Denko kosmetyczne

Denko maj 2018

Cześć !

Zauważyłam, że denko to jeden z Waszych ulubionych wpisów na blogu. Podobnie jest ze mną. Chociaż denko nie wymaga tak wiele wysiłku jak w przypadku długich recenzji, to pozwala mi wyrazić opinię na  temat produktów, o których nie mam czasu lub nie chcę napisać. Maj obfitował w zużycia, lecz przeważały kosmetyki otwarte od kilku miesięcy oraz miniatury. Co tym razem się skończyło? Czy są produkty, które zamieszkają u mnie ponownie?

 

denko kosmetyczne maj 2018

  1. Estee Lauder Double Wear Light, odcień 0.5. Celowo zaczynam od tego podkładu, ponieważ stał się on moim ulubieńcem i jednocześnie do niego nie wrócę. Skąd taka decyzja? Otóż podkład ma zostać wycofany, a poza tym jego wysoka cena nijak ma się do pojemności. Opakowanie zawiera 30 ml produktu i zużyłam go w niecałe 1,5 miesiąca. Jeszcze chyba nigdy tak szybko mi nie poszło. Kosmetyk całkiem nieźle kryje, chociaż niewiele ma wspólnego ze swoim cięższym bratem Double Wear w słoiczku. Na pewno nie będzie pasował miłośniczkom mocnego, perfekcyjnego krycia, które wręcz nie wymaga korektora. Stosunkowo lekki, świetnie sprawdzał się na co dzień. Przypudrowany wytrzymywał upał i 8 godzin mojej pracy, lecz wycierał się na nosie w miejscu gdzie spoczywają okulary. Problem dla wielu może stanowić odcień – w połączeniu z białym pudrem stapiał się z moją cerą, lecz solo nie jest to idealna barwa dla bladziochów.
  2. Golden Rose Long Wear Finishing Powder. Produkt kupiłam, bo polecała go RLM. Szukałam czegoś bez talku, co dobrze utrwali mój makijaż. Miała być gładka, miła w dotyku cera i tak też się stało. Niestety puder na dłuższą metę nie bardzo dawał radę. Po dwóch, trzech godzinach zaczynałam się świecić w strefie T, a po całym dniu pracy wyglądałam średnio. Plus, że nie bielił tak mocno i był cudownie, drobno zmielony. Puder nie jest drogi, dlatego warto spróbować, chociaż przy tłustej cerze może okazać się niewypałem.denko kosmetyczne maj
  3. Rituals, Ritual of Sakura. Cukrowy peeling do ciała o zapachu kwiatu wiśni całkowicie mnie uwiódł, nie tylko wonią jaka otaczała mnie podczas kąpieli. Ilość olejków kryjąca się w nim świetnie nawilżała, chociaż efekt utrzymywał się na mojej skórze góra dwa dni. Doskonały zdzierak, o dobrym składzie i magicznym zapachu. Na pewno powrócę do niego lub innego produktu z tej serii. Pełną recenzję znajdziecie na blogu wpisując Rituals w lupkę.
  4. Indigo Remover. Ktoś kiedyś polecił mi remover marki Indigo i rzeczywiście spisywał się znakomicie. Produkt nie posiada intensywnego zapachu acetonu, dobrze odmacza paznokcie z hybrydy i starczy naprawdę na długi czas. Obecnie powrócę do ulubionego Neo Nail, m. in. dlatego że w przypadku Indigo cena jest o połowę wyższa.denko maj 2018
  5. Rituals, Ritual of Ayurveda. Miniaturka olejku z serii Ritual od Ayurveda niezmiernie przypadła mi do gustu. Olejek bardzo dobrze nawilżał i nadawał się również do masażu pod prysznicem. Jego aromat jest nieco specyficzny, lecz na swój sposób piękny. Taka mała, 30 ml buteleczka, starczyła mi na niezwykle długi czas. Ponieważ to suchy olejek, to bardzo szybko się wchłania.
  6. ISANA clean+care. Maleństwo kupiłam jadąc na Meet Beauty. Skończył mi się płyn micelarny i nie miałam aż tylu pojemników by przelać odrobinę z dopiero otwartej butli (a jej z kolei nie chciało mi się dźwigać). Na wyjazd opcja jest zadowalająca, lecz na dłuższą metę nie kupiłabym tego produktu. Żeby pozbyć się makijażu trzeba dość długo trzymać wacik i pocierać oko. Nie zapadł mi szczególnie w pamięć, zużyłam go by się nie męczyć dłużej.
  7. Hydra Intensive vit C Ampoule Serum. Pudełeczko z małymi buteleczkami otrzymałam od Skin Garden na początku wiosny. Pojedyncza ampułka starczyła mi na około 10-12 zastosowań, a przez cały czas używania przechowywałam ją w lodówce. Buteleczki zaopatrzone są w aplikator, który bardzo ułatwia dozowanie. Wystarczą dwie małe pompki, by serum rozprowadzić na całej twarzy. Zużyłam tylko dwie takie ampułki ze względu na to, że przyszły słoneczne dni i postanowiłam resztę zachować na później. Zauważyłam, że podczas stosowania cera stała się rozjaśniona, pozostałości po wypryskach lekko zbielały – choć nie stuprocentowo.  denko maj 2018
  8. Garnier Mineral Invisible. Dawno nie stosowałam antyperspirantów w kulce, ale męczył mnie dym powstający podczas używania klasycznych sprayów. Garnier całkiem nieźle sobie radzi z ochroną i bardzo przyjemnie pachnie, na tyle delikatnie by nie zakłócać zapachu perfum. Kupiłam już kolejną kulkę od nich.
  9. Belleza Castillo, kotek. Maska z uroczym kotkiem musiała być moja, chociaż okazał się mniej uroczy niż na opakowaniu. Płachta była na mnie stanowczo za duża, zbyt krótka i szeroka. Może z tego względu cały czas zsuwała mi się z twarzy, doprowadzając mnie przy tym do szału. Choć wszystko wydawało się okej, to kolejnego dnia pojawiło się mnóstwo niewielkich wyprysków.
  10. Bielenda, maska kotek. Zupełnie nie rozumiem fenomenu tych masek, mimo mojej miłości do produktów tej marki. Po pierwsze maska lekko się klei, co nie dokuczało mi jakoś szczególnie. Inna kwestia, że moja twarz po jej użyciu była pomarańczowa, a przecież nic nie używałam wcześniej i buzia była porządnie oczyszczona. Została na niej pomarańczowa poświata, przez co nawet mój chłopak się wystraszył. Kolejnego dnia udało mi się to zmyć, dobrze że wtedy nie wychodziłam.denko kosmetyczne maj 2018
  11. Kuracja na gorąco Jantar. Kuracja trafiła do mnie kiedyś z pudełkiem Liferia, gdy jeszcze było dostępne na polskim rynku. Zużyłam ją dopiero wtedy, gdy wszystkie odżywki mi się skończyły. Szampon standardowo splątał mi włosy i sprawił, że były sztywne. Pierwszy etap czyli nałożenie odżywki był wyczynem, bo malutka saszetka nijak nie chciała wystarczyć na moje gęste i długie włosy. Saszetka z odżywką po myciu, była zupełnie malutka, więc niespecjalnie udało mi się ją rozprowadzić. Ostatecznie choć włosy były całkiem miłe w dotyku, to  pojemności produktów są stanowczo za małe i chyba musiałabym kupić kilka opakowań by mieć realny pogląd na sprawę.
  12. Espresso Vitality’s. O tym balsamie koloryzującym pisałam Wam cały post. Nigdy bym nie pomyślała, ze produkt może jednocześnie barwić włosy i poprawiać ich kondycję. Kolor na moich włosach nie był mocno widoczny, lecz po jego stosowaniu odrost nie odcinał się praktycznie, a kolor nabrał głębi. Ponadto włosy były sypkie i przyjemne w dotyku.
  13. Garnier Hair Food Papaya, maska. Moje włosy wyjątkowo polubiły się z tą maską, a w składzie przecież znienawidzony olej kokosowy. Były po niej miękkie i wygładzone, lecz nie dociążała ich tak jak lubię. Zapach na włosach utrzymywał się dość długo i był bardzo przyjemny. Obecnie testuję wersję z jagodami goi. denko kosmeyczne maj
  14. Bielenda kolagenowe odmłodzenie. Płyn micelarny, który miałam również w wersji niebieskiej. Chyba już wiem, dlaczego ta seria została wycofana. W moim przypadku pojawiało się szczypanie oczu i poranna panda, bo płyn wcale nie chciał domyć produktów. Efektem ubocznym były również wypryski, które znikały po kilku dniach gdy go odstawiałam i powracały gdy go używałam. Zdarza się, mają całą gammę innych miceli, do których powracam.
  15. i 16. Isana Olejek pod prysznic i Catrice Liquid Camouflage. Widzicie tą dwójkę przy prawie każdym zużyciu, dlatego myślę, że nie muszę Wam ich przybliżać. To chyba ulubieńcy 🙂

Nazbierało się trochę zużyć, i tych lepszych i tych gorszych. Muszę przyznać, że jestem zadowolona z tego denka.

Czy Wam również nazbierało się trochę pustych opakowań – powiedzcie co ciekawego zużyliście? Może znalazło się na mojej liście coś co znacie lub zamierzacie poznać?

Buziaki!

 

 

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl