Denko kosmetyczne

Denko czerwiec 2018

Witajcie!

Lipiec powitał nas odrobiną słońca i choć momentami pojawiały się złowrogie chmury, to żyję nadzieją że doczekamy się w końcu prawdziwego lata. Ostatnie dni czerwca niestety nie rozpieszczały pogodą, przez co nie chciało się jeszcze bardziej. Zeszły miesiąc stał się dla mnie czasem systematycznej pielęgnacji, ale w denku nie uzbierało się za wiele. Mimo wszystko zapraszam Was na denko kosmetyczne.

  1. Pantene Pro V, odżywka w piance nawilżająca. Ostatnia z trzech odżywek w piance, które wygrałam w zeszłym roku u Bless the mess. Odżywka jest lekka, łatwa w użyciu i nie powoduje oklapu włosów. Zużyłam ją zamiast pianki do golenia nóg, bo w tej roli sprawdzała się rewelacyjnie. Nadal głowię się jak odżywki o trzech różnych zastosowaniach mogły mieć ten sam skład. Mogę Was zapewnić, że wszystkie działały identycznie. Dobra opcja na wyjazd, kiedy nie mamy czasu poświęcać pielęgnacji włosów szczególnej uwagi. Może zdarzy mi się do nich kiedyś wrócić. Nie mówię nie, chociaż niczym mnie nie zaskoczyły.
  2. L’Oreal Paris Botanicals Fresh Care. Coriander Strenght Cure, maska do włosów. Seria L’Oreal Botanicals początkowo przyciągnęła mój wzrok. Kiedy przyjrzałam się cenom i składom tych produktów, szybko zrozumiałam, że moje oczekiwania były zbyt duże. Maskę z zielonej serii kupiłam w promocji, ponieważ uważam że ceny regularne tych produktów są stanowczo za wysokie. Przeleżała w szafce jakiś czas, zanim odważyłam się jej użyć – zwlekałam głównie ze względu na obecność oleju kokosowego. Moje włosy się z nią nie polubiły, robiła lekki puch, raz czy dwa zdarzyło się jej podziałać na nie względnie dobrze. Maska ma ziołowy zapach, który mi niespecjalnie przeszkadzał, ale wielu osobom może się nie spodobać. Zużyłam ją jako bazę do fioletowej maski chłodzącej. Pozostałych kosmetyków z tej serii nie będę próbować.
  3. Natura Siberica, Repairing Natura Hair Mask. Kolejna  z masek Natura Siberica i kolejny mały naturalny sukces. Pokochałam ten produkt za działanie wygładzające, zapach i wyjątkowy skład. Z pewnością zaopatrzę się w kolejne opakowanie, ponieważ rzadko coś tak dobrze służy moim kłaczkom.
  4. Roge Cavailles, olejek do kąpieli i pod prysznic. O produktach tej marki na pewno pojawi się w przyszłości dłuższy post. Olejek otrzymałam podczas konferencji Meet Beauty, miałam wtedy okazję dowiedzieć się nieco więcej o tej serii kosmetyków i samej marce. Chciałam go spróbować, ponieważ moja skóra reaguje uczuleniem na większość drogeryjnych żeli pod prysznic. Bardzo liczyłam na to, że tym razem będzie dobrze i nie pomyliłam się. Olejek bardzo delikatnie oczyszcza skórę, po rozsmarowaniu pozostawia na niej delikatną piankę i cudowny zapach. Skóra staje się gładka i nie wystąpiło żadne uczulenie, ustało też swędzenie wywołane przez poprzedni żel. Myślę, że to bardzo dobra wiadomość dla wrażliwców. Będę szukać produktów w aptekach, bo dotychczas się z nimi stacjonarnie nie spotkałam.
  5. Garnier Botanic Therapy szampon wzmacniający włosy łamliwe, olejek rycynowy i migdał. Szampon początkowo mi się spodobał, ponieważ pozostawiał włosy dobrze oczyszczone, miękkie i sypkie. Drażnił mnie jego specyficzny zapach, utrzymujący się przez dość długi czas. Niestety po kilku użyciach na mej głowie pojawił się łupież i swędzenie powróciło, dlatego szybko go odstawiłam. Zużył go ostatecznie mój chłopak, któremu takie produkty nie szkodzą.
  6. Origins Original Skin Cleansing Makeup Removing Jelly. Oczyszczający żel zamieniający się w piankę stał się hitem ostatnich miesięcy. Doskonale oczyszczał cerę i wpływał dobrze na wszelkie wypryski. Radził sobie nawet z makeup’em, zgodnie z obietnicami producenta, lecz ja stosowałam go jako kolejny etap pielęgnacji. Mam zamiar wrócić do niego, kiedy zużyję obecnie używane produkty. Więcej poczytacie o nim w poście napisanym przeze mnie jakiś czas temu.
  7. Indigo Shea Butter. Kosmetyk ten postanowiłam wyrzucić gdyż przeleżał w mojej szafce zbyt długo. Zużyłam go prawie do końca. Drażniła mnie bardzo tłusta warstwa jaką pozostawiało to masełko. Jest to produkt bardzo mocno perfumowany, stąd raczej ponownie u mnie nie zagości.
  8. Wibo Diamond Skin, puder rozświetlający. Pewnego lata postanowiłam się rozświetlić zamiast zmatowić cerę. Plan był doskonały, tylko nie dość że świeciłam się jak bombka choinkowa lub inne cudo, to na dodatek kosmetyk okazał się zbyt pomarańczowy. Miałam go komuś oddać, lecz zapomniałam o nim całkowicie! Termin przydatności to tylko 6 miesięcy – zaskoczyło mnie to i wylądował w koszu.

Denko czerwca 2018 okazało się malutkie, głównie ze względu na mnóstwo niedawno otartych produktów. Zużyłam w tym czasie również mnóstwo próbek, większość podczas wyjazdów, dlatego nie mogliście ich tu zobaczyć.

Chwalcie się jak Wam poszły zużycia? Które z moich zużyć chcielibyście sprawdzić u siebie? Może zdarzyło się Wam już coś z tego testować i mieć podobne/odrębne zdanie do mojego? 

Pozdrawiam!

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl