Denko grudzień 2017

21:42:00

Cześć!

Koniec końców nie udało mi się upchnąć denka przed zamknięciem drzwi starego roku, dlatego będzie to pierwszy post jakim Was witam w 2018! Narzekaliście, że ostatnio lista zużyć była krótka, a tym razem możecie spodziewać się tasiemca. Rzecz jasna nie wykorzystałam wszystkiego na raz, większość produktów denkowałam nawet kilka miesięcy. Serdecznie zapraszam Was na pierwszy post w Nowym Roku - denko grudnia 2017!

1. L'Biotica Biovax Maska Opuncja i Mango. Wszyscy już wiecie, że kocham tą maskę. To nie pierwsze zużyte opakowanie i na pewno nie ostatnie. Wyjątkowo służy moim włosom, a wciąż nie doczekała się osobnej recenzji. 
2. Anwen Maska Winogron i Keratyna do włosów średnioporowatych. Ulubieniec ostatnich miesięcy. Wygładza, dociąża, nabłyszcza - czego więcej chcieć? Ciekawych zapraszam na post z jej udziałem o tutaj.
Maska Lbiotica opuncja/mango
3. L'Biotica Biovax, Gold odżywka w piance. Nowość, która okazała się rewelacją w moim przypadku. Łatwa w aplikacji pianka świetnie dociąża włosy, żeby nie powiedzieć, że jest dla nich za ciężka. Stają się sypkie i pachnące, dodatkowo cudownie błyszczą. Nadaje się też jako pianka do golenia! 

4. Alverde, maska naprawcza bio-avokado, bio- masło shea. Kosmetyk naturalny, słabo dostępny w naszym kraju i niezwykle tani. Produkt podobny nieco do Alterry. Gęsta maź słodko pachniała i łądnie otulała moje włosy, ale niestety nie dawała efektu wow. Tak jest w przypadku większości ich masek i odżywek, dlatego chyba więcej do nich nie wrócę. Moje włosy potrzebują czegoś co je ujarzmi, a ta maska nie dała im rady.

5. Nivea, odżywka Repair Targeted Care. Kolejna odżywka, która mieszka już praktycznie stale w mojej szafce. Idealna do emulgowania olei i mycia nią włosów od czasu do czasu. Bardzo ją lubię.
odżywki do włosów do emulgowania olei
6. Lavera, mleczko do demakijażu. Nie należę do zwolenników mleczek, ponieważ zawsze szczypią mnie po nich oczy, nie ważne jak delikatne by były. To jest jednym z nielicznych, które nie powodowało szczypania czy mgły. Bardzo delikatne i nie najgorsze w działaniu. Bardzo polubiłam jego lekko cytrusowy zapach. 

7. Ziołolek, krem termentiol A+E. Termentiol od wielu lat gości w mojej kosmetyczce i gdy tylko się skończy kupuję kolejne opakowanie. Ratuje mnie z opresji gdy tylko pojawiają się niechciani przyjaciele. Wersja widoczna na zdjęciu to moje Rossmannowskie odkrycie, niestety wycofane. Szkoda tylko, że tak brudzi mi pościele.

8. Lush, mask of mangamity. Zielona bardzo ciekawa maska. Po jej nałożeniu twarz zawsze mnie lekko szczypała i odczuwałam chłodzący efekt. Polubiłam ją mimo to, ponieważ moja cera była po niej w lepszej kondycji - wygładzona, zaczerwienienia zmniejszone i pory zwężone. Ciekawa wersja i kiedyś będę chciała do niej wrócić.

9. skin 79, yum yum cleanser. Kolejny z moich ulubieńców. Bardzo delikatny, lecz skuteczny czyścik do twarzy o cytrusowym zapachu. Nie przypuszczałam, że mogę być tak zadowolona z produktów azjatyckich. 
Lavera mleczko do twarzy, skin 79 yum yum cleanser, mask of mangamity lush, termentio

10. Yves Rocher, riche cream. Bardzo bogaty w olejki krem. Mieliście już okazję przeczytać o nim na blogu. Wygładził moją bruzdę na czole i chwała mu za to. Przyjemnie pachnie, jest nieco gęsty i bieli. Idealny do stosowania na noc jako maska.

11. evree, pure neroli normalizujący żel punktowy na niedoskonałości. Czasami jestem łasa na nowości, a szczególnie te w mniejszym lub większym stopniu naturalne. Żel szybko zastyga, pięknie goi niedoskonałości, chociaż pozostałości po nich zostają niewzruszone. Ciężko mi powiedzieć czy do niego jeszcze wrócę, choć byłam zadowolona.

12. The Ordinary, niacinamide 10 % + zinc 1 %. Bubel nad bublami! Doprowadził moją cerę do takiego stanu, że miałam ochotę płakać. Krosta na kroście, cała zapchana i wyglądało to mega źle. Skąd wiem, że to na pewno on? Dawałam mu kilka szans, zrobiłam wywiad wśród koleżanek i oto znalazł się winowajca. Nigdy więcej! Chciałam poprawy stanu cery i skończyło się odwrotnie. 

13. Olejek macadamia. Nawet nie wiem jakiej firmy. Trafił kiedyś do mnie z pudełkiem Naturalnie Piękna od Inspied By. Większość wyciekła przez niedokręcenie, resztę zużyłam na włosy - nie bardzo go polubiły. Widocznie nie był mi pisany.
yes ocher rich cream, evree pure neroli, olejek makadamia, the ordinary
14. Clochee, lekki balsam nawilżający. Nie udało mi się go zużyć przed końcem terminu przydatności. Bardzo się z nim polubiłam gdyż szybko się wchłaniał i cudownie pachniał cynamonem czy innymi przyprawami korzennymi. Umilał moje wieczory.

15. Glacial Therapy, peeling chłodzący. Po pierwsze bardzo nie lubię zapachu metolu. Po drugie ten peeling w ogóle nie ścierał i po trzecie słabo natłuszczał, choć sam w sobie był tłusty. Ciężko go się spłukiwało, nie dawał efektów i byłam średnio zadowolona z tego zielonego cudaka.

16. Indigo, bogaty balsam do ciała. Choć posiadał przyjemny zapach, to dla mnie zbyt intensywny. Bardzo lubiłam wcierać go w dłonie, gdyż świetnie je nawilżał. Polecam miłośniczkom intensywnych woni.
Clochee lekki balsam nawilżajacy, glacial therapy peeling do ciała, indigo bogarty lotion do ciała
17. Kobo, korektor kryjący. Opowiadałam Wam już o nim trochę w kilku postach. Nie zmieniłam zdania. Lepszy od ukochanego przez wszystkich Catrice. Jaśniutki i świetnie kryje. 

18. L'Oreal Paris Volume Million Lashes Fatale, tusz. Kolejna "nowość" i kolejny niewypał. Owszem tusz pięknie podkreśla rzęsy i lepiej zasycha niż Feline, lecz nadal jest dość mokry. Odbijał mi się na powiekach i był bardzo wyczuwalny na rzęsach. Trochę szkoda, bo lubię ich tusze.

19. Catrice, baza pod cienie. Kocham, kocham, kocham. Złapała u mnie plus za to, że nie muszę wklepywać jej palcem oraz ze względu na swoja lekką konsystencję. Bardzo wydajna, świetnie przedłuża makijaż i mam nadzieje, że nadal znajdę ją w szafie Catrice!
Catrice baza pod cienie, kobo korektor kryjący, loreal fatale
20. babydream med,  balsam do ciała. Kupiłam go ze względu na moje przypadłości - swędzenie nóg, uczulenia i suchą skórę. Smarowałam też nim plecy mego M., kiedy wysypało mu je od wody. Basamik bardzo dobrze się sprawdzał. Zapach do przyjemnych nie należał, al dało się go znieść. niestety całości nie wykorzystałam przed końcem terminu. 

21. Isana, olejek pod prysznic. Musiałam sprawdzić, czy rzeczywiście to taki hit do czyszczenia pędzli. Przyznaję, jest świetny i w łazience już w użyciu znajduje się drugie opakowanie. Domywa super, ale czasami na pędzelki muszę użyć odżywki, ponieważ nie są po nim mięciutkie.

22. The Boy Shop, vanilla pumpkin. PRzesłodki, karmelowy wręcz zapach. Tym podbił moje serce! Ponadto kremowa konsystencja i zero przesuszeń czy podrażnień. Stale wracam do żeli TBS i polecam wypróbować.

the body shop vanilla pumpkin, isana olejek pod prysznic, babydream med
23. Holika Holika, maska energetyzująca jagoda. Cera gładka, świeża i promienna. Więcej nic nie muszę dodawać.

24. Mediheal, maska kakaowa. Skóra promienna, zmiany po nieprzyjaciołach mniej zaróżowione. Cera jedwabiście gładka w dotyku, ale kolejnego dnia pojawili się nieprzyjaciele i nie wiem co o niej myśleć. 

25. La Femme, pędzel języczkowy. Bardzo dobrze aplikowało się nim zarówno podkłady, jak i korektor. Służył mi prawie pięć lat, choć nie był używany codziennie. W ostatnim czasie sięgałam po niego często i niestety zaczęły wypadać włosy. Obecnie nie nadaje się do niczego. 
mediheal maska kakaowa, holika holika blueberry sheet mask
la femme pędzle

Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca moich wypocin. 

Jak Wasze zużycia w grudniu? Jak zaczął się Wasz nowy rok?

Pozdrawiam!

Zobacz także

0

Każdy pozostawiony komentarz cieszy serce, dziękuję ;) Będzie mi miło jeśli zostaniesz też na dłużej. Pamiętaj jednak, to nie miejsce na reklamę Twojego bloga!