Denko marzec 2017

09:35:00

Witajcie!

Ten tydzień będzie pełen podsumowań. Poza tzw. projektem denko będziecie mogli poczytać o nowościach marca oraz moich włosowych osiągnięciach. Dziś zapraszam Was na porcję moich zużyć, może coś wpadnie Wam w oko. 

1. Garnier Loving Blends, odżywka kokos i ryż. Pisałam dzisiaj jednej z dziewczyn, że ja z Garnierem się nie lubię. Na ogół tak jest, ale ta odżywka wyjątkowo dobrze spisywała się na moich włosach i chętnie po nią sięgnę po raz kolejny. Poza przepięknym zapachem i dość gęstą konsystencją oraz dobrą wydajnością otrzymujemy produkt, który świetnie wygładza włosy i nadaje im blasku. Obawiam się, że posiadaczki cienkich włosów mogłyby co nieco narzekać, ponieważ zbyt by je dociążyła. Stanowczy minus za brak dostępności w Polsce tej serii.  

2. L'oreal Paris Colorista, rozjaśniacz. Zapragnęłam eksperymentów na włosach, a ten rozjaśniacz nie zawierał amoniaku więc sięgnęłam po niego ochoczo. Nałapał sporo plusów, ponieważ głowa mnie nie swędziała, zapach nie drażnił moich nozdrzy i nie przyprawiał mnie o ból głowy, a samo działanie można uznać za bardzo dobre. Nie obeszło się bez żółtka na głowie, którego bardzo szybko się pozbyłam dzięki masce gencjanowej. Produkt ten powstaje przez wymieszanie kremu z proszkiem i ma bardzo tępą konsystencje, przez co nakłada się go tragicznie! U mnie efekt lepszy niż po farbowaniu i odczucia dużo przyjemniejsze. 

3. L'oreal Paris Colorista Washout, niebieska farba dwutygodniowa. Wszyscy mnie przestrzegali, ale ja poszłam w zaparte i zrobiłam sobie niebieskie ombre. Cóż, teraz powinna być chwila ciszy i to oczekiwanie na jęki, iż to był błąd. Zawiodę Was, nie był! Ombre wyszło świetnie, lecz na moich gęstych włosach wymagało dwóch tubek farby, która kosztuje 28 złoty za jedną. Gdyby ktoś chciał pokryć całe włosy musiałby się liczyć ze sporym kosztem. Efekt jest fenomenalny, niebieskie włosy podkreślają kolor moich oczu i zdecydowanie pasują mojej urodzie. Obawiam się co nieco wypłukiwania, ale nie boję się jego efektów. Swoją drogą szkoda, że tak krótko będzie się trzymał na włosach, a wersje permanentne są zbyt ciemne.  

4. Mane'n Tail, odżywka. Wielokrotnie przewinęła się na moim blogu i nie muszę chyba mówić, że była jedną z moich ulubionych. Znów kuleje dostępność. To dość świeża marka w sklepach zagranicznych, a w Polsce raczej nie mamy co na nią liczyć. Nada się zarówno do cienkich włosów, jak i tych trochę bardziej wymagających (choć ich nie dociąży). Dobrze emulgowała oleje i zdarzyło mi się nią kilka razy umyć głowę z dobrym rezultatem. Warto zwrócić na nią uwagę za granicą.

5. Kallos Keratin, maska do włosów. Wielokrotnie narzekałam na Kallosy, ponieważ są za słabe dla moich włosów. Przetestowałam ich trochę i tylko do dwóch czy trzech może wrócę kiedyś. Początkowo zastanawiałam się czy dobrze robię wybierając tą wersję, przecież moje włosy nie lubią hydrolizowanej keratyny. W ostatnim czasie zauważyłam, że uległo to nieznacznej zmianie i ta maska bardzo polubiła się z kłaczkami, albo one z nią. Wygładzała je, dociążała i w zasadzie nie zdarzyło mi się, by je puszyła. Starałam się nie sięgać po nią przy każdym myciu, może też ma to wpływ na dobry efekt.
Kallos Keratin czy warto kupić

6. The Body Shop JApan Cherry Bloosom, mgiełka. Kocham zapach kwiatu wiśni i szukam go stale. Natknęłam się na nie na wyprzedaży i od razu zaiskrzyło. Delikatne, przyjemne, przypadły mi do gustu. Używałam je w sporych ilościach przez ponad rok, każdego dnia. Należą do bardzo wydajnych i chętnie do nich wrócę gdy wykończę moje obecne perfumy. Polecam je miłośnikom lekkich zapachów i oczywiście kwiatów wiśni. 

7. Organic shop Apricot and mango, peeling. Konsystencją i zapachem przypominał mi serki Danio. Pokochałam go, ale było przy tym sporo nienawiści. Używałam go dwa razy w tygodniu maksymalnie, a mimo to przesuszał mi skórę. Zużyłam go do końca i łudzę się, że może to był zwykły zbieg okoliczności. Możliwe że przetestuje kolejne opakowanie, bo z żalem nie mogę powiedzieć o nim nic dobrego obecnie. W składzie ma na drugim miejscu alkohol i wydaje mi się, że trafiłam po prostu na wersję zmienioną pochodzącą z Estonii, ponieważ kwasów w ogóle nie widziałam na etykiecie. 

8. ziaja pro, krem złuszczający 5% kwas migdałowy. Tutaj porażka na całej linii. Schodziło mi go dużo, w ogóle nie działał na wypryski, nie widziałam poprawy. Musze jednak zaznaczyć, że na mnie małe stężenia rzadko kiedy działają. Nie spotkamy się ponownie.

9. Bielenda Professional Formula, maska oczyszczająca. Bardzo lubię te maski, gdyż moja cera po nich jest gładka i wygląda dużo lepiej. Problem stanowi ściąganie, ale nie jest to bardzo uciążliwe. Zużyłam całą i często do niej wracam.

10. Rexona motion sense shower clean, atyperspirant. Rexona to chyba jedyna marka, której produkty w ogóle na mnie działają. Wcześniej byłam nieco uprzedzona, ale mój tata, brat i chłopak kupują tylko je. Starczą na bardzo długo i mogę czuć się komfortowo przez prawie cały dzień. Podrażnienia nie występują, choć warto zwrócić uwagę że składy są w takich produktach nienajlepsze. Warto spróbować moim zdaniem. 

11.  Nacomi, peeling pokrzywowy. Za każdym razem gdy go używałam, na drugi dzień pojawiali się nieprzyjaciele. Dawałam mu wiele szans, ale niestety bez skutku. Ma dziwną konsystencję, pod palcami wyczuwa się jakby drobną zawiesinę. Twarz po umyciu pozostaje gładka i jakby pokryta jakimś filmem. Skład jest bardzo na plus, więc polecam spróbować mimo że u mnie się nie spisał.

12. Neonail, aceton. Trafiła do mnie niewielka buteleczka, ale bardzo przypadł mi do gustu. Lakier odmakał niemalże w ekspresowym tempie i nie musiałam się z nim zbytnio męczyć. Obecnie posiadam Sunflower i jestem niezadowolona. Dodatkowo ten aceton miał przyjemny zapach co rzadko się zdarza. Jeszcze po niego wrócę.
japan cherry bloosom

13. Eveline, pomadka peelingująca. Za każdym razem kiedy spotykam się z tą marką, kończy się niemalże spięciem prowadzącym do wybuchu. Zazwyczaj wszystko mnie uczula. Postanowiłam jednak nie poddawać się i wypróbowałam pomadkę peelingujacą. Gdy tylko przyłożyłam ją do ust połamała się, a nawet nie docisnęłam. Prawdopodobnie to był po prostu jakiś nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ale już nie wskazywało na nic dobrego. Skład pomadki jest kiepski, po nałożeniu usta szczypały mnie niemiłosiernie, lecz przechodziło i nie widać było jakiś efektów ubocznych. Słabo peelingowała i jednak wolę moją ukochaną Sylveco lub domowy peeling.

14. ziaja, maska intensywna odbudowa (z ceramidami). Nie będę Was znó zanudzać. Po prostu tania, dobra i moja ulubiona. 

Trochę ubyło i większość kosmetyków spisała się dobrze. Cieszę się, że wyczerpałam dużo z moich zapasów. 

Jak Wasze zużycia ? 


Zobacz także

44

  1. U mnie ostatnio zużycia idą jak burza :D Ale to dobrze, bo robię czystki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo jestem ciekawa, jak zadziałał u Ciebie L'oreal Paris Colorista Washout, niebieska farba dwutygodniowa. :-) Efekt może być zadziwiający.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana zapraszam na włosowe podsumowanie w niedzielę ;) ale możesz też zobaczyć moje włoski w poprzednim poście :)

      Usuń
  3. Chyba wypróbuje Kallos keratin, moje włosy tego potrzebują:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że zdecydowałaś się na odważny kolor na włosach :D Wkradł Ci się mały błąd logiczny w zdaniu "niebieskie włosy podkreślają kolor moich włosów" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Ci za uwagę, miało być oczu a nie włosów :D ale pisałam post bardzo późno więc pewnie mnie zamroczyło ;)

      Usuń
  5. Ta odżywka z Garnier kokos i ryż wygląda genialnie! Bardzo mnie zainteresowała. Wielka szkoda, że nie ma jej w Polsce :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo tego :) sama muszę powrócić do Kallosów :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nawet niczego nie znam... Ale peeling Nacomi rozważałam kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że ta odżywka nie jest dostępna w Polsce, bo z chęcią by ją wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje denko w tym miesiącu jest bardzo mini mini ;). A w porównaniu do Twojego to ło matko ;P. Z Kallosem u mnie również różnie, obecnie używam Omegi i całkiem fajnie się spisuje, nie to co wersja bananowa :D.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak na jeden miesiąc - bardzo dużo zużyć! U mnie niewiele więcej zeszło w przeciągu 3 miesięcy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo mi się podoba ten niebieski na Twoich włosach. Nie wiedziałam, że to taka droga sprawa, ale zdecydowanie fajna i jakby mogła też bym sobie zrobiła :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam peeling nacomi i u mnie też się nie sprawdził, strasznie nie lubiłam tej warstwy jaką pozostawiał :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Peeling z Organic Shop miałam w wersji mango ale ten do ciała który swoją drogą był świetny, natomiast nie miałam do twarzy i zastanawiam się czy byłby efekt wysuszenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaraz pod Tobą dopisałam, że też nie lubię tego Garniera... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mało denkuję, ostatnio idzie mi gorzej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Już chcieliśmy łapać za portfel i kupować krem złuszczający Ziaja... a tu takie rozczarowanie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie miałam nigdy styczności z żadnym z tych produktów poza maską z Kallosa, którą wspominam całkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja z Ziaji też nie byłam zadowolona :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Koleżanka rozjaśniała włosy tą Coloristą i śmiała się, że wyglądała po tym jak kurczaczek :D Ale z tego co czytam, to nie tylko u niej taki efekt żółtości :D Ja zakochana jestem w tych pastelowych kolorkach, ale za ciemne włosy mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Najlepszy na świecie peeling do ust jest z sylveco😁

    Ja z Indigo miałam kilka lakierów, ale tak jakoś nie mogłam się do końca przekonać, liczyłam ze przez pokaz dowiem się coś więcej i o bazach i o topach, no ale niestety nie bardzo i skusiłam się tylko na proteine i to przez dziewczyny z bloga i instagrama😁

    OdpowiedzUsuń
  21. Moje takie średnie w tym miesiącu :P Też mam tą farbę niebieską i będę robić w weekend, ale trochę zaszaleje bo z fioletem ją zmiksuję :D Mam cichą nadzieję że będę mieć tęczę na głowie :D ha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślałam o róż-niebieski :D

      Usuń
  22. Maska keratynowa była dla mnie wielkim bublem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, a u mnie całkiem przyjemnie się spisywała ;)

      Usuń
  23. Moje włosy lubiły tego Kallosika ;D

    OdpowiedzUsuń
  24. Kokos i ryż - taki miks to ja lubię. Na tę serię z l'oreal się ciągle czaje. Po peeling z mango muszę sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  25. U mnie z Garniera sprawdzała się tylko odżywka z awokado i masłem karite ze starym składem. ;]

    OdpowiedzUsuń
  26. u mnie ta pomadka peelingująca z Eveline się spisała ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja mam borówkowy peeling z Biolove i chyba jest takiej samej konsystencji jak Nacomi. Mnie ostatnio właśnie wysypało i winę zrzuciłam na krem BB, ale teraz zastanawiam się, czy to może nie wina peelingu, będę musiała jeszcze potestować. A ten peeling z Organic Shop mam na liście do wypróbowania i liczę, że mojej skóry nie przesuszy.

    OdpowiedzUsuń
  28. Niebieskie włosy są super :) za miesiąc będę mała fioletowo-chabrowe ombre. Póki co mam brązowo-czerwone, bo stopniowo schodzę z koloru :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Lubię antyperspiranty Rexony :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytam o odżywkę Garnier i myślę sobie, że chętnie wypróbowałabym ją, ale potem napisałaś, że do cienkich włosów nie bardzo sprawdziłaby się to trochę zasmuciłam się he he. Lubię odżywki z Garniera. Szkoda, że ta niekoniecznie jest do moich włosów. No i niedostępna w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  31. Miałam tylko maskę Keratynową, ale nie lubiłam jej ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Bogate denko :)
    Co do kosmetyków zagranicznych - żałuje, że ten Garnier nie jest dostępny stacjonarnie :(
    Z Kallosem Keratin średnio się dogadałam. Zużyłam go, ale jakiegoś wielkiego "wow" nie było.
    Jednak jeśli mowa o Organic Shop - polecam dać ich peelingom drugą szansę. Ale tym razem weź się za cukrowy w plastikowym pojemniku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana mam peelingi do ciała cukrowe, ale na buzie nie kłade takich. Tutaj niestety wina jest związana ze złym składem, bo nie wszystkie kosmetyki rodukowane są w Rosji j a trafiłam na te z Estonii bodajże gdzie skład był fatalny

      Usuń
  33. Mnie bardzo ciekawi ten peeling z pokrzywy. Obecnie skład jest zmieniony i już nie ma żelowej konsystencji tylko kremową. Jedni narzekają, że to zmiana na gorzej ale skoro zawsze po nim coś Ci wyskoczyło, to może jednak nowa wersja będzie pod tym względem lepsza. Sama mam ochotę na niego :-) Widziałam już, że Nacomi, Biolove i BioAmare mają w swoich asortymentach peelingi pokrzywowe.. ale nic dziwnego skoro ten sam producent :-D

    OdpowiedzUsuń
  34. Ten moment kiedy widzisz te zużycia jest najlepszy z wszystkiego 😊
    Z peelingiem eveline tez się nie lubię 😊 i z kallosem keratynowym 😊

    OdpowiedzUsuń
  35. dobrze że przypomniałaś mi o acetonie.. ja swój zamawiam ze stronki semilaca, myślałam nad tym kremem z ziajki ale pewnie na mnie też nie podziała. Znasz może jakiś inny krem z delikatnymi kwasami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie dość dobrze ale nie rewelacyjnie sprawdzał się norel i pharmaceris 10%

      Usuń

Każdy pozostawiony komentarz cieszy serce, dziękuję ;) Będzie mi miło jeśli zostaniesz też na dłużej. Pamiętaj jednak, to nie miejsce na reklamę Twojego bloga!