ECO Laboratorie i organic shop - o dwóch peelingach co ze Wschodu przybyły

13:37:00

Cześć !

Peeling, scruby... Dla niektórych osób to jedno i to samo. Inni dzielą je z kolei na mocniejsze i słabsze zdzieraki, zaś Ci ostatni twierdzą, iż scrub to rodzaj peelingu zawierający w sobie drobnoziarnisty proszek ścierający. Zagadka jest zawiła i choć granica powoli się zaciera, to jedno pozostaje pewne - te produkty mają usuwać martwy naskórek i poprawiać kondycję naszej skóry. W mojej łazience przewinęło się już całkiem sporo kosmetyków złuszczających - od solnych, cukrowych i kawowych, po wykonane w domowym zaciszu i drogeryjne. Tym razem przedstawię Wam dwa zupełnie różniące się między sobą peelingi - miodowy od ECO Laboratories oraz bambus i sól morska marki organic shop.

ECO Laboratorie Honey Body Scrub

Gawarisz pa ruski?

ECO  Lab to naturalne kosmetyki produkowane w Rosji, nic więc dziwnego, że wszelkie objaśnienia na etykiecie zapisano cyrylicą. To dość spory problem dla wielu konsumentów, gdyż dziś język rosyjski nie jest powszechnie znany i trudno stwierdzić dla kogo kosmetyk jest przeznaczony. Na szczęście w polskich sklepach na opakowaniu umieszczona jest papierowa etykieta z informacjami w naszym rodzimym języku. Niestety często opis jest nieprecyzyjny, a sama naklejka łatwo się niszczy. Na ratunek przychodzą dość skrupulatne charakterystyki dostępne w Internecie. Tylko czy znajdując się w sklepie mamy czas i możliwość to sprawdzić? 
ecolab

Brąz i miód

Plastikowy słoiczek, w którym otrzymujemy peeling jest poręczny i wykonany z twardego tworzywa. Barwy niestety wydają się być trochę smutne (ciemny brąz), ale całość ratuje grafika z plastrami miodu. Osobiście uważam, że za dużo się tutaj dzieje, a napisy są praktycznie z każdej strony opakowania. Ponieważ wewnątrz znajduje się folia zabezpieczająca, zawartość słoiczka możemy podejrzeć jedynie od strony dna. Obecność zabezpieczania to jednak spory plus, ponieważ mamy pewność czy peeling nie został otworzony wcześniej. Wracając do etykiety, w trakcie używania odkleja się, a papierowa naklejka schodzi z niej całkowicie. Wizualnie produkt mnie niestety mnie do siebie nie przekonał, ale estetyka to nie wszystko.

Naturalnie zmielony

Kremowy peeling posiada mnóstwo drobinek zmielonego ziarna, które delikatnie masują skórę. Cząstki mają to do siebie, że z łatwością opadają na dno, stąd przed użyciem cały kosmetyk należy wymieszać albo chwilę wstrząsnąć. Honey Scrub ma niesamowicie gęstą, lejącą się konsystencję. Wylewając go można zauważyć trudno oddzielające się od siebie warstwy, przypominające cieniuteńkie nitki. Podczas aplikacji przyjemnie oblepia skórę, choć momentami trudno go rozprowadzić. Aromat jest bardzo delikatny i bardzo miodowy, mój nos bardzo się z nim polubił. 

W składzie znajdują się składniki naturalne:
  • kenijski miód, 
  • olej kokosowy, 
  • organiczne masło shea,
  • masło kakao, 
  • zmielone pestki winogron, 
  • pestki moreli
oraz składniki takie jak sorbitol, SCS (detergent), substancja myjąca i inne. Patrząc na składniki, nie mogę uznać produktu za 100% naturalny, jednak mimo wszystko warty uwagi. 

Łagodny jak baranek

Dopiero w trakcie tworzenia posta dowiedziałam się, że na dzień dzisiejszy nazwa się zmieniła i zajdziecie go wpisując Kenijskie mydło peeling lub kenijskie mydło scrub. Cóż, takie określenie jest dużo bardziej trafione jeśli chodzi o tą specyficzną maź. Działanie produktu nie jest spektakularne, ale mimo to bardzo go polubiłam. Peeling nie jest mocnym zdzierakiem, a wręcz tylko delikatnie masuje skórę. Podoba mi się także jego konsystencja, dzięki której produkt choć może ciężej się rozprowadza, to pozostawia miłe uczucie na skórze- podczas masażu powstaje delikatna pianka. Plusem jest także cudowny zapach, który pozwala się odprężyć podczas kąpieli. Dla skóry łagodny jak baranek i choć może w niewielkim stopniu nawilża, to i tak lepiej niż gdyby miał wysuszać. Po kąpieli z jego udziałem ciało staje się gładkie i niezwykle przyjemne w dotyku.

Cena peelingu to 25 złotych w sklepach online.

Organic Shop organic bamboo & sea salt body polish

English only...

Tym razem mamy do czynienia z produkcją Estońską. Etykieta umieszczona na dnie opakowania zawiera bardzo skrótowe informacje napisane w języku angielskim. Niby angielski zna każdy, ale brakuje mi tutaj polskiego opisu. 

Minimalnie czy tanio? 

Opakowanie tego produktu jest proste, jak budowa cepa. Grafika na zakrętce oraz niewielki nadruk na boku pudełeczka - nie ma przesady, ale zachwytu również nie ma. Tylko czy taki produkt musi posiadać opakowanie wyglądające jakby ktoś zrobił je za miliony monet? Chyba nie :) Mimo wszystko odczuwa się, że zrobione zostało niewielkim kosztem - słoiczek wykonano z giętkiego, przezroczystego plastiku, a zakrętka zamyka się na "zassanie". Opakowanie łatwo uszkodzić, a zamknięcie może otworzyć się w podróży, dlatego na wyjazd lepiej go nie zabierać. Bezbarwne tworzywo pozwala zobaczyć, co znajduje się wewnątrz weka. 

peeling solny organic shop


Zielono mi

Zielona barwa peelingu kojarzy się co nieco z bambusem. Chociaż na pierwszy rzut oka masa wydaje się zawierać jedynie drobne elementy, to w rzeczywistości kryształki soli są całkiem spore i ostre. Gęsta konsystencja jest nieco toporna, peeling nie leje się wcale. Rozprowadzanie nie stanowi problemu, aczkolwiek o wiele lepiej się go aplikuje gdy skóra jest porządnie zwilżona. Aromat jest bardzo świeży - przenosi nas w tropikalne lasy pachnące deszczem i rosnącymi tam roślinami.  

Składniki tego peelingu to:
  • sól
  • sól morska
  • roślinna gliceryna 
  • masło shea
  • organiczny ekstrakt z bambusa
  • kwas cytrynowy 
Znalazło się tez kilka mniej naturalnych składników. Podobnie, jak w przypadku poprzedniego peelingu skład jest bardzo dobry, choć kilka rzeczy bym pewnie zmieniła. 

Tarcie mocne nie na żarty

Kąpiel w jego towarzystwie zawsze była udana. Scrub przyjemnie masuje, choć dla wrażliwej skóry może być za mocny. Kryształki są ostre lecz rozpuszczają się pod wpływem wody i ciepła. Produkt pozostawia na skórze cienką warstwę, która nie jest jednak tłusta. Tropikalny zapach umila każde spotkanie z tym zdzierakiem. Peeling bardzo polubił się z moją skórą -nie uczula jej, a wręcz pozostawia gładka i przyjemną w dotyku.

Koszt produktu to od 8 złoty w sklepach online do 16 w sklepach stacjonarnych, np. Carrefor.

Oba peelingi przypadły mi do gustu, choć znacząco różnią się działaniem i konsystencją. Każdy z nich stosuję inaczej w zależności od tego co chcę osiągnąć. Warte wypróbowania, chociażby z czystej ciekawości.

Miłego długiego weekendu Wam życzę! 


Zobacz także

29

  1. Lubię nowinki peelingowe:) Piękne fotki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bambusa miałam i bardzo się z nim polubiłam, ale testuje teraz ich inne warianty zapachowe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście umiem rosyjski, więc to czego nie dopiszą na etykiecie mogę sobie przeczytać i coś tam rozumiem :D Muszę wreszcie skusić się na jakiś peeling, bo zaraz lato, krótkie spodenki i moja skóra na pewno by mi się za to odwdzięczyła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia, bardzo wiosenne :D Ja lubię obie marki, chociaż organic shop kupuje częściej ze względu na niższą cenę

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj kusisz :D Zbankrutuję kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kosmetyki prezentują się niezwykle ciekawie. I te kompozycje zapachowe są w moim guście.
    ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Musze wypróbować ten z Organic Shopu, może w końcu będzie odpowiadał mojej wrażliwej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam peelingi Organic Shop, dziś skończyłam swoje kolejne opakowanie. Jednak zawsze wybieram te na bazie cukru :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez peelingów. Zawsze muszę mieć jakiś na stanie i w zapasach :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja ostatnio nie używam peelingów do ciała, chyba dlatego, że nie chce mi się, ale może jakiś zakupię sobie. Czasami robię peeling z żelu do mycia ciała i cukru, też fajnie wygładza skórę. Może nie tak dobry jak ten z drogerii, ale również daje radę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam kawowy peeling Organic Shop

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszej firmy nie znam, a z Organic Shop zamierzam się zapoznać. Przyda mi się mocniejszy zdzierak, bo ten, który aktualnie używam, jest dość łagodny. Nie wiem tylko jeszcze, na którą wersję się zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. DA :D To pierwsze musze obczaić, bo drugą markę znam, dlatego ciesze się, że u mnie w domu używa się rosyjskiego, bo idąc do sklepu nie raz z łatwością mogę rozszyfrować napisy. Pierwszy peeling mi się spodobał ze względu na te drobinki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam peeling czekoladowy z Organic Shop i po pierwszych testach jestem całkiem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię peelingi Organic Shop chociaż z reguły sięgam po te cukrowe :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaciekawił mnie Organic Shop - lubię mocne zdzieraki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeżeli chodzi o skład, to bardziej przemawia do mnie drugi produkt. Nie mam nic przeciwko rosyjskim kosmetykom, ale miodu to ja nie zdzierżę.

    Ten drugi aż mam ochotę wypróbować. Podobnie jak Ty miałam okazję przetestować już wiele produktów o różnej ziarnistości i konsystencji i póki co najbardziej przekonują mnie domowe mieszanki, ale taki gotowiec z masłem shea wydaje się super.

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, przydałby mi się taki piling na wiosnę, zwłaszcza ten z bambusem i sola wygląda bardzo odświeżająco:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem miłośniczką peelingów, ale żadnego z tych nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. ja uwielbiam peelingi organic shop wersja mango jeśli nie próbowałaś to sobie kup zapach jest mmmmmmm :) kocham go :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jej, ten tekst uświadomił mi jak dawno nie robiła peelingu. Ostatnio sama sobie robię z miodu i cukru bądź soli. tez jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  22. Z Organic Shop miałam peeling, ale cukrowy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Właśnie napisałam dzisiaj na blogu o jednym z tych peelingów od Organic Shop. Mają spory wybór i wszystkie wyglądają kusząco :) mam wersje cynamonowo - miodową ale jak dla mnie jest okej, bez szału :p

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie miałam żadnego z nich, ale peelingi zmieniam często i może któryś wpadnie w moje łapki. Ciekawią mnie kosmetyki Organic Shop, są tanie, a wiele osób pozytywnie wypowiada się na ich temat :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie miałam żadnego, ale ten miodowy z Eco Lab bardziej do mnie przemawia. Lubię zapach miodu i myślę, że głównie z tego powodu wybrałabym właśnie ten, a nie z Organic Shop :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja jestem fanką peelingów od Organic Shop, ale ja mam coś z masochistki :P Jak się ponacieram takim specyfikiem raz w tygodniu to skóra permanentnie jest gładka, przyjemna w dotyku i wszystko się w nią lepiej wchłania :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo lubię obie te marki, peelingi z Organic Shop są super. Z Ecolab wolę pielęgnację :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz cieszy serce, dziękuję ;) Będzie mi miło jeśli zostaniesz też na dłużej. Pamiętaj jednak, to nie miejsce na reklamę Twojego bloga!