Lifestyle

Kwartalni ulubieńcy

Witajcie!

Kiedy spoglądam na otaczające mnie kwitnące drzewa i rozsiane na trawnikach kwiaty, myślę sobie że dopiero był początek roku. W tym pędzie łatwo się pogubić i zapomnieć o różnych mniej lub bardziej istotnych rzeczach. Mi ciągle coś ucieka i zupełnie wyleciało mi z głowy, że najwyższa pora na post z serii kwartalni ulubieńcy ! Wyobraźcie sobie, że przypomniałam sobie dopiero w momencie gdy zauważyłam napis „ulubieńcy” przeglądając inne blogi. Tym razem będzie to nieliczna gromadka, ponieważ mało co szczególnie przypadło mi do gusty. W końcu kwartalni ulubieńcy to muszą być perełki!

Benton Tea Tree Cleansing Water

Tea Tree Cleansing Water otrzymałam w ramach testów od koreańskiej marki Benton. Pierwsze spotkanie okazało się bardzo udane i szybko polubiłam się z tą wodą myjącą. Kosmetyk doskonale oczyszcza cerę z makijażu, ale to nie jedyna jego zaleta. Odkąd zaczęłam go stosować stan mojej cery bardzo się poprawił – wszystko za sprawą ekstraktów z drzewka herbacianego w składzie. Tea Tree Cleansing ma drobną wadę, mianowicie nie można nim wykonywać demakijażu oczu. Świetnie zmywa maskary, lecz może się to skończyć podrażnieniem! Obecnie można go zamówić jedynie w koreańskich sklepach internetowych, gdyż jest całkowitą nowością. To na pewno nie ostatnie moje spotkanie z kosmetykami tej marki. Pełną recenzję znajdziecie klikając w lupkę u mnie na blogu.

Benton tea tree cleansing water - dlaczego warto go kupić ;)

skin 79 Water Oil moist rose

Ulubieniec, o który pisałam na dniach. Wodny olejek pięknie pachnący różą ogrodową zachwycił mnie swym działaniem. Długo nie mogłam znaleźć produktu, który nawilżałby moją cerę nie wywołując przy tym wysypu nieprzyjaciół. Temu maluszkowi się to udało i teraz stosuję go codziennie lub co drugi dzień w zależności od potrzeb mojej skóry. Water oil moist rose to bardziej hydrolat niż olejek. Wchłania się ekspresowo i nie pozostawia tłustej warstwy, dzięki czemu można niemalże od razu aplikować podkład.

 

skin 79 Super +  Beblesh Balm Orange

Zanim poznałam pomarańczową wersję kremu BB od skin 79, miałam okazję spotkać się z zieloną. Dobrze pamiętam, ja spłynęła mi z twarzy w przeciągu pół godziny. Skutkowało to omijaniem produktów podobnych do tego przez bardzo długi czas. Beblesh Balm Orange znalazł się w paczce konkursowej, która dotarła do mnie w wakacje. Zaczęłam go stosować dopiero gdy wykończyłam wszystkie możliwe podkłady – tak, przeciągałam ten moment w nieskończoność. Początkowo myślałam że wywołał wysyp na mojej cerze, ale bardzo szybko okazało się że przyczyna leży gdzie indziej. Po ponad dwóch miesiącach stosowania muszę przyznać, że to świetny kosmetyk! Doskonale kryje już przy jednej warstwie, nie utlenia się i nie pogarsza stanu cery. Dobrze przypudrowany trzyma się na cerze przez prawie cały dzień. Czasami zdarza mu się kłócić z innymi produktami, np. korektorami w paletce od L’Oreal, lecz jest to rzadkość.

LANCÔME La Vie Est Belle

Perfumy to nie jest mój konik. Nie potrafię opisywać ich aromatu i niekoniecznie otwarta jestem na nowe propozycje. Zwykle kiedy coś mi się spodoba to zostaje na długi czas. Złożyło się idealnie, że kiedy skończył mi się zapach od Guerlain dostałam od cioci La Vie Est Belle. W pierwszej chwili woń wydawała się być ciężka i specyficzna, a teraz nie rozstaję się z nimi wcale. Cudowny  lekko słodki zapach, nieduszący i mający w sobie coś eleganckiego. Utrzymuje się calutki dzień, a na ubraniach potrafi pozostać aż do momentu prania! Zachwycona jestem jego trwałością i ja skąpiec do kwadratu uważam, że wart jest swojej ceny.

Tak oto prezentują się kwartalni ulubieńcy. Jak widać przeważają kosmetyki azjatyckie, które bardzo korzystnie wpływają na moją cerę w większości przypadków.

Czy Wam ostatnio coś szczególnie przypadło do gustu? Któryś z kosmetyków bardziej Was zainteresował?

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl