Uncategorized

Bronze Sparkle – czarujący cień do powiek od Lily Lolo

Cześć!

Moja droga makijażowa bywa wyboista. Nie zawsze mam czas i ochotę by poza podstawowym makijażem podkreślić również oczy. Ograniczenie czasu sprowadza się do wyboru cieni niezbyt skomplikowanych w użyciu – zwykle brązów i różnych odcieni beżu. Jednak w makijażu lubię także odrobinę błysku i barw, które podbijają niebieską tęczówkę. Wielokrotnie spotkałam się z pięknymi pigmentami, lecz ich nakładanie na oko było dość skomplikowane i ostatecznie kończyłam cała w brokacie. Miałam obawy, że w przypadku sypkiego cienia do oczu od Lily Lolo będzie podobnie. Moje uprzedzenia okazały się nieuzasadnione i ostatecznie Bronze Sparkle mnie urzekł.

Bronze Sparkle umieszczony jest w malutkim słoiczku o średnicy około 3 centymetrów. Opakowanie, jak zwykle swym wyglądem cieszy oczy i jest typowe dla Lily Lolo – króluje minimalizm. Wewnątrz znajdziemy początkowo zaklejone dziurki sitka, które po zerwaniu zabezpieczenia możemy zasłonić za pomocą zasuwki. Całość wykonana jest z mocnego plastiku, który nie uszkodzi się przy upadku. Jedyny problem stanowi brak odporności na zabrudzenia, ale dość łatwo je usunąć.

Słoiczek skrywa w sobie 2,5 grama sypkiego cienia Bronze Sparkle. Choć pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy to „kurcze trochę mało”, to mimo wszystko pojedyncze cienie ważą często mniej i dużo szybciej się kończą. Wydajność tego maluszka nie powinna być zaskakująca, wystarczy bowiem odrobina na czubeczku by na oku pojawiła się wyrazista barwa. Pigmenty odznaczają się zwykle intensywnością.

Kolor jest nieco specyficzny. Nazwa mówi, że Lily Lolo oferuje nam połyskujący brąz, choć tak naprawdę jest to barwa na pograniczu złota i pomarańczu zmieniająca się w zależności od światła. Brąz też przewija się czasami toteż cień ten uznać można za kameleona! Wart uwagi jest również skład, w którym pojawia się jedynie mika z drugim pigmentem naturalnym – tlenkiem żelaza.

Aplikacja cienia jest bardzo prosta. Odsypuję niewielką ilość pigmentu do jakiejś zakrętki i zanurzam w nim kilka razy pędzel, jakbym chciała nabrać puder (lekko postukując). Po chwili wykonuję delikatne ruchy, wmasowując go co nieco i aplikuję na oku. Najlepiej by zakrętka nie była tą od pigmentu, ponieważ przy każdym otwarciu będziemy brudzić wszystko dookoła. Taki jest mój sposób aplikacji. Można również połączyć cień z wodą i stanie się on wtedy nieco bardziej aksamitny i można go nakładać jako eyeliner. Cień zazwyczaj kładę na bazę z Catrice, ponieważ z moimi tłustymi powiekami kładzenie jakiegokolwiek cienia nie miałoby sensu. Bronze Sparkle trzyma się cały dzień i muszę przyznać, że kolor nie traci na intensywności.

Cień Bronze Sparkle od Lily Lolo bardzo mi się spodobał. Główną jego zaletą jest barak osypywania podczas aplikacji, dzięki czemu zazwyczaj nie mam problemu z usunięciem połyskujących plamek zalegających pod oczami (choć i tak oczy maluję jako pierwsze). Osypywanie może jednak występować jeśli cień nie zostanie uprzednio trochę wmasowany w pędzel. Podczas jednego makijażu zużywam go tak niewiele, że starczy mi na bardzo długi czas. Zwykle stanowi drobny element podkreślający moją tęczówkę, dzięki czemu nadaje oku głębi. Niebieskookie panie powinny być z niego jak najbardziej zadowolone i im z całą pewnością mogę go polecić. Należy pamiętać, że taki sypki cień lubi się wszędzie dostawać i nawet najmniejsza ilość potrafi stworzyć artystyczny bałagan. Jego trwałość i intensywność również mnie zadowalają, dlatego na pewno sięgnę po kolejne cienie mineralne. 

 
Oto moja propozycja. Pierwsze zdjęcia ukazują makijaż z udziałem błyszczyka oraz maskary od Lily Lolo, ostatnie zaś jest z wyrazistym MAC na ustach.


Tutaj widać jak zbiera się korektor z Catrice parę minut po nałożeniu. Cień Lily Lolo w towarzystwie zoeva Naturally Yours.

Cień możecie kupić w cenie 36,90 zł/2,5 g w moim ukochanym Costasy.
Miałyście z nimi do czynienia? Lubicie taki rodzaj cieni?

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl