I want - głęboko oczyszczająca pianka + kod na minibook

20:50:00

Cześć ! 

Z kosmetykami oczyszczającymi - żelami czy też piankami - zawsze mam jakieś przygody. Zwykle kończy się to tym, że skóra jest zbyt przesuszona, podrażniona lub obserwuje wysyp nowych nieprzyjaciół. Zdarzają się jednak takie przypadki, że produkt zaskakuje mnie i w pełni jestem z niego zadowolona. Tak było z niepozorną pianką oczyszczającą I want, poznaną przeze mnie przypadkiem dzięki Magdzie landofvanity. Co prawda miałam kupić peeling, ale akurat nie było go w ofercie. Czy warto sięgnąć po koreański kosmetyk dostępny w drogeriach Hebe

Biel i czerń coraz modniejsze?

Coraz częściej spotykam się w drogeriach z czarno białymi opakowaniami. Czyżby producenci postawili na prostotę i klasę? Opakowanie nie ma żadnych dodatkowych zdobień - widzimy na nim jedynie podstawowe informacje. Biała tubka z miękkiego plastiku zakończona została czarną zakrętką na zatrzask. Dozowanie jest banalnie proste, produkt nie wydostaje się w zbyt dużych ilościach i nie wypływa z niego sam. Niewielki rozmiar pozwala umieścić ja w podróżnej kosmetyczce czy ulokować w łazience praktycznie niezauważoną.

Specyficzna maź

Po wydobyciu produktu z tubki trudno uwierzyć, że ma się do czynienia z pianką do mycia twarzy. Kosmetyk ma bardzo gęstą, zbitą konsystencję w perłowym kolorze. Wcześniej kiedy testowałam piankę The Face Shop wyglądała ona identycznie, ale zupełnie inaczej zachowywała się podczas rozprowadzania na skórze. Maź delikatnie rozcieram w dłoniach, a następnie aplikuję na twarz do momentu aż całkowicie przejdzie w fazę piany. Po około 2 minutowym masażu należy dokładnie ją usunąć za pomocą letniej wody. Nie odczuwa się żadnego dyskomfortu, choć buzia może wydawać się śliska. Może się zdarzyć, że produkt trochę podeschnie i gorzej będzie się go rozprowadzać. 

Zapach produktu nie przeszkadzał mi podczas stosowania, lecz jest on specyficzny i ciężko mi go do czegoś porównać. Po zakończeniu oczyszczania szybko się ulatnia i pozostaje jedynie chwilowym wspomnieniem. 

Co w składzie piszczy? 

Składnik produktu nie należą może do najwyższej klasy, ale mimo wszystko można uznać go za krótki i znośny, choć na pewno nie naturalny. Na pierwszym miejscu składu znajdziemy wodę, a zaraz po niej kwas mirystynowy - emolient tłusty, który tworzy warstwę ochronną, ale może się przyczyniać do zapychania cery. Obok gliceryny mamy regulator pH - wodorotlenek potasu, używany w ograniczonych ilościach, kwas stearynowy będący emulgatorem i usuwający tłuste substancje z naskórka. W dalszej części składu znajdują się substancje myjące i pianotwórcze, a na samym końcu ekstrakty z aloesu, wyciąg z pomidora zwyczajnego oraz ekstrakt portulaki warzywnej. Ostatni komponent jest bardzo ciekawy - Natto Gum, będąca wynikiem fermentacji protein soi przez bakterie. Szkoda, że wszystkie najfajniejsze składniki znajdują się na końcu, uważam że bardzo by podniosły wartość produktu gdyby podskoczyły nieco wyżej.

Koreański sekret w polskiej drogerii ? 

W naszym kraju od jakiegoś czasu coraz częściej można spotkać koreańskie kosmetyki nawet w Rossmannie. Wciąż są to powszechnie znane marki jak np. skin79. Można powiedzieć, że jesteśmy zaciekawione metodami pielęgnacji kobiet z Azji i oczekujemy coraz więcej. I want może budzić zaciekawienie, ponieważ mało się o niej mówi.  Produkt spisują się całkiem dobrze, a ceny są niskie. Co do samej pianki u mnie stała się hitem i na pewno do niej wrócę. Skóra po spotkaniu z nią nie była ściągnięta, lecz dogłębnie oczyszczona. Obserwowałam zachowanie mojej cery cały czas podczas stosowania - nie pojawiły się nowe niedoskonałości, co zaobserwowałam w przypadku jej poprzedniczki. Produkt jest bardzo wydajny, 100 ml starczyło mi na dwa miesiące stosowania.  

Cena pianki to 25 złotych za 100 ml. 

Minibook

Mam dla Was też małą niespodziankę. Jakiś czas temu otrzymałam prześliczną książeczkę minibook - to już drugi album od printu.pl. Zawsze zadowolona jestem z jakości ich produktów i pozwalają mi stworzyć piękną pamiątkę na lata. Projekt, który można wykonać za pomocą aplikacji pozwala także zrobić fotoksiążkę na prezent dla bliskiej osoby. Jeśli więc chcecie zamknąć wspomnienia w małej książeczce warto wydrukować minibook. Mam też dla Was kod niespodziankę - do końca października wpisując przy zamówieniu 

porcelaindoll

otrzymacie 25 % zniżki na minibook. 

Próbowałyście już produktów i want? Czym oczyszczacie buzię?

Pozdrawiam!


Zobacz także

25

  1. U mnie od jakiegoś czasu królują pianki Glamglow :) sprawdzają się w 100 % :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam zamiar kupic te piankę, ale ciągle mam coś innego w użyciu :) Na pewno kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie lubię pianek ;) miałam kiedyś to bardzo podrażniła mi skórę bo strasznie wysuszała i się zraziłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten skład jakoś mnie szczególnie nie przekonuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak pisałam, to nie jest naturalny kosmetyk, mi ten skład nic nie zrobił, a pianka bardzo dobrze się spisała, a u mnie to rzadkość

      Usuń
  5. Nie widziałam jej u mnie w Hebe, poszukam dokładnie następnym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie miałam ich produktów, ale kusząca ta pianka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja obecnie używam jeszcze czyścika skin 79 ale tą piankę też mogłabym wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  8. oja :D ale cudeńko! :D z chęcią bym wypróbowała :D
    http://czynnikipierwsze.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam kupić sobie tę piankę, ale ciągle mi z nią nie po drodze :P Słyszałam na temat tych kosmetyków wiele pozytywów, ten też wygląda ciekawie. Szkoda tylko, że najfajniejsze ekstrakty znajdują się gdzieś pod koniec składu, ale i tak dobrze, że w nim występują :) Kiedyś na pewno się w nią zaopatrzę :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Widziałam właśnie ją w Hebe i zastanawiałam się co to za marka :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ta pianka brzmi całkiem ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zainteresowałaś mnie tą pianką, jak skończę mój obecny żel z Bielendy, to na pewno się nad nią zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Obecnie czyszczę twarz pastą od Fresh&Natural :) Tej pianki nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wygląda całkiem interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie próbowałam nawet nie słyszałam o tej firmie :) ale ta podkładka na zdjęciu super wygląda !

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie miałam jeszcze żadnego koreańskiego kosmetyku - mimo, że aktualnie są to produkty na topie, mnie ciężko przekonać się do tej mody :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na pewno sobie ją sprawdzę będąc w Hebe, uwielbiam pianki!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja będę niedługo testować piankę od Pharmaceris, ale bardzo jestem ciekawa tej marki - jak spotkam ją w Hebe to przyjrzę się co mają ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znam tej pianki ale pewnie też bym się na nią skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
  20. O, mimo że I want jest marką koreańską to spotykam się z nią po raz pierwszy :P Nie wiedziałam, że w Hebe mają jakieś dobre azjatyckie kosmetyki, ale miło to słyszeć :))

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
  21. powiem, a raczej napiszę tylko I want! haha :) super pianka :)

    OdpowiedzUsuń
  22. mnie bardzo ciekawi ta pianka... kusza mnie te kosmetyki koreanskie, ale cena troche odstrasza.
    Ola Brzeska blog
    INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  23. Pierwszy raz widzę tą markę, ale to fajnie, że można ją spokojnie kupić w drogerii, może wypróbuję, jeśli znajdę coś ciekawego w tej ofercie. A koreańskich kosmetyków jeszcze nie miałam wcale;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz cieszy serce, dziękuję ;) Będzie mi miło jeśli zostaniesz też na dłużej. Pamiętaj jednak, to nie miejsce na reklamę Twojego bloga!