Denko kosmetyczne

Denko czerwiec 2017

Cześć!

Powracam powoli do świata żywych, ale wciąż nie przeszłam jeszcze w fazę totalnego lenistwa. Mam mnóstwo spraw, które należy zamknąć. Muszę się też przyznać, że miałam chwilowy kryzys i generalnie włączył mi się marazm lub dosadniej tumiwisizm. Wracam jednak, bo przecież nie mogłam porzucić moich wspaniałych czytelników. Zanim zaproszę Was na post, muszę ostrzec, że będzie naprawdę bardzo długi, zdjęcia zaś są dalekie od ideału i mogą się od siebie różnić ponieważ robiłam je na raty. Denko zawierać będzie również produkty, które wyrzuciłam gdyż nie spełniały moich oczekiwań bądź data przydatności już minęła. Gotowi na tasiemca? Jeżeli tak, to zapraszam do dalszej lektury.

 

 

1.Linda mydło w płynie miód i mango. Wielokrotnie przechodziłam obok Biedronkowych mydeł i ostatecznie skusiłam się właśnie na tę serię. Mydełko bardzo dobrze domywało, pozostawiając ładny zapach na dłoniach. Myłam nim także moją gąbkę do makijażu i radziło sobie także z podkładem chociaż konieczne było wielokrotne szorowanie. Tanie i dobre, warte uwagi.
2. Wellness&Beauty olejek mango. Ten dość tłusty i tani olejek, miał nawet bardzo fajny skład. Kupiłam go z myślą o stosowaniu na włosy, ale nie sprawdzał się wcale. Dolewałam go czasem do mydła i stosowałam do czyszczenia gąbeczki z cięższych podkładów. Bardzo dobrze nawilżał także skórę, dlatego warto go używać do stworzenia własnego peelingu kawowego. Piękny zapach cieszył nos.
3. i want głęboko oczyszczająca pianka. Od dwóch miesięcy to mój ulubiony środek do oczyszczania cery. Dzięki niej moja buzia wyglądała lepiej. Postaram się napisać o niej post w najbliższym czasie. Pianka kosztuje 25 złotych i dostaniecie ją w Hebe, dla mnie to hit.
 
4. Nivea hairmilk szampon. Nowa seria szamponów Nivea skusiła mnie zupełnie nie wiem dlaczego. Włosy były po nim lejące, ale skóra głowy się buntowała. Niestety nie zachwycił, nadal lubię tylko ich odżywki. Więcej się nie spotkamy, po prostu zupełnie mi z tą marką nie po drodze.
5. provag żel do higieny intymnej. Od tego miesiąca nie korzystam już z tych produktów. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że miałabym sobie odpuścić je w pielęgnacji. Niestety z badań wynikało, że są one przyczyną moich przypadłości. Nie wrócę do tego żelu ani żadnego innego, choć był delikatny.
7. chambelier hairoil ktc. Olej jest dość ciężki i nie można go zaliczyć do naturalnych. Moje włosy go polubiły choć ciężko było go zemulgować. Myślę, że dla włosomaniaczek to ciekawa opcja, aczkolwiek raczej posiadaczek włosów wysoko ewentualnie średnioporowatych. Sama chciałabym wypróbować inne oleje z tej serii.
8. Ministerstwo Dobrego Mydła peeling śliwka. Pokochałam ten peeling całym sercem i stał się moim ulubionym. Cudownie pachnie, pięknie nawilża i świetnie zdziera. Jest to produkt polski i całkowicie naturalny. Więcej poczytacie w poście Śliwkowy raj dla zmysłów
9. L’ biotica Biovax maska opuncja i mango. Nigdy nie rozumiałam fenomenu tych masek, żadna się u mnie nie sprawdzała, dopóki nie spotkałam tego cuda. Pięknie pachnie, idealnie dociąża włosy i poprawia ich wygląd. Starczyła mi na długo i w zasadzie nie mogę powiedzieć o niej złego słowa.
10. Catrice Liquid Camouflage 010. Wracam do niego cały czas. Choć ciemnieje to stapia się dobrze z podkładami. Bardzo dobrze kryje wszelkie niedoskonałości, ale jest przy tym nieco ciężki. Tym razem dorwałam kolor 005 który jest o niebo lepszy.
11. tołpa krem pod oczy. Krem nie sprawdzał się zbyt dobrze w moim przypadku. Nawilżenie średnie, wygładzenia żadnego. Nie wrócę do niego ponownie, tym bardziej że do najtańszych nie należał.
12. purederm peeling enzymatyczny. Obecnie to mój ulubiony peeling. Zawiera kwasy owocowe i poprawia stan skóry skłonnej do zapychania i wyprysków. Jest śmiesznie tani i warto go kupić. Czasami mam wrażenie, że efekt jest wow następnego dnia po użyciu.
 
13. Kiehl’s żel oczyszczający. Od dawna ciekawiły mnie ich produkty, ich sława wszak wyprzedza je same. Żel nie zachwycił mnie ani trochę. skład był długi, sam produkt bardzo gęsty i trudno się go zmywało. Zamiast poprawiać stan cery, zauważyłam raczej podrażnienie. To typowe dla mojej cery.
14. Bielenda Vanity krem do depilacji. Sięgam po te kremy co jakiś czas, potem wyrzucam zwykle połowę opakowania ponieważ stają się nieprzyjemne w użyciu. Początkowo pachnie a następnie zamienia się w śmierdziuszka. Krem jest za słaby do ciemniejszych włosków. Wracam do niego ponieważ jest to jedyny na tyle delikatny produkt, który mnie nie podrażnia.
15. Dressdner Essenz balsam o zapachu lilaka. Bardzo intensywnie pachnący balsam o świetnym składzie. Niestety uczulił mnie i musiałam zrezygnować z jego używania. Mała strata ponieważ ciężko się wchłaniał i ubrania lubiły do niego przylegać.
16. Ollian krem ochronny. Musiałam wyrzucić prawie całe opakowanie, ponieważ się przeterminował. Nie nadawał się do mojej cery ponieważ nawet zimą bardzo mnie zapychał. Smarowałam nim jedynie usta i twarz w bardzo zimne dni.
17. Avenue żel do twarzy. Jak w przypadku wielu innych myjadeł i to nie sprawdziło się w oczyszczaniu moje cery. Skład jest delikatny, a mimo to podrażniał mnie i wzmagał wysyp. Moja buzia ewidentnie walczy ze wszystkimi tego typu produktami.
18. Biolaven krem do twarzy na dzień. Jeden z nielicznych kremów, który bardziej pomagał mojej cerze niż szkodził. To pewnie za sprawą olejku lawendowego w składzie. Jest lekki i delikatnie pachnie. Byłam z niego bardzo zadowolona.
 
19. Iwostin Puritin. Krem który w całości wylądował w koszu. Totalnie nie sprawdzał się u mnie, ponieważ zamiast pomóc wzmagał wysyp. Wcześniej Iwostin z tej serii mi pomógł, więc byłam zaskoczona i złą dodatkowo. Od tamtej pory jakoś unikam produktów tej marki.
20. Balea pianka grejpfrut. Polubiłam się z tymi piankami. Pięknie pachną i bardzo dobrze się sprawdzają. Choć w Polce ciężko je dostać, to mam dla nich zamiennik. Są według mnie średnio wydajne, ale tanie więc nie oczekujmy za dużo.
21. Joico kpak Revitaluxe. Miałam okazję przetestować tę maskę dzięki joyofjelly i generalnie jestem zadowolona. Choć do dziś nie potrafię do końca jej używać, bo lubi dziwnie przeciążać włosy, to poprawia ich stan na dłuższą metę.
22. Soap and glory żel pod prysznic. Chyba najbardziej wydajny żel pod prysznic jaki miałam. Nie mogłam go zmęczyć przez dobre kilka miesięcy. Pięknie pachniał wystarczyła odrobina by wytworzył gęstą pianę. Bardzo udany zakup.

23. Scholl płyn do usuwania zrogowaciałej skór. Dobrze radził sobie ze zrogowaceniami, ale jego używanie było męczące. Wydanie tego cuda w wersji skarpetkowej byłoby o niebo lepszym pomysłem. Chociaż drogie to dobre rozwiązanie.

24. White flowers błoto z morza martwego. Czyste błotko. Jego używanie wiązało się z brudną łazienką i pieczeniem niejednokrotnie. Mimo wszystko wybaczam mu, ponieważ cera i skóra wyglądały po takich zabiegach bardzo dobrze.

25. Bourjois matowa pomadka pink flamingo. Z żalem wyrzuciłam tę pomadkę. Leżała w moich zbiorach długo i mimo obłędnego koloru nie mogłam jej stosować. Okropnie przesuszała moje usta i ciężko ją było zmyć. Poza tym nie nadawała się na codzienne wyjścia.

26. Makeup Revolution Blushing hearts. Kupiłam to serducho kiedy w naszym kraju panował szał na ich kosmetyki i te małe róże. Róże są na tyle mało intensywne, ze musiałam się sporo namachać pędzlem by było coś widać na mojej twarzy. Zawiodłam się całkowicie. Zapomniałam o nich aż podczas przeprowadzki znalazłam na dnie szuflady -przeterminowane.
27. ziaja krem do rąk i stóp głęboko odżywczy. Produkt który rzeczywiście świetnie się sprawdzał i jest bardzo tani. Polubiłam go mimo średniego składu. Stopy czasami potrzebują takich specyfików. Były po nim gładkie i w lepszej kondycji.
 
28. Maybelline Color Tatoo. Bardzo długo służył mi jako moja ulubiona baza pod cienie. Świetnie się w tej roi sprawdzał i gdybym nie znalazła baz z aplikatorem to jeszcze długo bym go używała. Myślę, że jest to dobra opcja dla wielu dziewczyn które się malują.
To już koniec mojego ogromnego denka. Upatrzyłyście sobie coś. Jak Wasze denka, równie duże. Często wyrzucacie całe kosmetyki?
Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl