zasadzie nie ma co się dziwić, ponieważ ich produkty są tanie i dość dobrej jakości. Sama posiadam ich wiele i nie jestem zadowolona tylko z jednej pomadki, która ma okropny kolor.

Fortune Favours The Brave to jedno z młodszych dzieci MUR stworzone przez brytyjskich blogerów urodowych. Paletka pojawiła się na początku marca 2016, ale w Polsce jest dostępna od niedawna. W pięknym złotym opakowaniu znajdziemy 30 cieni, które wielkością przypominają pięciogroszówkę, oraz drobny pędzel z jednej strony płaski, z drugiej zaś z zaokrągloną główką. Samo opakowanie wydaje się być solidne, jest dość ciężkie i wyposażone w lusterko. Niestety już zauważyłam pierwsze zarysowania i odpadającą złotą farbę. Wielkość cieni trochę mnie rozczarowała, choć ostatecznie stwierdziłam, że szybciej je dzięki temu zużyję. Wśród trzydziestu odcieni znajdziemy dwanaście cieni perłowych, jedenaście matowych, sześć wypiekanych i jednego rodzynka z połyskującymi drobinkami.

Paleta tuż po otwarciu przyciąga wzrok. Barwy są na tyle różnorodne, że każdy znajdzie coś dla siebie. Fortune Favour The Brave, czyli „Szczęście sprzyja odważnym” to paleta dla każdego i z pewnością nadająca się do jesiennych makijaży. Przygaszone brązy, burgundy, zielenie i połyskujące złoto czy pomarańcze kojarzą mi się właśnie z tą kolorową porą roku. Cienie posiadają bardzo mocne, głębokie pigmenty i tylko 3 lub 4 kolory wypadają nieco słabiej. Podczas aplikacji nie zauważyłam osypywania i całkiem przyjemnie się je nosi. Mam wrażenie, że delikatnie zbierają się w załamaniach, ale jest to spowodowane nieodpowiednio dobraną bazą oraz moja nieco tłustą w ostatnim czasie powieką.

Glimmer to bardzo jasny perłowy odcień, który solo jest praktycznie niewidoczny. Wprowadzony do makijażu rozjaśni oko. W świetle przepięknie się mieni.
Buffer ma barwę na pograniczu jasnego brązu i pomarańczu. Należy do cieni matowych, a jego kolor kojarzy się z jesiennymi liśćmi. Będzie stanowił świetne połączenie z innymi brązami oraz ciemniejszymi cieniami.
Peachy to ciepła brzoskwinka. Choć z pozoru wydaje się matowy, to kolejna połyskująca satyna. Kolor jest bardzo delikatny, czasami wydaje mi się różowy a nie brzoskwiniowy. Nada się zarówno do mocniejszych makijaży, jak i tych całkiem delikatnych-wieczorowych czy weselnych.
Hope z nadzieją raczej mało ma wspólnego, bo taka nazwa przynosi na myśl delikatny błękit lub biel. Tutaj mamy do czynienia z ciemnobrązowym cieniem połyskującym. Kolejna barwa, która kojarzy mi się z jesienną aurą.
Fortune na bogato i na złoto, ale ciemne. Barwa zachwyca, a dodatkowo piękny połysk, dzięki któremu w słońcu zyskuje jeszcze więcej. Niekiedy wpada w pomarańczowe tony.
Skylight świetlkiem jest bez dwóch zdań! Jeśli kiedykolwiek widzieliście nocne niebo i chmarę robaczków świętojańskich to na pewno wiecie o czym mówię. Cień jest połączanie niebieskiego i złota, które razem dają niesamowity efekt. Miłośnikom niebieskich odcieni na pewno przypadnie do gustu.



















Transformer skąd ta nazwa? Cudowny, głęboki, zielony mat kojarzący się raczej z górskim lasem. Czasami przypomina mi też toń oceanu. Sama mam problem z użyciem tego cienia. Wraz ze złotem stworzy pięknego kameleona zaś z czernią lub brązem smoky eye.
Midnight Rainbow „północna tęcza” czyli cień przywodzący na myśl rozgwieżdżone niebo. Barwę ma nieco ciemniejszą od Skylight i połyskuje w zupełnie inny sposób.

Ice Cloud ma barwę śnieżnobiałą. Skrzący się w słońcu płaek śniegu, który rozjaśni spojrzenie i będzie współgrał z niebieskimi czy różowymi tonami.
Golden Coins i jego przewodzące pomarańczowe tony, przypadnie do gustu niebieskookim. Choć patrząc na niego mamy wrażenie, że malujemy złotym i brązem, to efekt końcowy jest zupełnie inny.
Cashmere czyli ciemny brąz z satynowym wykończeniem. W świetle będzie się bardzo delikatnie mienił.

Tip Top to oliwkowy mat, który będzie się prezentował świetnie w towarzystwie złota lub czerni.
Yes Pleas ma barwę raz bardzo przypominającą brąz innym razem złoto. Odnoszę wrażenie, że wszystko zależy od padająccego światła. W jesiennych makijażach odegra znaczną rolę i wprowadzi nieco zamętu.

Green Machine to metaliczna zieleń, która ze swym satynowym wykończeniem będzie nadawać magii nie jednemu makijażowi.
Smoothie, chyba z jakiegoś szpinaku. Matowy, bardzo ciemny cień, który jest zbliżony do Transformer, ale jednak znacznie bardziej zielony. Ta różnica jest widoczna już na pierwszy rzut oka.
Caffeine Fix ciemny, matowy brąz z tych które ja bardzo lubię w codziennym makijażu. Następna z barw, w której można doszukać się jesieni lub uznać, że jednak bliżej mu do ziarenek kawy.
Latte bardzo ładny, jaśniutki brąz. Dokładnie taki, jak w przypadku kawy latte. Połączony z poprzednikiem stworzy spójną całość.
Pink Diamond jansy róż, dosyć mocno połyskujący. Ze względu na to, że jest bardzo delikatny mozna śmiało użyć go w makijażu weselnym.
Creme, czyli cień którego nie widać. Kolor jest na tyle jasny, że można go stosować jako bazę lub wykończenie ciemnych makijaży, ponieważ sam zaniknie.
Drama Queen czy to burgund czy już fiolet, oto jest pytanie? Do delikatnej urody pasować nie będzie wcale, ponieważ jest bardzo mocny, ale to oczywiście kwestia gustu. Bardzo głęboki, matowy cień.
Lonely Planet kiedy patrzy się na niego widzi się niebieski i czerwony, czyli wulkan. Z samotną, niezamieszkiwaną planetą też go kojarzyć należy! Ostatecznie uzyskujemy bardzo ciemny kolor, który ma w sobie trochę fioloetu.
Blcqua ciemna, matowa czerń, ale nie taka znów oczywista. Przyglądając mu się dłużej można dostrzec lekką fioletową poświatę.
Soft cień widmo. Patrząc na paletę widzimy delikatny, pudrowy róż. W makijażu może ginąć, ponieważ jest praktycznie niewidoczny.
New World błyszcząca satyna, która nada spojrzeniu blasku.
Favour to nie pomarańcz, a ciemny róż indyjski. Pięknie prezentuje się w każdym wydaniu.
Sunset Hour czyli złoto zachodzącego słońca. Przewodzi tu pomarańcz, który w odpowiednim świetle będzie niesamowicie się mienić.
Super Gold kolejne ciemne złoto, które kocha się w makijażach. Satynowe wykończenie zachwyca.
Winning purpura, bardzo wyrazisty, matowy fiolet. Barwę możemy skojarzyć ze śliwką. Jesiennie czyż nie ?
Brave to bardoz odważny, bardzo ciemny fiolet, kóry można trochę pomylić z czernią. Lekko połyskuje, wykończenie jest jednak bardziej satynowe.
The Revolution połączenie fioletu i brązu, przynajmniej tak mi się kojarzy. Również posiada satynowe wykończenie.

Cienie są trwałe, bardzo dobrze trzymają się na powiece. Swatche znajdziecie tutaj klik.
Przygotowałam też dla Was propozycję makijażu w stylu jesiennego liścia.
Użyłam:
zewnętrzne kąciki oka- Drama Queen + Caffeine Fix
środek oka-Pecahy + odrobina Golden Coins
kreska dolna-Sunset Hour
rzęsy Kobo-Limited Edition
usta Lovely Color Wear Long Lasting nr 4
korektor mineralny Lili Lolo 
puder rozświetlający- fixing powder od Wibo
bronzer Kobo Sahara Sand
Na zdjęciach widać moje nieumiejętne malowanie ust niestety i brak konturówki.

Paleta do makijażu Fortune Favours The Brave zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i jestem zadowolona z jej zakupu. Myślę, że będę po nią często sięgać w okresie jesiennym.

Cena palety to około 40-50 złotych w zależności od sklepu.

Pozdrawiam!

Tagi:
Udostepnij: