Kosmetyki naturalne, Pielęgnacja ciała

ECO Laboratorie i organic shop – o dwóch peelingach co ze Wschodu przybyły

Cześć !

Peeling, scruby… Dla niektórych osób to jedno i to samo. Inni dzielą je z kolei na mocniejsze i słabsze zdzieraki, zaś Ci ostatni twierdzą, iż scrub to rodzaj peelingu zawierający w sobie drobnoziarnisty proszek ścierający. Zagadka jest zawiła i choć granica powoli się zaciera, to jedno pozostaje pewne – te produkty mają usuwać martwy naskórek i poprawiać kondycję naszej skóry. W mojej łazience przewinęło się już całkiem sporo kosmetyków złuszczających – od solnych, cukrowych i kawowych, po wykonane w domowym zaciszu i drogeryjne. Tym razem przedstawię Wam dwa zupełnie różniące się między sobą peelingi – miodowy od ECO Laboratories oraz bambus i sól morska marki organic shop.

ECO Laboratorie Honey Body Scrub

Gawarisz pa ruski?
 
ECO  Lab to naturalne kosmetyki produkowane w Rosji, nic więc dziwnego, że wszelkie objaśnienia na etykiecie zapisano cyrylicą. To dość spory problem dla wielu konsumentów, gdyż dziś język rosyjski nie jest powszechnie znany i trudno stwierdzić dla kogo kosmetyk jest przeznaczony. Na szczęście w polskich sklepach na opakowaniu umieszczona jest papierowa etykieta z informacjami w naszym rodzimym języku. Niestety często opis jest nieprecyzyjny, a sama naklejka łatwo się niszczy. Na ratunek przychodzą dość skrupulatne charakterystyki dostępne w Internecie. Tylko czy znajdując się w sklepie mamy czas i możliwość to sprawdzić?
ecolab
 
Brąz i miód
Plastikowy słoiczek, w którym otrzymujemy peeling jest poręczny i wykonany z twardego tworzywa. Barwy niestety wydają się być trochę smutne (ciemny brąz), ale całość ratuje grafika z plastrami miodu. Osobiście uważam, że za dużo się tutaj dzieje, a napisy są praktycznie z każdej strony opakowania. Ponieważ wewnątrz znajduje się folia zabezpieczająca, zawartość słoiczka możemy podejrzeć jedynie od strony dna. Obecność zabezpieczania to jednak spory plus, ponieważ mamy pewność czy peeling nie został otworzony wcześniej. Wracając do etykiety, w trakcie używania odkleja się, a papierowa naklejka schodzi z niej całkowicie. Wizualnie produkt mnie niestety mnie do siebie nie przekonał, ale estetyka to nie wszystko.
Naturalnie zmielony
 
Kremowy peeling posiada mnóstwo drobinek zmielonego ziarna, które delikatnie masują skórę. Cząstki mają to do siebie, że z łatwością opadają na dno, stąd przed użyciem cały kosmetyk należy wymieszać albo chwilę wstrząsnąć. Honey Scrub ma niesamowicie gęstą, lejącą się konsystencję. Wylewając go można zauważyć trudno oddzielające się od siebie warstwy, przypominające cieniuteńkie nitki. Podczas aplikacji przyjemnie oblepia skórę, choć momentami trudno go rozprowadzić. Aromat jest bardzo delikatny i bardzo miodowy, mój nos bardzo się z nim polubił.
W składzie znajdują się składniki naturalne:
  • kenijski miód, 
  • olej kokosowy, 
  • organiczne masło shea,
  • masło kakao, 
  • zmielone pestki winogron, 
  • pestki moreli
oraz składniki takie jak sorbitol, SCS (detergent), substancja myjąca i inne. Patrząc na składniki, nie mogę uznać produktu za 100% naturalny, jednak mimo wszystko warty uwagi. 
Łagodny jak baranek
 
Dopiero w trakcie tworzenia posta dowiedziałam się, że na dzień dzisiejszy nazwa się zmieniła i zajdziecie go wpisując Kenijskie mydło peeling lub kenijskie mydło scrub. Cóż, takie określenie jest dużo bardziej trafione jeśli chodzi o tą specyficzną maź. Działanie produktu nie jest spektakularne, ale mimo to bardzo go polubiłam. Peeling nie jest mocnym zdzierakiem, a wręcz tylko delikatnie masuje skórę. Podoba mi się także jego konsystencja, dzięki której produkt choć może ciężej się rozprowadza, to pozostawia miłe uczucie na skórze- podczas masażu powstaje delikatna pianka. Plusem jest także cudowny zapach, który pozwala się odprężyć podczas kąpieli. Dla skóry łagodny jak baranek i choć może w niewielkim stopniu nawilża, to i tak lepiej niż gdyby miał wysuszać. Po kąpieli z jego udziałem ciało staje się gładkie i niezwykle przyjemne w dotyku.
Cena peelingu to 25 złotych w sklepach online.

 

Organic Shop organic bamboo & sea salt body polish

English only…
 
Tym razem mamy do czynienia z produkcją Estońską. Etykieta umieszczona na dnie opakowania zawiera bardzo skrótowe informacje napisane w języku angielskim. Niby angielski zna każdy, ale brakuje mi tutaj polskiego opisu.
Minimalnie czy tanio? 
Opakowanie tego produktu jest proste, jak budowa cepa. Grafika na zakrętce oraz niewielki nadruk na boku pudełeczka – nie ma przesady, ale zachwytu również nie ma. Tylko czy taki produkt musi posiadać opakowanie wyglądające jakby ktoś zrobił je za miliony monet? Chyba nie 🙂 Mimo wszystko odczuwa się, że zrobione zostało niewielkim kosztem – słoiczek wykonano z giętkiego, przezroczystego plastiku, a zakrętka zamyka się na „zassanie”. Opakowanie łatwo uszkodzić, a zamknięcie może otworzyć się w podróży, dlatego na wyjazd lepiej go nie zabierać. Bezbarwne tworzywo pozwala zobaczyć, co znajduje się wewnątrz weka.

 

peeling solny organic shop
Zielono mi
Zielona barwa peelingu kojarzy się co nieco z bambusem. Chociaż na pierwszy rzut oka masa wydaje się zawierać jedynie drobne elementy, to w rzeczywistości kryształki soli są całkiem spore i ostre. Gęsta konsystencja jest nieco toporna, peeling nie leje się wcale. Rozprowadzanie nie stanowi problemu, aczkolwiek o wiele lepiej się go aplikuje gdy skóra jest porządnie zwilżona. Aromat jest bardzo świeży – przenosi nas w tropikalne lasy pachnące deszczem i rosnącymi tam roślinami.  
 
Składniki tego peelingu to:
  • sól
  • sól morska
  • roślinna gliceryna 
  • masło shea
  • organiczny ekstrakt z bambusa
  • kwas cytrynowy

     

Znalazło się tez kilka mniej naturalnych składników. Podobnie, jak w przypadku poprzedniego peelingu skład jest bardzo dobry, choć kilka rzeczy bym pewnie zmieniła. 
 
Tarcie mocne nie na żarty
Kąpiel w jego towarzystwie zawsze była udana. Scrub przyjemnie masuje, choć dla wrażliwej skóry może być za mocny. Kryształki są ostre lecz rozpuszczają się pod wpływem wody i ciepła. Produkt pozostawia na skórze cienką warstwę, która nie jest jednak tłusta. Tropikalny zapach umila każde spotkanie z tym zdzierakiem. Peeling bardzo polubił się z moją skórą -nie uczula jej, a wręcz pozostawia gładka i przyjemną w dotyku.
 
Koszt produktu to od 8 złoty w sklepach online do 16 w sklepach stacjonarnych, np. Carrefor.
 
Oba peelingi przypadły mi do gustu, choć znacząco różnią się działaniem i konsystencją. Każdy z nich stosuję inaczej w zależności od tego co chcę osiągnąć. Warte wypróbowania, chociażby z czystej ciekawości.
Miłego długiego weekendu Wam życzę! 
 
 
Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl