Uncategorized

Naturalne piękno? Czym ono jest dla Ciebie ?

Witajcie!
Zblogowani znów uruchomili świetną akcję, tym razem wraz z Anaabelle Minerals. Początkowo spoglądałam na nią dość obojętnie. Dopiero u samego schyłku zdecydowałam się wziąć w niej udział i podzielić się moimi doświadczeniami. Dlaczego? Temat jest mi dość bliski, bowiem podyskutujemy dziś o kosmetykach mineralnych i o naturalnym pięknie, które jest najlepszą częścią każdej z nas-kobiet.

Sztuczne ideały
W dzisiejszych czasach płeć piękna często zapomina, co ma prawdziwą wartość dla przeciwnej strony. Stajemy na głowie by podkreślić nasze atuty i zakamuflować wszystko to, co mogłoby się przyczynić do odstawania od ideału. Ten ideał to nie piękno, a plastikowe stworzenia ukazujące się na okładkach. Brakuje im niedoskonałości, twarz wydaje się bić jakimś niecodziennym blaskiem. Niby doskonale, a jednak czegoś brakuje. Nie ma w tym krztyny prawdy, ani naszej osobowości. Koniecznie chcemy wyglądać tak jak milion innych dziewczyn na ulicy i brońcie wszyscy święci przed wyróżnianiem się. To jednak nie wszystko. Próbując się upodobnić do „ikon piękna” zatracamy się w tym na tyle, że zapominamy o naszej skórze oraz konsekwencjach, które za pewne pojawią się w przyszłości. Na twarzy znajduje się ciężki podkład z sporą ilością silikonów i nieprzychylnych substancji, dodajmy do tego korektor-byle tylko zakryć wszelkich nieprzyjaciół i worki, paletę do konturowania i równie nieprzyjazny puder z parabenami. W efekcie nasza skóra zaczyna  z czasem krzyczeć pomocy. Do drogerii za rogiem jest najbliżej, koleżanki poleciły, a kampanie promocyjne wołają zewsząd „kup to koniecznie!”. To nie jest najlepsza droga, dodatkowo jeśli masz skórę problematyczną tym bardziej jej nie wybieraj. Gwarantuję Ci, że jeśli skierujesz swe kroki ku przygodzie z makijażem naturalnym, a co za tym idzie kosmetykami mineralnymi zarówno Ty, jak i Twoja skóra odetchniecie z ulgą. W lustrze zobaczysz siebie i swoje piękno, choć od lat psioczyłaś na to, że nie wyglądasz. Tak, tak drogie Panie, mamy kompleksy i często zaniżoną samoocenę, choć nie chcemy się do tego przed sobą przyznać. Poza tym panowie naprawdę nie lubią sztuczności. O wiele bardziej podoba im się bardzo delikatny make up niż tapeta, którą można za pomocą młotka i dłuta co najwyżej zdzierać. Ma być zdrowo i naturalnie, bo facet chce się budzić i kłaść spać koło tej samej kobiety z którą spędził dzień. Jeszcze Was nie przekonałam? To nic, bo to dopiero wstęp.

Dlaczego wybieram kosmetyki mineralne ? 


O mojej mineralnej przygodzie

Dawniej bardzo wstydziłam się swojej cery. Kuracje dermatologiczne nie przynosiły efektów, a podkład nałożony na twarz przypominał drogę z wybojami, na którą lepiej nie patrzeć. Moje koleżanki z liceum dawno miały spokój z trądzikiem i świecące diody pojawiały się na ich twarzach tylko raz na ruski rok. Z czasem się przekonałam, że większość z nich dobrze się maskowała, a ja nakręcałam tylko spiralę i pozwalałam by otaczające mnie mury rosły. Podczas studiów zaczęłam bardziej przyglądać się kosmetykom i częściej po nie sięgać, choć zwyczajnie sobie nie radziłam z wieloma kosmetycznymi kwestiami. Na twarzy pojawiała się maska ze zbyt jasnego podkładu, a dodatkowo całości towarzyszyły plamy. Moja cera wtedy wyglądała o wiele lepiej, ale nadal miałam momentami ochotę naciągnąć worek na głowę. Pierwszy raz o kosmetykach mineralnych usłyszałam gdzieś w połowie studiowania. Zrobiło się o nich głośno i próbowano mnie przekonać, że to będzie najlepsze wyjście dla mojej kapryśnej twarzyczki. Pomyślałam sobie „okej, kiedyś się temu przyjrzę” i myśl wrzuciłam do pudełka z nicością. Kiedy cera kolejny raz na drogeryjne produkty zareagowała, jakbym polała ją toksyczną substancją, odkopałam w czeluściach Internetu kilka artykułów na temat minerałów. Kłębiło się po mojej głowie mnóstwo pytań – skąd mogłam wiedzieć jak nakładać sypki podkład czy korektor? Podmuch zimowego wiatru wywiał resztkę wątpliwości i zrealizowałam zamówienie. Parę dni później, przekonałam się, że był to bardzo dobry wybór.

Cera jak malowana! 

Możecie mi nie wierzyć na słowo, ale nastąpiły ogromne, pozytywne zmiany. Początkowo nie radziłam sobie z nakładaniem sypkiego produktu i było widać mało fachowe pociągnięcia pędzlem. Ćwiczyłam i kierowałam się instrukcjami, aż udało mi się pojąć o co chodzi. Nie wszystko dzieje się od razu, musimy oswoić się z nowością, odkryć czym najlepiej nam się pracuje i po prostu się w to wczuć. Wykonanie takiego makijażu nie jest wcale takie trudne. Minął pewien okres i na twarzy nie miewałam już maski, a jedynie lekki makijaż, który byłby całkiem niewidoczny gdybym kupiła nieco ciemniejszy odcień. Minerały odpowiednio dobrane kolorem potrafią się tak dopasować do naszej cery, że stają się praktycznie niezauważalne. Myślałam, że korektor nie da rady i będzie widać moje pozostałości po wypryskach oraz cienie pod oczami. Bardzo się myliłam. Efekt końcowy był zaskakujący i nawet kiedy zdarzały się prześwity w przypadku większych zmian, przestałam zwracać na nie uwagę. Poczułam się sobą, a moja skóra mi za to wszystko podziękowała- stała się gładka i czysta, bo nieprzyjaciele pojawiali się coraz rzadziej.


Przede wszystkim bezpieczeństwo
 Wchodząc do drogerii można dostać oczopląsu. Nawet jeśli znamy swój typ cery i jej odcień, to nowości, promocje, podpowiedzi znajomych oraz uginające się od kosmetyków półki mogą stać się przytłaczające. Ostatecznie dajemy się skusić na coś, co zupełnie nam nie odpowiada. Ponadto wybierając puder, podkład czy korektor, nie zastanawiamy się nad tym czy robi coś dobrego dla naszej cery- ma się trzymać cały dzień i pasować do naszego kolorytu. Spełnił podstawowe oczekiwania, toteż nadajemy mu miano ulubieńca czy pierwszorzędnego produktu. Znaleźli się odważni, którzy analizując zawartość dopatrzyli się pewnych niedociągnięć. Większość produktów drogeryjnych nie posiada właściwości pielęgnacyjnych i ochronnych, a część z nich zawiera w swojej formule szkodliwe substancje. Przykłady to m.in. talk, który nie pozwala skórze pozbywać się toksyn czy parabeny wywołując podrażnienia i zaburzające gospodarkę hormonalną. Kosmetyki mineralne mają natomiast krótkie składy, w których kryje się bogactwo naturalne. Zwykle znajdziemy w nich mikę, tlenek cynku-antybakteryjny, tlenek tytanu, stanowiące swego rodzaju podstawę, oraz inne minerały i pigmenty pochodzenia naturalnego. Dostajemy zatem niegroźny dla naszej cery upiększacz, który poprawia jej kondycję i tworzy barierę dla promieniowania UVA/UVB- czynnika odpowiedzialnego za fotostarzenie i zmiany nowotworowe na skórze. 

Mika- ma połysk zbliżony do naturalnego, dlatego nadaje skórze zdrowy wygląd.
Tlenek tytanu- ma właściwości matujące i kryjące, daje niską ochronę przed promieniowaniem słonecznym
Tlenek cynku- ma właściwości ściągające i ochronne. 


Wdech, wydech i sto kilogramów lżej!
Czy kiedykolwiek zastanawiałyście się jak Wasza cera czuje się przygnieciona warstwą gęstej i ciężkiej emulsji? Moja dawała mi znaki, że wcale jej się to nie podoba. Zazwyczaj pojawiały się w postaci paczki z niespodziankami, kropelkami potu  i „wyrzucaniem” podkładu, który nie chce się nijak cały dzień trzymać na miejscu. Wracając z uczelni wielokrotnie nie miałam już połowy makijażu na sobie i nic nie było w stanie poskromić tego buntu. Cóż jest przyczyną? Wypełniacze oblepiające naszą cerę. W kosmetykach mineralnych próżno ich szukać, dzięki temu nie blokujemy gruczołów łojowych i nasza skóra może swobodnie oddychać. Cera za ten oddech podziękuje nam w przyszłości i ograniczy złośliwe działania do minimum, albo całkiem ich zaniecha. Minerały są też o wiele lżejsze i przyjemniej nosi się je na skórze. Przez cały dzień makijaż trzyma się w ryzach, nie waży się i zdarza się o nim po prostu zapomnieć gdyż jest niewyczuwalny . 

Dla każdego coś miłego
Wśród podkładów drogeryjnych ciężko się odnaleźć takiemu bladziochowi jak ja. Wydaje mi się, że posiadaczce bardzo ciemnej cery też życia nikt nie ułatwił. Odcieni jest mnóstwo, pominięto tylko te skrajne. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że jakiej marki bym nie wybrała gama kolorów zmienia się o ton zamiast o połówkę. Inną kwestią jest wszechobecny różowy pigment, którego lekko mówiąc mam dość. Tymczasem wybór odcienia w przypadku minerałów nie stanowi większego problemu. Gamma kolorystyczna jest szeroka i łatwiej mi dobrać pasujący podkład oraz korektor. Ktoś nareszcie pomyślał o bladych cerach i nie tylko! Podkłady mineralne możemy podzielić na takie które mają przewodzący ton żółty, oliwkowy i oczywiście różowy. Istnieje też wersja neutralna, w której żaden z tonów nie przeważa. Kobiety często upierają się, że naturalna wersja kolorówki nie jest dla nich. Argumenty płynące z ust tych pań to przeważnie potrzeba mocniejszego krycia lub zmatowienia, problemy z trądzikiem, zmarszczkami oraz zbyt pudrowe wykończenie pozbawione blasku. Producenci kosmetyków naturalnych wychodzą jednak na przeciw oczekiwaniom klientek i przygotowali kilka wariantów. Przykładowo marka Annabelle Minerals ma w swojej ofercie wersję matującą (dla osób z cerą tłustą i skłonną do występowania niespodzianek), wersję rozświetlająca (dla cery pozbawionej blasku) oraz wersję kryjącą (uniwersalną). Wszystkie argumenty zostają ostatecznie obalone, ponieważ wybór jest duży i każdy znajdzie coś dla siebie.
Niekończąca się opowieść- kiedy on się skończy?
Wspomniałam wcześniej, że za pierwszym razem wybrałam odcień odrobinę za jasny. Jak na złość podkład wcale nie chciał się skończyć i w pewnym momencie miałam ochotę go przypadkiem strącić. Opakowanie niby niezwykle małe i lekkie, a z czasem przypominało mi magiczny kapelusz w którym zawartość pojawia się na nowo zaraz po tym jak zniknęła. W okresie zużywania jednego opakowania podkładu mineralnego, kupiłabym co najmniej trzy buteleczki wersji drogeryjnej. Korektor zużywa się znacznie wolniej, więc gdy ujrzałam dno słoiczka po podkładzie korektor wypełniał jeszcze 2/3 swojego opakowania!
Nakładam, jak chcę
Efekt końcowy i sposób nakładania zależy od naszych upodobań. Do wyboru mamy jedną z dwóch opcji- mokrą lub suchą. W wersji suchej podkład wysypujemy na wieczko i wmasowujemy delikatnie w pędzel typu kabuki lub płasko ścięty. Następnie nakładamy podkład cienkimi warstwami za pomocą kolistych ruchów. Efekt jest bardzo delikatny i naturalny. Dla tych, którzy oczekują mocniejszego krycia i nie lubią sypkich formuł polecana jest wersja na mokro. Pędzel zwilżamy za pomocą atomizera lub moczymy (wtedy poleca się korzystanie z pędzla płaskiego do podkładu). Najlepiej w tym celu użyć wody przegotowanej, wody termalnej lub hydrolatu. Do wieczka przesypujemy trochę podkładu, zamaczamy pędzel i nakładamy kolistymi ruchami na twarz. Kolor może nieco różnić się od faktycznego, ale jest to chwilowe. Wersja mokra sprawdzi się w przypadku uroczystości i imprez, ponieważ lepiej się trzymają. Dla powyższych sposobów wymyślono jeszcze jedną alternatywę- zamianę podkładu w płynny poprzez dodanie do niego oleju lub masła np. shea, jojoba, macadamia. Olejową taktykę pokochają właścicielki cery suchej. 
Naturalnie oznacza delikatnie, ale nie nudno

Kosmetyki mineralne to nie tylko podkład, puder i korektor. Do wyboru mamy również róże i cienie do powiek, a czasami zdarzają się bronzery i rozświetlacze. Możemy zatem delikatnie podkreślić nasze oko za pomocą stonowanych, pięknych cieni i nadać twarzy witalności poprzez oprószenie jej odrobiną różu. Ważna jest rozwaga w nakładaniu każdego z produktów, brak nudy nie oznacza policzków niczym klaun czy oczu jak wamp.Niekiedy wystarczy sam podkład by wyglądać doskonale. Ostatecznie uzyskać przecież mamy naturalny efekt, który nada nam świeżości i pozwoli nam się czuć swobodnie w ciągu dnia.



Czym dla mnie jest naturalne piękno? 


Kosmetyki naturalne pozwoliły mi w dużej mierze pozbyć się kompleksów dotyczących mojej problematycznej cery. Obecnie często wychodzę na uczelnię bez makijażu, nawet jeśli akurat zdobi ją jakiś pryszcz czy dwa. Zdarzają się czasem gorsze dni, kiedy nie potrafię sobie wyobrazić pokazania się bez zamaskowania tych kilku mankamentów. Niekiedy sytuacja wymaga tego by na twarzy znalazł się podkład, poza tym w prostym makijażu często jesteśmy lepiej postrzegani chociażby w pracy. Malowanie się z czasem stało się dla mnie przyjemnością, a nie jedynie złem koniecznym. Nareszcie zaczęłam też dostrzegać, że moi przyjaciele i znajomi nie zwracają uwagi na to co wyprawia się na mojej buzi. Uważam, że nie muszę się z niczym ukrywać, skoro czuję się dobrze we własnej skórze. 



Jeśli zaś chodzi o kosmetyki mineralne..
Znalazłam koniec końców produkty, które przestały pogarszać stan mojej wrażliwej i skłonnej do zapychania cery. Przekonałam się na własnej skórze, że podkład nie musi mi dodatkowo szkodzić, zaś może pomóc w walce z dokuczliwą dolegliwością jaką jest trądzik. Makijaż wykonywany za pomocą minerałów sprawił, że w lustrze widziałam siebie nie zaś jakąś obcą twarz. Wielokrotnie będę do minerałów powracać, ponieważ tylko one dają w pełni naturalne rezultaty.

Prawdziwe, naturalne piękno to wszystko to, co nosimy w naszych sercach i czym dzielimy się z innymi. Naturalne piękno widać z daleka. To uśmiech, który poślesz drugiej osobie oraz szczęście widoczne na Twojej twarzy, gdy czujesz się dobrze sam ze sobą. Pamiętaj, to nie makijaż jest wyznacznikiem piękna, ale Twoje nastawienie do świata i do siebie. W każdym wydaniu jesteś piękna, codziennie to sobie powtarzaj! Kosmetyki mineralne pomogą Ci pielęgnować to piękno i przegonić czarne chmury kiedy cera płata figle! 

Pozdrawiam!

Tagi:
Udostepnij: