Denko kosmetyczne

Denko maj 2017

Witajcie!

Sobotni poranek przywitał mnie pięknym słońcem. Zamiast jednak spędzić weekend na dworze spędzę go z nosem w papierach i książkach. Zanim to nastąpi zapraszam Was na szybkie denko kosmetyczne maja. Pojawią się te produkty których nie zużyłam, lecz wylądowały w koszu. Gotowi?

1. Alterra Naturkosmetik olejek do włosów z pestek moreli. Produkt przybył do mnie od naszych zachodnich sąsiadów lecz jest dostępny w naszych Rossmannach. Zbyt tłusty by używać go do zabezpieczania końcówek, dlatego dodawałam go do wody podczas olejowania. Niestety jest mało wydajny i bardzo szybko mi się skończył – przy używaniu raz w tygodniu buteleczka skończyła się w ciągu dwóch miesięcy. Moje włosy reagowały na niego dobrze i miał dobry skłąd, ale mimo wszystko wolę wersję brzoza pomarańcza, która starczy mi na znacznie dłużej. Raczej więcej się nie spotkamy.
2. Tota S 3.0 Chica y Chico. Oczekiwałam od tego produktu wiele, myślałam że dzięki niemu stan cery się poprawi. Niestety nie zauważyłam żadnych zmian, mimo codziennego stosowania. Może zmiany wyglądały trochę lepiej, ale spektakularnej różnicy brak. Przyzwyczaiłam się, że moja skóra reaguje jedynie na produkty, w których składniki występują w wysokich stężeniach. Tubka jest też bardzo mała, przez co kosmetyk szybko mi się skończył – podejrzewam, że kładłam go za dużo tak czy siak. Więcej się nie skuszę.
3. Apple&Bears żel pod prysznic, wersja podróżna. Żel dostałam w pudełku Liferia. Zapach granatu i aloesu był dość słodki i przyjemny. Niestety wadą tego produktu jest bardzo gęsta konsystencja. Czasami ciężko było go wydostać. Przydał się gdy wyjeżdżałam na Meet Beauty. Raczej nie kupię pełnowymiarowego produktu.

4. Alterra szampon granat i aloes. Jeden  moich ulubionych szamponów, choć ostatnio snuję pewne podejrzenia co do niego. Pełna recenzja znajduje się tutaj. Co jakiś czas do niego wracam.

5. Bania Agafii szampon malina moroszka. Szampon należy do bardzo delikatnych i wiele osób może poczuć niedosyt. Czasami miałam wrażenie, że nie domywa moich włosów. Był za to doskonałą odskocznia kiedy skóra głowy buntowała się nadmiernie. Posiada bardzo przyjemny zapach i całkiem dobry skład. Wart wypróbowania, ale raczej nie kupię go ponownie.



6. Be Beauty sól do kąpieli lawenda. Przyniósł mi ją mój chłopak, ponieważ moje stopy są zwykle w dotyku bardzo nieprzyjemne. Poza tym każdy z nas może pozwolić sobie czasem na chwilę relaksu,a  moczenie stóp to jedna z wielu przyjemniejszych rzeczy. Zapach całkiem fajny, sól tania, stopy gładkie. Pewnie wypróbuje jeszcze jakąś inną wersję zapachową.

7. Kallos maska czekoladowa. O matko, jak ja się z nią męczyłam. Gęsta, dziwna i jeszcze ten zapach sztucznej czekolady. Moim włosom nie dawała praktycznie nic, a nawet się po niej puszyły. Czasami zdarzało jej się działać całkiem dobrze. Miałam wrażenie, ze nigdy się nie skończy – rozdawałam ją nawet koleżankom. Zużyłam ostatecznie jako bazę pod maskę gencjanową. Nie kupię jej więcej.

8. Ava serum witamina C. Zawsze w denku znajdzie się produkt, któremu zapomniałam zrobić zdjęcia. Tym razem trafiło na jeden z moich ulubionych. Serum z Ava bardzo korzystnie działało na moją cerę. Rozjaśniło pozostałości po nieprzyjaciołach i ogólnie buzia wyglądała zdrowiej. To moje drugie opakowanie i podejrzewam, że kupię kolejne.

9. Biolove peeling do twarzy borówka. Peeling wygrałam kiedyś w rozdaniu. Używanie go było mało przyjemne, pozostawiał na buzi jakąś dziwną warstwę. Mimo wszystko na cerę jakoś źle nie działał. Denerwowało mnie, że peeling jeszcze zanim go otworzyłam rozwarstwił się i mimo mieszania połączyć się nie chciał. Warstwa osadu zapychała otwór do wydobywania. Raczej więcej się nie skuszę.

kontigo biolove

10. Lily Lolo natural mascara. To ostatnio mój ulubiony produkt do rzęs. Nie skleja, pięknie rozdziela, delikatnie wydłuża. Bardzo mi się podoba, że dodatkowo pielęgnuje rzęsy. Jeśli ktoś oczekuje efektu bardzo pogrubionych rzęs to nie jest dla niego. Pełna recenzja tutaj.

11. Yves Rocher  szampon granat i aloes. Kolejna wykończona przeze mnie butelka. Czasami się zdarza, że za mocno obciąża moje włosy. Natomiast kocham go za to, że moja skóra głowy przez niego nie cierpi. Bardzo delikatnie oczyszcza, lecz lepiej gdy jest używany na przemian z innymi produktami. Kupię go znów.

12. Balea pianka do golenia wersja orchideowa. Pianka jest bardzo przyzwoita. Podobnie jak w przypadku Gilette mamy do czynienia z żelem, który zamienia się w gęstą pianę. Pod względem wydajności średni – tu zdecydowanie pokonuje ją skino z Biedronki. Balea oczywiście zachęca designem i zapachem. Polubiłam ją i mam nadzieję zaopatrzyć się w więcej.

denko maj

13. Bielenda Chlorella balsam antycelulitowy. To produkt , który idzie do utylizacji gdyż za długo jest otwarty. Nie oczekiwałam od niego cudów, ale poprawiał napięcie skóry i przyjemnie chłodził. do tego ta seria ma bardzo fajny skład. Zdecydowanie na plus i może jeszcze kiedyś do niego wrócę.

14. Maybelline eyeliner w słoiczku. Dla mnie to nieudany zakup, mimo iż wiele osób ceni sobie ten produkt. Kompletnie nie potrafiłam malować nim kresek, które dodatkowo się odbijały. Prawie w całości wylądował w koszu, ponieważ leżał nieużywany od roku.

denko maj

15. evree total nutrion krem do rąk. Polecono mi go, ale jakoś mnie nie kupił. Również połowa tego kremu wylądowała w koszu. Taki sobie o. Ręce nie były jakoś specjalnie nawilżone i dodatkowo klejące.


16. be organic mleczko do demakijażu. Dostałam je w zeszłym roku w pudełku joy box. Oczyszczał dość słabo, ale plus za to że nie był o nim wysypu i uczulenia. Średniak na 3 z plusem. Więcej go nie kupię. Wyrzucony gdyż się przeterminował.

be organic mleczko do demakijażu

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Nazbierało się tego trochę.

Jak tam Wasze zużycia?


Buziaki

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl