Pielęgnacja ciała

Błysk w letnie dni z Indigo Argan&Almond Oil

Cześć!

Glow – efekt którego długi czas nie rozumiałam. Rozświetlenie kojarzyło mi się od zawsze ze świeceniem, którego nie znosiłam do granic możliwości. Podobnie jak nie przepadałam za ściąganiem na siebie uwagi, byciem w centrum. Możliwe, że właśnie to spotęgowało mój upór i zapieranie się rękami i nogami przed użyciem wszelkich świecących kosmetyków. Z czasem zaczęłam wychodzić ze swojej norki, coraz częściej wybierałam brokat na oko, brokat na ciało, aż do tego lata gdzie efekt totalnego rozświetlenia totalnie mnie w sobie zauroczył. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ dziś prezentuje Wam jeden z moich wakacyjnych must have – olejek Indigo Argan&Almond. Czy warto z nim zabłysnąć chociaż raz?

Indigo znane mniej lub bardziej 

Większość osób kojarzy markę Indigo jako renomowaną markę lakierów hybrydowych. Wiele polek wybiera ich lakiery ze względu na doskonałe krycie, dość gęstą formułę, trwałość i niebywałe kolory. Mało kto wie, że Indigo posiada także linię kosmetyków spa, których składnikami bazowymi są masło shea, olejek arganowy, olejek ze słodkich migdałów, ekstrakt z aloesu i inne. To produkty stworzone dla osób gustujących w intensywnych zapachach, ponieważ są silnie perfumowane.

Róż i już

Olejek Argan&Almond zamknięty został w poręcznej buteleczce w kolorze neonowego różu. Rzuca się w oczy z daleka, ale można dzięki temu spojrzeć na świat przez różowe okulary. Dzięki transparentności skupić się natomiast można na unoszącym się w cieczy świecącym pyle! Aplikator – pompka, w którą wyposażono produkt idealnie nadaje się do rozpryskiwania olejku na skórze, tworzy przy tym lekką mgłę nie zaś mokre plamy. Przywykłam też do faktu, że większość oleistych substancji bardzo szybko opuszcza butelkę lub spływa po aplikatorze, przez co klei się całe opakowanie i jest bardzo tłuste – tutaj zupełnie tego nie zaobserwowałam. Wewnątrz mieści się 100 ml produktu, niestety nie wiadomo przez jaki okres można go używać – brak oznakowania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powietrze pachnie jak malinowa mamba

Wbrew pozorom, produkt nie pachnie orzechami, choć aromat jest iście letni – kosmetyk pachnie malinami, a właściwie malinową mambą. Na myśl przywodzi mi tym samym czas beztroski, dzieciństwa i wakacji. Olejek Argan&Almond posiada rzadką konsystencję, oczywiście jest lekko śliski i tłusty. Na dnie butelki spoczywa brokat, dlatego trzeba ją mocno wstrząsnąć przed aplikacją. Patrzenie na tworzącą się zawiesinę naprawdę potrafi hipnotyzować – niczym droga mleczna, srebrny pył… dobra bo mogłabym tak w nieskończoność. Sam olejek jest bezbarwny, chociaż brokat nadaje mu srebrno, złotą poświatę.

Riki tiki, a składniki?

Lista składników jest bardzo krótka. Na szczycie pojawia się olejek migdałowy, który jest tańszy od oleju arganowego – choć ten również pojawia się dość wysoko. Poza tym mamy substancje właściwie poboczne odpowiadające za zapach i konsystencję oraz składnik o działaniu antyoksydacyjnym.

  • Prunus Amygdalus Dulcis Oil – olej ze słodkich migdałów; nawilża, tworzy na skórze film ochronny, ujędrnia i nadaje się do skóry suchej i wrażliwej; zawiera witaminy A, B1, B2, B6, E oraz kwasy tłuszczowe nienasycone – oleinowy i linolowy.
  • Isopropyl Palmitate – palmitynian izopropylu; ciekły wosk, emolient suchy, wpływający na właściwości aplikacyjne produktu,
  •  Isohexadecane – izoheksadekan; emolient suchy, wpływa na właściwości aplikacyjne produktu,
  •  Argania Spinosa Kernel Oil – olej arganowy; nawilża, wzmacnia skórę, działa regenerująco, kojąco i chroni przed działaniem czynników zewnętrznych,
  •  Parfum – zapach,
  •  d-Limonene – limonen; jest cieczą pochodzącą z naturalnych eterycznych pomarańczy, cytryny czy kminku, ma działanie antybakteryjne, antyoksydacyjne,
  • Hexyl Cinnamal – aldehyd heksylocynamonowy; składnik substancji zapachowych.

Co na to producent?

Wskazówki producenta w zasadzie to nie istnieją. Postawiono na krótki i konkretny przekaz – unikamy oczu, stosujemy na zewnątrz i wstrząsamy przed naciśnięciem spustu aplikatora. Natomiast na stronie znajdziemy opis zachęcający nas do użycia. Po co się rozwodzić, przecież wiadomo że jak olejek to człowiek ma się spryskać, a potem leżeć i pachnieć… albo też świecić.

Blask z olejkiem Argan&Almond

Kiedy Indigo wysłało paczkę niespodziankę w ramach konkursu związanego z See Bloggers, nie spodziewałam się że w zadaniu dla „Nailinfluencera” znajdę produkt do ciała. Moje zaskoczenie było tym większe, że olejek został misternie zapakowany w pudełko pełne delikatnych różowych piór – w końcu róż to kolor niemalże przewodni dla marki. Pierwsze 15 minut od otwarcia spędziłam na zabawie i potrząsaniu olejkiem. Zakochałam się w tym unoszącym się w górę i w dół pyłku/brokacie. Ponieważ nie przepadam za oleistą warstwą na skórze, musiałam się nastawić psychicznie. Kiedy wypróbowałam go pierwszy raz, nie bardzo przyglądałam się mojej skórze. Pył osiadł delikatnie, był dobrze rozprowadzony, olejek szybko się wchłoną. Przy kolejnym użyciu zauważyłam jak bardzo rozświetlona jest skóra na rękach, dlatego postanowiłam zaaplikować też na dekolt i nogi. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, efekt był niesamowity. Od tamtej pory używałam go przed wyjściem na plaże, przez sesją zdjęciową czy od tak przed wyjściem na spotkanie ze znajomymi. Glow jakie tworzy jest wyraziste, a zarazem na swój sposób subtelne. Zdarza mi się przesadzić z jego ilością, wtedy delikatnie wcieram go w ręce czy nogi, by na ubraniach nie pojawiły się tłuste plamy. To wyjątkowo lekki produkt, przypominający nieco suchy olejek który dobrze nawilża i pozostawia skórę aksamitną w dotyku. Zapach jest na tyle silny, że moja druga połowa już po jednym pryśnięciu pyta po co się tak wyperfumowałam. Na szczęście da się z nim wytrzymać, a nawet jest przyjemny i staje się lżejszy po kilku chwilach.

Bardzo żałuję, że nie mogę pokazać Wam efektu na skórze. Niestety bardzo ciężko go uchwycić, niekiedy widać go na zdjęciach. Nie chciałabym mimo wszytko zepsuć Wam o nim wyobrażenia przez nieumiejętne próby prezentacji – widziałam na niektórych nagraniach, że dziewczyny wyglądały jakby po prostu wylały na siebie jakąś świecącą ciecz.

Kupicie go na stronie marki w cenie 32 złote/100 ml, co oznacza że nie ma tragedii. Sam olejek jest bardzo wydajny i powinien wystarczyć na całe wakacje. Możecie go używać również na specjalne imprezy – wesela, imprezy rodzinne czy studniówkę, bal.

Lubicie lekkie glow na skórze? Może wolicie wyraziste? Olejki takie jak ten w wakacje Wam towarzyszą?

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl