Pielęgnacja włosów

Włosowa aktualizacja lipiec-wrzesień 2018

Cześć!

W ostatnim kwartale ani razu nie napisałam Wam o tym co działo się z moją czupryną. Zawsze jakoś ten temat schodził na dalszy plan, a działo się przecież całkiem sporo. Chociaż w pielęgnacji nie było większej rewolucji, to kilka wybryków doprowadziło je do stanu obecnego. Krótko mówiąc, nie jest on zadowalający i reanimacja jest wskazana. Dziś o tym, co działo się przez ostatnie trzy miesiące życia moich włosów.

Szampony

Lista jest bardzo krótka, mimo że tygodni minęło sporo. Trzymałam się długo mojej zasady o dobrych składkowo szamponach i w łazience rozgościły się myjadła dwóch marek – Olaplex oraz Petal Fresh. Szampon z Olaplex zaskoczył mnie swym składem oraz tym, że włosy się kompletnie po nim nie plątały. Włosy zachowywały świeżość przez maksymalnie trzy dni i to chyba był największy mankament. Niektórym może wydać się to niepojęte, lecz moje włosy potrafią nie mieć krzty tłustej warstwy po tygodniu (myję je oczywiście częściej). Mimo wszytko uważam, że jak na szampon tego typu to całkiem niezły wynik. Znacznie gorzej jest w przypadku Petal Fresh, gdzie włosy lśniące, odbite u nasady pozostają jedynie przez dwa dni. Nie byłam jednak zaskoczona tym faktem ze względu na dominujące w składzie olejki – używałam wersji nawilżającej Grape Seed & Olive Oil i do włosów farbowanych Pomegranate & Acai. Ich zastosowanie sprawiło, że włosy stały się przyjemniejsze w dotyku.

Moją zmorą stał się suchy szampon Batiste. Wszelkie produkty tego typu wywołują u mnie swędzenie skóry głowy. W sytuacjach kryzysowych są jednak niezawodne, nawet mąka ziemniaczana wtedy przegrywa ponieważ jest niepraktyczna. Latem był moim wybawieniem, kiedy nagle budziłam się z nieświeżo wyglądającymi włosami. Moje włosy suszy się przez około 30-45 minut, stąd rano ich nie myję. Wstaję bardzo wcześnie i poświęcanie dodatkowej godziny na ogarnięcie kłaków jest mi nie na rękę. Wytrzymywałam więc swędzenie oraz zapach, który totalnie mnie męczył aż do wieczora. Uwierzcie mi, że było to spore poświęcenie.

Odżywki i maski

Moja pielęgnacja ograniczała się do minimum, dlatego sięgałam tylko po maskę Garnier Fructis Hair Food Goji oraz odżywkę i hair perfector od Olapex. Ponad miesiąc całkowicie poświęciłam produktom z serii Olaplex, chcąc sprawdzić obietnice producenta i ogólny wpływ na kondycję moich włosów. Zaskoczona była nawet fryzjerka, która uznała że przy radykalnym farbowaniu jakie wykonałam, włosy wyglądały naprawdę dobrze. Nie można mówić tu o całkowitej odbudowie czy braku złamań, lecz włosy zachowały blask i mimo zniszczonych końców dobrze się rozczesywały. Maska Garnier, stosowana przeze mnie głównie w lipcu i części września, posiada cudowny zapach, wygładza włosy i jest bardzo wydajna. Podoba mi się też całkiem jej skład, choć do w pełni naturalnych nie należy. Pod koniec ostatniego  miesiąca rozpoczęłam przygodę z odżywkami Kevin Murpy, które nadają włosom odcień beżowy lub różowy w zależności od wyboru wariantu. Kudełki są po nich gładkie i błyszczące, na chwilę obecną ciężko mi co więcej powiedzieć.

Olejki i inne dziwy

W czasie wakacji bardzo zaniedbałam olejowanie włosów. Do dziś nie mam pojęcia, co było tego przyczyną – brak czasu czy może jednak lenistwo. W każdym razie obiecuje poprawę, bo zmiany na gorsze są zauważalne! Starałam się pamiętać o zabezpieczaniu końców za pomocą olejku lub specjalnej odżywki Syoss, która leżała zapomniana na dnie koszyka. Oba produkty pozwalały mi uniknąć szarpania się z włosami po ich wysuszeniu.

Długość 68 cm

Objętość w kucyku 11 cm

Co się działo? Czego brakowało?

Moje włosy przeżyły chyba najgorszy okres od bardzo dawna. Potraktowałam je farbą Joanna, kładąc bardzo jasny odcień „Srebrny pył”, pozostawiając ciemne jedynie u nasady. Kolejnym grzechem był brak olejowania, co przy każdorazowym suszeniu suszarką i ekspozycji na słońce dało efekt piorunujący dosłownie i w przenośni. Ostatecznie przed weselem koleżanki wylądowałam na fotelu fryzjerskim, gdzie wykonany został zabieg odnowy, farbowanie i cięcie. Wdy też okazało się, że włos wcześniej zostały źle ścięte i na głowie miałam schody. Po cięciu pojawiła się niesforna grzywka, której wcale być nie miało. Niestety Pani fryzjerka zamiast lekko podciąć i wyrównać zostawiła sterczące z dwóch stron kosmyki. Włosy dobiłam stylizacją na gorąco przed każdym z wesel – przecież musiały być proste jak druty. Prostuję je raz na rok, lecz przy długiej liście przewinień to było gwoździem do trumny. Niby obecnie nie prezentują się źle, niby ładnie się kręcą i nawet potrafią być przyjemne w dotyku. To tylko pozory, potrzebne jest porządne cięcie i przerwa od farbowania. Tylko jak gdy chce się mieć zimne i jasne końce?

Zostanę przy ombre, lecz będę je robić jedynie w salonie coby nie maltretować biednych kręciołków. Powrócę też do olejowania i obiecuję brać suplementy i raz na zawsze wyrzucić uczulający mnie suchy szampon. Skorzystam też z rady mocnego cięcia, chociaż o połowę, by wyglądały lepiej. Postaram się też mniej traktować je suszarką, o ile pozwoli na to czas. Miejmy nadzieję, że do nowego roku odzyskają chociaż odrobinę swej świetności.

A Wy? Jak to jest z Waszymi włosami? Jakaś przemiana i obietnice na jesień? 

 

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl