Denko kosmetyczne

Denko lipiec 2018

Witajcie!

Znów spóźniłam się z denkiem, lecz tym razem po prostu bardzo długo się wahałam czy dodać ten post. Moje rozmyślanie wzięło się stąd, że w lipcu zużyłam niewiele. Cóż tu dużo mówić, mam otwartych sporo nowych produktów to i denko mniejsze. Ostatecznie zebrałam się w sobie i ponieważ przebywam na wyjeździe i bez Internetu to zaplanowałam właśnie denko na ten dzień. Na denkowej liście znalazło się kilka produktów, które należało zutylizować.

  1. Bielenda, gycol i vit C, serum odmładzające. Kupiłam je z myślą o stosowaniu w okresie jesienno/zimowym na przebarwienia po wypryskach. Chyba mam jakiegoś wybitnego pecha, ponieważ już któryś raz zdarza mi się, że produkt tego typu ląduje w koszu. Dlaczego? Cóż… za każdym jednym razem musi zmienić barwę – znak, że trzeba się gagatka pozbyć. Niby człowiek przechowuje w ciemni i chłodzie, a tu taka niespodzianka. Będę musiała kupić nowy produkt z witaminą C na jesień. Niestety nie podzielę się z Wami moimi odczuciami na jego temat, gdyż nie zdążyłam go użyć.

2. iossi, naffi krem nawlżający awokado i jojoba. Miniaturka kremu do twarzy, który był dla mnie zbyt treściwy. Doskonale sprawdzał się za to jako krem pod oczy. Wygładzał, nawilżał i pozostawiał film. Bardzo lubiłam również jego specyficzny zapach i naturalny skład. Z chęcią jeszcze kiedyś do niego wrócę.

3. Make me bio, bio krem pod oczy z witaminą E i ekstraktem z ogórka. Na chwilę obecną to mój ulubiony krem pod oczy. Nawilżał, ujędrniał skórę pod oczami i rozjaśniał sine cienie. Bardzo przyjemną miał woń oraz skład. Starczył mi na długi czas i ciężko było mi się z nim rozstać.

 

4. Maybelline, korektor fit me. Początkowo mi nie odpowiadał. Zdawało mi się, że moja skóra go wypija, bo bardzo szybko pod oczami miałam puste placki i nieco się ciastkował. Jeśli okolica oczu była dobrze nawilżona spisywał się rewelacyjnie. Idealny dla bladziochów i dużo lżejszy niż ulubiony korektor od Catrice. Współgrał z podkładem i pudrami, nie podkreślał załamań. Cena całkiem dobra – około 30 złotych w Rossmannie. Pewnie do niego wrócę. 

 

5. Halier, szampon fortesse. Pisałam Wam kiedyś, że ten szampon bez odżywki dla mnie nie może istnieć. Kołtunił mi włosy do tego stopnia, że miałam po prostu dreda którego nie dało się rozczesać. Przyjemny zapach karmelu go nie ratował. Dorze spisywał się na włosach mojego chłopaka, który twierdzi jednak że po kilku użyciach strasznie je wysuszał. Nie mogliśmy go wykończyć, mieszkał w szafce chyba z rok.

6. L’oreal, szampon Magiczna moc olejków. Trafił do mnie z przypadku, ponieważ chciałam kupić szampon odbudowujący, który chyba wycofali. Dobrze sprawdzał się na moich kłaczkach – wygładzał je, choć po dwóch myciach za bardzo je obciążał. Wtedy zamiast odświeżenia pojawiał się totalny oklap i miejscami tłuste włosy.

7. Medheal, maska Capsule 100 z kwasem hialuronowym. Mediheal poznałam przypadkiem, kupując z polecenia kolorowe maseczki w Lidlu. Potem natknęłam się na firmę ponownie w czasie See Bloggers, skąd przywiozłam właśnie wersję z kapsułką. Niestety po jej zastosowaniu na twarzy pojawiło się zaczerwienienie,a  na drugi dzień wysyp. Szkoda trochę, bo myślałam że choć raz koreańskie płachty się u mnie sprawdzą.

Jak poszły Wasze zużycia? Znacie któryś z produktów? Byliście zadowoleni? Czego byście spróbowali? 

 

 

 

 

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl