Uncategorized

Vianek Odżywcza maseczka-peeling do twarzy z mielonym lnem

Witajcie ! 
Pogoda daje mi się nieźle we znaki i ból głowy jaki ze sobą przyniosła w dniu dzisiejszym nie pozwala mi skupić myśli nawet na pięć minut. Resztkami sił, bo i w kwestii samopoczucia nie jest najlepiej, postanowiłam napisać co nieco. W roli głównej dziwny twór maska, która jest jednocześnie peelingiem- naturalny cudak marki Vianek! Jesteście ciekawi?

 

Zacznę od tego, że ilekroć produkty z Sylveco nie spisują się na mojej cerze, to Vianek zawsze mnie zaskakuje pozytywnie. Mam już kilka kosmetyków, które wyszły spod ich skrzydeł i zamieszkały w moim kosmetykowym królestwie na dobre. Przypadłość ta jest nieco dziwna, bo tak naprawdę przecież to jedna i ta sama firma, ale w pojedynku zdecydowanie wygrywa Vianek!

Odżywcza maseczka peeling do twarzy z mielonym lnem zamknięta jest w tubce z zakrętką typu klik. Opakowanie jest białego koloru i zdobią je pomarańczowe kwiaty, które nawiązują do polskiego folkloru-przynajmniej tak mi się to właśnie kojarzy. Jest prosto, estetycznie i zachęcająco. Jedyny minus tego opakowania to występowanie od czasu problemu z wydobyciem produktu, ponieważ dziurka się zapycha przez obecność ziarenek lnu.

Produkt  posiada bardzo gęstą konsystencję, w której bez trudu można zauważyć mnóstwo drobinek i ziarenek. Mimo obecności tych drobiazgów, produkt bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy i nie nabawimy się podrażnień. Nie jest to mocny zdzierak, ale jako maska świetnie się sprawdza. Zapach jest nieco słodkawy, ale zarazem korzenny. Znów przywodzi mi na myśl jakieś ciasteczka, lecz nie jest męczący. Powiedziałabym, że jest typowy dla produktów, które zawierają w sobie olej z pestek moreli.

Skład: Glycine Soja Oil (olej sojowy, zaiwera witaminę E , jest emolientem) , Linum Usitatissimum Seed Extract (ekstrakt z nasion lnu zwyczajnego, działa zmiękczająco, ochronnie) , Glyceryl Stearate (pochodna gliceryny uzyskiwana z oleju słonecnzikowego czy kokosowego) , Mel Extraxt (miód pszczeli, nawilża) , Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli, emolient tłusty, niekiedy może zapychać pory), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Persea Gratissima Butter (masło awokado, świetnie nawilża i zawiera wiele witamin) , Butyrospermum Parkii Butter (masło shea) , Hippophae Rhamnoides Oil (olej rokitnikowy, wspomaga regeneracje naskórka, zwiera witaminę A i E) , Tocopheryl Acetate (estrowa forma witaminy E) , Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.

Składniki zawarte w tym produkcie są bardzo naturalne, oczywiście prócz końcówki. Nie jest to jednak barbarzyństwo ponieważ składniki kluczowe pojawiają się w składzie dość wysoko. Podoba mi się ten skład.

Moja cera polubiła się z tym produktem, choć oczywiście nie obeszło się bez kilku wpadek. Momentami go uwielbiam, szczególnie gdy pozostawia skórę wygładzoną, miękką i nawilżoną. Zdarza mu się jednak od czasu do czasu zapchać moje pory i w zasadzie nie wiem z czego to wynika- może zbyt częste stosowanie, albo po prostu gorsze dni,w  których jednak te składniki lubią okazać swoje drugie oblicze. Zdecydowanie wolę go w formie maski, bo choć nie jest to bardzo silny peeling to boję się, że może podrażnić czasami obecne na mojej buzi krostki i spowodować pogorszenie stanu cery. Na plus jest oczywiście naturalny skład i występowanie zmielonego siemienia zamiast sztucznych granulek. Bardzo mi przypadł do gustu i będę chciała wypróbować inne z dostępnych wersji, które mogłyby bardziej wspomóc moją wiecznie walczącą z niedoskonałościami skórę twarzy. Uważam, że warto go wypróbować. 



Znacie? 


Pozdrawiam!

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl