Uncategorized

YOPE – naturalny krem do rąk imbir i drzewo sandałowe

Cześć!

Wybór odpowiedniego kremu do rąk w okresie mrozów jest dla mnie bardzo ważny. Moje dłonie są bardzo wrażliwe, przy niewielkim spadku temperatury pękają i bywają przesuszone. Ciężko mi znaleźć produkt, który w 100% mnie zadowoli – dogłębnie nawilżający i nie pozostawiający uczucia lepkich, spoconych rąk. W ostatnim czasie kremów miałam kilka, czas najwyższy by ocenić YOPE naturalny krem o wybranym przeze mnie zapachu imbiru i drzewa sandałowego. Ciekawych, jak się sprawował krem zapraszam do przebrnięcia przez cały post.

krem do rąk o naturalnym składzie

Dobre, bo polskie i naturalne

YOPE jest jedną z polskich firm produkujących kosmetyki naturalne. Na rynku pojawia się ich coraz więcej, ale produktów do wyboru nie jest wcale aż tak dużo. Początkowo marka wypuściła na rynek mydła, które jednych zachwyciły, innych nie. Sama byłam posiadaczką wersji figowej, którą bardzo polubiłam. YOPE koncentruje się na dłoniach, dlatego z czasem w ich ofercie pojawiły się również środki czystości, które nie będą im szkodzić oraz kremy i balsamy. Według producenta produkty posiadają aż 92% składników pochodzenia naturalnego!

skład naturalny w kosmetykach

Wygląd też się liczy 


Kremy YOPE znajdują się w nietuzinkowych opakowaniach wykonanych z giętkiego metalu. Zachowana została kolorystyka delikatnego pudrowego różu z naniesioną grafiką nieco abstrakcyjnych zwierzątek (niczym z bajek). Wizualnie opakowanie przypomina tubkę farby akrylowej i bardzo mi się podoba. Z kosmetyku korzysta się wygodnie, choć odkręanie tak małej zakrętki może być uciążliwe (wypada z rąk, trudno ją nałożyć na gwint). Po zużyciu pewnej ilości kremu wystarczy zwinąć kawałek opakowania i będzie ono zajmować mniej miejsca. Istnieje jednak ryzyko pęknięć, gdyż wielokrotnie miałam do czynienia z takimi tubkami – zauważyłam już pierwsze.

naturalny krem do rąk

Mieszane (u)czucia 

Zapach imbiru i drzewa sandałowego nie jest dla każdego – te składniki wyraźnie się przebijają i długo pozostają na skórze. Któregoś dnia dałam wypróbować go tacie i nawet po umyciu dłoni mydłem woń utrzymywała się, choć nie była już tak silna. Na szczęście nie jest to jedyny wariant, choć pozostałe mogą wydawać się równie dziwne.

 

  • Imbir – drzewo sandałowe
  • Herbata – mięta 
  • Szałwia – zielony kawior 
Według mnie wybrana opcja jest tym czego oczekiwałam od takiego zapachu, a to nieczęsto się zdarza. Należy on do silnych woni korzennych i całkowicie naturalnych . Może kojarzyć się z krajami Wschodu, a niektórzy twierdzą iż działa relaksująco.
produkty do pielęgnacji dłoni
 
Kiedy rodzą się wątpliwości?
Konsystencja kremu wydaje się być bardzo lekka, ale wbrew pozorom krem jest treściwy. Biała warstwa po nałożeniu na dłonie zanika z różną szybkością i zależy to od sposobu rozsmarowania oraz ilości kremu jaką zastosujemy. Zwykle wystarczy kapka wielkości ziarna grochu, która podczas wcierania w dłonie prawie natychmiastowo zanika, zaś jeśli kremu jest więcej może pozostawiać białe ślady – nie utrzymują się długo na skórze. Początkowo miałam wrażenie, że krem wchłania się bardzo szybko, lecz po wtarciu widzę na dłoniach delikatny połysk i czuję jakbym miała na nich jakąś powłokę. Choć dla mnie to poczucie ochrony moich dłoni przed mrozem i wiatrem, to wiele ze względu na nie może krem przekreślić. Ilość nakładanego kremu jest bardzo ważna w tym przypadku, ponieważ to od niej zależy efekt spoconych i klejących dłoni. Pierwszy raz spotkałam się z takim dziwakiem.
Składniki zawarte w kremie, tak jak podaje producent na etykiecie, są praktycznie w 98 % pochodzenia naturalnego, więc składu czepiać się nie będę.
Aqua, Olea Europaea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea ) Butter, Glycerin , Cetearyl Glucoside, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glyceryl Stearate, Isononyl Isononanoate, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Argania Spinosa Kernel Oil, Zingiber Officinale Root Extract, Santalum Album (Sandalwood) Extract, Parfum, Xanthan Gum, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citral, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.
A jednak działa!
 
Aromat kremu od razu przypadł mi do gustu, dlatego często gościł w ostatnim czasie na moich dłoniach. Ich kondycja nie była najlepsza – przesuszone, popękane i podatne na zadrapania. Czasami nie wiedziałam skąd wzięło się dane skaleczenie, powszechnie zaś wiadomo że takie małe ranki najbardziej potrafią dopiec. Krem YOPE imbir i drzewo sandałowe tworzył na dłoniach barierę, która naprawdę chroniła przed mrozem. Podczas podróży, był niezawodny i nie bałam się wystawiać dłoni choć na chwilę na mróz. Skóra była nawilżona, ranki goiły się szybciej i nie pojawiały się nowe pęknięcia. Smuci mnie jednak fakt, że zaprzestanie używania kremu było równoznaczne z powrotem do suchych i szorstkich dłoni – czasami nawet p dniu. Może jestem naiwna, ale chciałabym by efekty utrzymywały się jednak na dłużej. Krem nie pozostawiał nieprzyjemnego uczucia, chyba że przesadzałam z dozą. Obecnie moje dłonie wyglądają bardzo dobrze i widać znaczną poprawę, choć krem aplikuje jedynie na noc. Temperatura, co prawda nie jest już tak bardzo dokuczliwa, lecz ja o dłonie muszę dbać cały rok.
Kremu zostało mi ponad 3/4 tubki, a używam go od początku stycznia zwykle na noc, ale i w ciągu dnia. Jest niezwykle wydajny i w 100 ml znajduje się wiele dobroci natury. Moim zdaniem 30 złoty pomimo iż wydaje się być dość sporą sumą, to i tak nie jest wygórowaną ceną. Mój kremik pochodzi ze sklepu ekobieca, ale możecie kupić go z 15% rabatem np. na kontigo.
Jeśli lubicie naturalne składy i nie boicie się powłoczki na dłoniach, to jest to coś dla Was. Wyczulonych na intensywne zapachy przestrzegam!
 
Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl