Laboratorium Cosmeceuticum. Mazidło ze skrzypy polnego i hydrolat pomarańczowy

20:42:00

Witajcie !

Znów zniknęłam na długo, ale obiecuję ze w tym tygodniu postów będzie więcej.  Niebawem też na blogu zapanuje świąteczna atmosfera związana z blogowym wyzwaniem Blogmas 2016. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Tymczasem trochę o kosmetykach naturalnych, które  były zaskoczeniem i zupełnie nowym doświadczeniem. Chociaż na co dzień korzystam  z różnych produktów pochodzących prosto z natury, to forma tych produktów była zupełnie inna. Kolejna polska marka tworzy małe cuda.



Mazidło Polny warkocz ze skrzypu polnego trafia w nasze łapki w niewielkim słoiczku (50 ml) z ciemnego szkła. Złocisty kolor etykiety kojarzy się z kłosami polnych zbóż, jak gdyby ktoś je zamkną wewnątrz opakowania. Prostota wykonania była w tym wypadku trafnym wyborem. Słoiczek zamykany jest za pomocą czarnej zakrętki wykonanej z plastiku. Mazidło wydobywa się  bardzo łatwo,  choć oczywiście nie ma możliwości włożenia do środka całej dłoni. Do twarzy używamy jednak niewielkich ilości kosmetyku, dlatego nikogo raczej to nie zdziwi ani nie rozczaruje. Kosmetyk jest dodatkowo bardzo wydajny. Słoiczek mimo że zaliczył kilka upadków, nie uległ zniszczeniu. Należy się jednak  liczyć z tym, że ze względu na formę kosmetyku będzie on często w tłustym filmie. Na spodzie znajduje się etykieta z informacją o czasie przydatności. 

Konsystencja produktu jest zbita zaraz po wyjęciu z lodówki,  ale wystarczy chwila by kosmetyk przeszedł w bardziej miękka formę. Zwykle staram się do tego nie dopuszczać i nabieram ilość mazidła jaka jest mi potrzebna, rozcieram ją i aplikuje na twarz. Mazidło Polny warkocz jest bardzo treściwe, a przy tym tłuste. Dla niektórych oleisty film na skórze może niestety stanowić problem. Zapach należy do specyficznych, ale nie jest w żaden sposób uciążliwy i szybko się o nim zapomina.

Słoiczek kryje w sobie same naturalne składniki takie jak masło shea, olej ze słodkich migdałów, ziele ze skrzypu polnego, witaminę E, naturalny olejek z werbeny, Citral, Limonen. Bardzo mi się taki skład podoba, ponieważ jest krótki i z powodzeniem można nakładać krem również pod oczy i na usta. 

Masło trafiło do mnie przypadkiem ponieważ jest dedykowane cerze naczynkowej, a mojej cery nie dotyczy taki problem. Ze względu na dość uniwersalny skład postanowiłam mimo wszystko sprawdzić, jak ono zadziała na moją buzię. Wcierałam masło na noc, ponieważ tłusty film nie pozwalałby mi dobrze zaaplikować podkładu mineralnego czy drogeryjnego. Dobrze rozsmarowane i używane w niewielkich ilościach masło ze skrzypu polnego wchłania się szybciej. Nie oznacza to jednak, że tłustej warstwy nie ma na twarzy wcale. Zauważyłam, że dzięki stosowaniu tego kosmetyku skóra wyglądała lepiej, wszelkie podrażnienia czy wypryski rano wydawały się być znacznie mniejsze. Nie używałam w tym czasie kremu z Yves Rocher na moją bruzdkę na czole, a magicznie się zmniejszyła i teraz wygląda dużo lepiej. Masło nie wywołało u mnie żadnych alergii i podrażnień. W zasadzie mogę powiedzieć, że spisało się na medal i bardzo je polubiłam.

Skoncentrowany hydrolat pomarańczowy umieszczono w buteleczce z ciemnego szkła wyposażonej w atomizer. Niestety atomizer jest nieco niefortunnie dobrany, ponieważ nie zawsze rozpyla delikatną mgiełkę i na twarzy lądują spore krople. Ponieważ używałam go w znacznej mierze do zraszania twarzy w celu pozbycia się pudrowego efektu jaki dają kosmetyki mineralne, ta kwestia jest dla mnie dość istotna. Buteleczka sama w sobie jest bardzo solidna i dobrze trzyma się ją w dłoni.  Kryje się w niej 150 mililitrów hydrolatu. Bardzo podoba mi się fakt, że na etykiecie ie tylko znalazł się skład w wersji podstawowej, ale też w wersji polskiej. Podobnie, jak w przypadku mazidła grafika na butelce jest dość prosta, a na spodzie mieści się etykieta z numerem partii i datą przydatności.

Hydrolat pomarańczowy przypomina zwykłą wodę- nie klei się i dość szybko się wchłania. Niestety znacznym mankamentem jest zapach. Woń jest dość specyficzna i choć nie oczekiwałam pięknego zapachu pomarańczy w przypadku naturalnego kosmetyku, to nie spodziewałam się też duszącego aromatu przypominającego nieco psujące się owoce. Dla mnie zapach jest trochę nie do przejścia niestety, ponieważ bardzo mnie drażni. 

W składzie produktu znajdziemy między innymi Hydrolat z kwiatów słodkiej pomarańczy oparty na wodzie z potoków alpejskich (zmniejszanie porów,działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie) , kwas cytrynowy (działanie rozjaśniające i ściągające), sorbinian potasu i benzoesan sodu. Dwa ostatnie składniki to konserwanty, które używane są również w przemyśle spożywczym. Skład jest krótki, co się chwali. 

Zawsze chciałam wypróbować jakiś hydrolat, a nawet zrobić sama. Kiedy do mnie trafił niezmiernie się ucieszyłam, choć mimo wszystko trochę zwlekałam z pierwszą aplikacją. Bałam się, że mnie uczuli, ale nic takiego się nie stało. Hydrolat pomarańczowy bardzo dobrze tuszuje pudrowość na twarzy, o ile uda mi się rozpylić lekką mgiełkę ( co mu się czasem zdarza). Niestety choć powinien dobrze spisywać się na mojej cerze ze względu na właściwości antyseptyczne, trochę się zawiodłam. Przez prawie dwa miesiące stosowania nie zauważyłam żadnych zmian po jego użyciu. Pory nie ulegały zmniejszeniu, zaczerwienienia i stany zapalne jak były tak zostały. Czasami miałam wrażenie, że w połączeniu z mazidłem jednak działa lepiej. Dodatkowo kwestia zapachu prawie całkowicie mnie do niego zraziła. Cieszę się jednak, że nie oddziaływał na moją cerę źle. Niestety nie zyskał mojej sympatii i na pewno nie sięgnę po niego więcej. Musicie wiedzieć, że brak działania u mnie może być spowodowany uodpornieniem się mojej cery na silniejsze produkty oraz toniki ( praktycznie żaden mi nie odpowiada). 


Podsumowując mazidło stało się moim ulubieńcem, a hydrolat nie skradł mojego serducha. Mimo wszystko cieszę się, że mogłam przetestować zupełnie mi obce kosmetyki naturalne. Jeśli poszukujecie czegoś nowego i prosto z natury myślę, że warto zajrzeć do Laboratorium Cosmeceuticum i dobrze się rozejrzeć.

Pozdrawiam serdecznie! 


Zobacz także

18

  1. miałemten hydrolat i bardzo polubiłem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciągle mnie tym mazidłem kusisz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż takich tłustych kosmetyków do twarzy nie lubię (miałam okazję macać tester tego mazidła), więc chyba jednak się nie skuszę, ale hydrolat być może do mnie trafi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mazidło od dłuższego czasu mnie intryguje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mazidło od dawna zwraca moją uwagę. Pewnie kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że ten hydrolat Ci nie posłużył, ja raczej też za duszącymi zapachami nie przepadam :) Mazidło za to wydaje się być całkiem fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale to mazidło musi być fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post. :-) Bardzo lubię naturalne kosmetyki i trzeba wspierać polskie firmy. Zapraszam: http://codziennik-kobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znam tych produktów. Chętnie wypróbowałabym mazidło.

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie jedynie mocny tonik z kwasem daje widoczne efekty, cała reszta po prostu łagodzi ściągnięcie skóry. Mazidło ciekawe, zaraz obejrzę sobie asortyment sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam o tym mazidle i sama mam na nie ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kremu bym raczej nie wypróbowała, ze względu na masło shea, którego unikam w kosmetykach do twarzy, ale hydrolat z chęcią bym spróbowała, bo lubię wszelkie toniki i hydrolaty i inne odświeżające czy łagodzące produkty do twarzy ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Przydałoby mi się takie tłuste mazidło na zimę, skład super!

    OdpowiedzUsuń
  14. Warkoczyk mnie bardzo ciekawi, bo już niejedną pozytywną recenzję o nim czytałam ;) myślę, że zimą mógłby się u mnie dobrze sprawdzić ;) Ale hydrolat też kusi, pomarańczowego jeszcze nie miałam okazji używać ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mazidło ze skrzypu polnego? Nigdy o czymś takim nie słyszałam. Fajnie, że jest treściwe. Ja bardzo lubię takie bogate produkty. Wielki plus też za wytrzymały słoiczek. Sama często też upuszczę jakiś kosmetyk i byłaby wielka wtopa, gdyby się rozbił.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pisałaś u mnie, że nabyłaś 2 pigmenty z KOBO :)
    Napisz koniecznie jak się sprawują :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz cieszy serce, dziękuję ;) Będzie mi miło jeśli zostaniesz też na dłużej. Pamiętaj jednak, to nie miejsce na reklamę Twojego bloga!