Kosmetyki kolorowe, Kosmetyki naturalne

Berry Crush i Flawess Silk – Lily Lolo

Witajcie!

Dziś nieco spóźniony post, który ciężko było mi wcisnąć wcześniej w harmonogram. Wiecie już, że bardzo cenie sobie produkty marki Lily Lolo i jeszcze żaden mnie nie zawiódł. Niestety tym razem z dwoma produktami coś nam nie było po drodze. Prawdę powiedziawszy jest w tym dużo mojej winy ponieważ uparłam się niesamowicie – mając świadomość, że jeden z nich do mojej cery może się nie nadawać. Czego w tych produktach zabrakło i dlaczego było mniej zachwytów niż zwykle, dowiecie się czytając dalej.
naturana szminka do ust

 

Pomadka Lily Lolo Berry Crush
 
Czerwone jak wino, czy jak jagoda
W sklepie rzuciła mi się w oczy i poczułam, że muszę koniecznie poszukać swatchy. Kiedy ujrzałam tę jagodową lub też winną barwę na ustach jednej z blogerek, wiedziałam że produkt będzie mój. Niesamowita pigmentacja i piękny głęboki burgund niemal wołały do mnie z obrazka. O dziwo zdjęcia, które widziałam na stronach internetowych oddawały kolor pomadki w pełni. Byłam zachwycona, co innego za to mój luby który takich ciemnych kolorów na moich ustach nie znosi.

 

Jak po maśle!
 
Szminka ma przyjemną, kremową konsystencję. Po ustach sunie niczym po maśle i wydaje się być niezwykle delikatna. Mimo to nie rozchodzi się i nie pęka. Po pomalowaniu raczej nie opuszcza też konturu ust, ale lepiej narysować go kredką by usta wyglądały w pełni ładnie. Lubi się za to odbijać na zębach- Berry Crush jest satynowa, nie zaś matowa i na ustach nie zastyga. Wykończenie szminki sprawia, że dodaje ustom odrobinę błysku.

 

Kiedy robi się niewesoło
 
Choć piękna i przyjemna w użyciu to bardzo nietrwała. Szminka wytrzymuje na moich ustach w stanie nienaruszonym maksymalnie przez  półtora godziny, a potem zaczyna się dramat. Zjada się nierównomiernie, a dołożona nie wygląda dobrze – trzeba ją zmyć i nakładać od nowa. Podczas jedzenia znika z ust niemalże od razu zostawiając niezbyt estetyczny obrys. Myślę, że odpowiedzialny jest za to bardzo ciemny kolor produktu, który bardzo różni się od naturalnego oraz wykończenie i skład. Wynik nie jest zły, ale oczekiwałam tutaj lepszej trwałości i efektu. Na kolację czy imprezę nie pomaluję się nią niestety.

 

Składniki szminki są naturalne co na pewno odbija się na trwałości, ale z drugiej strony Berry Crush przy okazji pielęgnuje usta. Po jej zmyciu moje wrażliwe usta nie były podrażnione, czy suche. Wręcz zauważyłam, że wyglądają lepiej – nie dla każdego ma to jednak znaczenie.
Skład:
 
  • Ricinus Communis Seed Oil – olejek rycynowy, nawilża, regeneruje,
  • Simmondsia Chinensis Seed Oil – olej jojoba, tworzy warstwę ochronną przed czynnikami zewnętrznymi, nawilża,
  • Candelilla Cera – wosk z liści mleczu rosnącego na pustyniach, stosowany w poadkach, zapobiega utracie wilgoci, odżywia i regenreuje,
  • Lanolin – lanolina, emolient ochraniający skórę i poprawiający jej stan,
  • Isoamyl Laurate – laurylian izomylu, produkt pochodzenia roślinnego np. z pszenicy, poprawia konsystencję produktu,
  • Caprylic/Capric Triglyceride– modyfikator reologii, otrzymywany z naturalnych składników,
  • Cera
    Alba
    – wosk pszczeli, przyspiesza regeneracje skóry,
  • Copernicia Cerifera Cera – wosk z palmy, natłuszcza
  • Silica– krzemionka , stosowany jako wypełniacz,
  • Mica – mika, wypełniacz
  • Tocopherol – witamina E, działanie ujędrniające antyoksydacyjne,
  • Helianthus Annuus
    Seed Oil
    – olej z pestek słonecznika, tworzy warstwę ochronną,
  • Ascorbyl Palmitate – ester kwasu askorbinowego, antyutleniacz, pochodna witaminy C,
  • Rosmarinus Officinalis Leaf Extract  – ekstrakt z liści rozmarynu
  • [+/- Ci 77742 (Manganese Violet)- fiolet magnezowy
  • Ci 77491 (Iron Oxide) – tlenek żelaza, żółty
  • Ci 77007 (Ultramarines) – ultramaryna
  • Ci 77891
    (Titanium Dioxide)]
    – tlenek tytanu,
Puder satynowy Lily Lolo
 
Czasem lubię pomarańczę
 
Bardzo chciałam przetestować kolejny z trzech dostępnych w ofercie marki pudrów. Wybrałam taki, który nie był biały lecz lekko brzoskwiniowy. Przekonana o świetności swego pomysłu czekałam co stanie się po jego nałożeniu. Puder okazał si nieco ciemniejszy niż przypuszczałam, ale przecież wybrałam go z myślą iż nadciąga lato i przyda mi się coś ciemniejszego. Nakładany na moja jasną karnację za pierwszym razem wydawał się nieco pomarańczowy, ale zapytałam przyjaciółkę co sądzi i odparła, że wygląda całkiem dobrze. Czasem wydawałam się pomarańczowa, czasem nie. Duży wpływ miał wybór podkładu na który był aplikowany puder i ilości  nakładanych warstw. Co zaś pewne nie byłam po nim biała, jakbym wpadła do mąki. Ostatecznie stwierdziłam, że poczeka do lata.

Czy to jednak nie mąka?
 
Uwielbiam sproszkowane pudry, dużo lepiej pracuje mi się  z nimi niż z tymi w kamieniu. Puder bardzo drobno zmielony naniesiony na twarz niemal od razu się z nią stapiał. Rozcierając go w palcach ma się wrażenie dotyku jedwabiu – bardzo miły. Lubi osypywać się z pędzla, dlatego od razu należy go dobrze w niego wmasować i „wklepać”. Gładki, niczym mąka i dzięki temu przyjemny w użyciu.  Daje piękne satynowe wykończenie i jest tak lekki, że nie czuje się go na buzi.

 

Uwaga, powódź
 
Jak wiecie moja skóra przetłuszcza się w strefie T. Pani z Costasy podpowiadała, że puder może nie być odpowiedni dla skóry z takimi skłonnościami, gdyż nie matuje tak dobrze jak biały puder transparentny. Mój baran ze mnie wyszedł, a przestroga się sprawdziła. Nałożony na buzie produkt nie podkreślał suchych skórek ani mankamentów, ale świecić zaczynałam się dużo szybciej niż w przypadku jego brata. Odnoszę też wrażenie, że puder się ściera i muszę bardzo uważać by się nie dotknąć. Mimo wszystko całkiem dobrze sobie radzi i nie spływa od razu (chyba że w upalny dzień). Raczej polecałabym go osobom ze skórą normalną i suchą, a nawet mieszaną, ale na pewno nie tłustą.

 

Skład jest bardzo korzystny, ponieważ nie ma tu nic zbędnego. Jeśli porównacie ten puder  drogeryjnym, to najczęściej w przypadku tego drugiego widnieje nawet do 10 składników.
  • Mica [+/- CI 77491 (Iron Oxide) – mika z tlenkiem żelaza o żółtym zabarwieniu,
  • CI 77492 (Iron Oxide)] – tlenek żelaza o żółtym zabarwieniu
Plus czy minus ? 
 
Z tej dwójki zdecydowanie gorzej spisuje się szminka Berry Crush. Próbowałam podejść do niej na przeróżne sposoby – testowałam podczas jedzenia i w przeciągu dnia, utrwalałam za pomocą pudru i nakładałam dodatkową warstwę. Dopóki zbytnio nie poruszam ustami wszystko jest w porządku, ale gdy rozmawiam, jem znika bardzo szybo pozostawiając jedynie obrys wkoło ust, ewentualnie odbicie na zębach. Bardzo mi smutno, bo ma przepiękny kolor i mogłaby pasować do wielu stylizacji. Poza tym błysk jaki pozostawia na ustach i to, że dodatkowo o nie dba są zdecydowanie n plus.
Co zaś tyczy się pudru, polubiłam go. Choć nie jest transparentny i posiada delikatną barwę, przez co nie do każdego podkładu mogę go użyć, to daje piękne wykończenie. Buzia jest gładka, ale po czasie ściera się i makijaż w zasadzie cały jest do poprawy. To produkt na niedługie wyjścia i w moim przypadku bardziej spisze się latem i jesienią.
costasy
Nie jestem do końca zadowolona, ale też nie mogę powiedzieć że nie wypróbuję jeszcze innych wariantów, przynajmniej jeśli o pomadki chodzi. Większość osób jest z nich zadowolona i myślę, że tu dużą rolę odegrał kolor. Co zaś do pudru, na pewno go wykończę i raczej powrócę do mojego ulubionego z tej serii.
 
Szminkę i puder możecie zakupić w Costasy, dzięki któremu mogłam je przetestować. Koszt szminki to 54.90 złotych za 4g zaś pudru 81,90 złotych za 4,5 g
 
Miałyście do czynienia z tymi produktami? Może tylko mnie jakoś się nie spisały ? 
Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl