Denko kosmetyczne

Denko czerwiec 2019

Cześć!

Lipiec, choć kojarzy mi się z odpoczynkiem, spokojem i zapachem ścinanych traw, zaczął się na wysokich obrotach. Lubię kiedy narzucane jest tempo, chociaż zdarza się że mnie przytłacza zbyt dużo zajęć i szybko lecący czas. Zanim na dobre wejdę w nowy miesiąc należałoby zrobić mały rozrachunek, powyrzucać puste opakowania i niepotrzebne rzeczy. Dziś o tym co wylądowało w koszu – projekt denko czerwiec 2019.

  1. Affect, puder transparentny. Obawiałam się go nieco, ponieważ ma w składzie talk. Ciężko teraz kupić puder czy podkład które go nie zawierają i postanowiłam zaryzykować. Produkt jest biały, sypki i dobrze się nakłada. Nie zauważyłam by bielił moją cerę, choć oczywiście ją lekko rozjaśnia jeśli przesadzę z ilością. Całkiem nieźle utrzymuje makijaż w ryzach, chociaż bywały podkłady z którymi nie współpracował i całość się ważyła. Dobra cena i działanie, warto spróbować.
  2. Hean, korektor kamuflujący w odcieniu 61. Dobra cena i dobrze kryjący produkt. To już moje kolejne opakowanie i nadal jestem z niego zadowolona. Odcień idealny dla bladziochów, spróbowałam też 63 ale jest zdecydowanie ciemniejszy. Alternatywa dla znanego każdemu Catrice. Bezproblemowo się nakłada, chociaż zdarza mu się zbierać w załamaniach.
  3. Kerastase, szampon Kąpiel Ultrafiolet i odżywka Cicaflash Blond Absolu. Pisałam o całej serii w poście Chłodny blond z Kérastase. Są to produkty zdecydowanie godne polecenia, tyle że dość kosztowne. Żadne kosmetyki nie chłodziły mi blondu, dodatkowo pielęgnując go zamiast niszcząc. Zostało mi jeszcze serum i korzystam z niego po każdym myciu.
  4. Vis Plantis, Olejek pod prysznicyerba mate+monoi. Kupiłam olejek ze względu na liczne polecenia marki. Trochę się rozczarowałam, ponieważ jest bardzo rzadki i szybko spływa ze skóry. Brak uczucia oczyszczenia czy złagodzenia podrażnień. Po prostu był dla mnie nijaki i raczej kolejnego nie wypróbuje.
  5. Mixa, płyn micelarny. Nie mam bladego pojęcia co mnie podkusiło, że kupiłam z tej serii płyn i mleczko. Oba produkty spisały się średnio, a mleczko dodatkowo mnie uczulało. Płyn szczypie w oczy, po mimo że miał mieć delikatne działanie. Miałam też problem z usuwaniem tuszu i musiałam się sporo namęczyć. Z podkładami radzi sobie całkiem nieźle, ale i tak ponownie nie kupię.
  6. Elizavecca, Carbonated bubble clay mask. Kupiłam ją dawno temu i nałożyłam raz. Nie pamiętam czemu mi się nie spodobało jej działanie, ale coś musiało się dziać skoro ponownie po nią nie sięgnęłam – a ja tego typu maski kocham. W każdym razie nie będę Wam zmyślać, wyrzucam bo się przeterminowała.
  7. Garnier mineral, antyperspiranty w kulce. Od dawna moje ulubione. Mają bardzo delikatne zapach, nie podrażniają i doskonale radzą sobie z potem. Kolejna kulka właśnie u mnie zamieszkała.
  8. NARS, szminka Flair. Mój ukochany kolor – soczysta, burgundowa czerwień lekko połyskująca lekko na ustach. Znalazłam ją w Tk Maxxx i później nie trafiłam na tak cudowną pomadkę. Zniszczyła mi się podczas sylwestra, kiedy zamknęłam zapominając ją zakręcić. Potem jeszcze nie raz miałam ją na ustach, ale czas najwyższy się rozstać. Chociaż nie należała do najbardziej trwałych i lubiła odbijać się na ustach, ponownie bym nabyła.
  9. Pixi, chusteczki do demakijażu. Przydatny produkt, szczególnie na wyjazdach kiedy chcemy jak najmniej zabrać oraz w poprawianiu makijażu. Delikatnie usuwają makijaż, ale przy tym dokładnie. Szkoda, że nie widziałam ich nigdzie stacjonarnie.
  10. Hapy Vegan, Vegan Mask. Maseczka nawilżająca którą otrzymałam od kherblog. Pozostawiła skórę gładką i wyspokojoną. O dziwo nie przyczyniła się jak większość płacht do powstania białych kropek i zaskórników.
  11. Unitouch, Relax i Outdoor. Bardzo lubię maseczki tej firmy ponieważ zawierają srebro i złoto, a ich płachty są własnie w takich kolorach. Są bardzo mocno nasączone i trzeba uważać, by nie skapnęło nam nic na ubrania. warz jest po nich zawsze gładka, wypryski zdecydowanie mniej czerwone i nabrzmiałe, a skóra bardzo dobrze nawilżona.
  12. Selfie Project, maseczka peel-off shine like a pearl. Zawsze miałam jakiś awers do tej firmy, a teraz to już zupełnie. Maska jest bardzo gęsta, ciężko ją nałożyć, mocno się klei i dodatkowo śmierdzi alkoholem. Ciężko to znieść , już nie mówiąc o tym, że przy ściąganiu można zaliczyć depilacje każdego włoska na skórze. Nie robi nic dobrego, wręcz wysusza skórę.
  13. A’Pieu, Grapefruit. Maseczka niekoniecznie mi się sprawdziła. Po jej ściągnięciu skóra była lekko rozświetlona i lepka, ale pojawili się też niechciani goście.
  14. I’m from, Mugwort Mask. Kocham tą maskę! Można by rzec, że stała się moją ulubioną z testowanych w ciągu ostatnich miesięcy. Gęsta, ale nakłada się ją świetnie. Gołym okiem widać w niej fragmenty roślin i posiada piękny naturalny zapach. Po zmyciu skóra jest miękka, nawilżona i dobrze oczyszczona. Mój mały hit i mam zamiar do niej wrócić.
  15. Bioderma, płyn micelarny hydrobio. Zapomniałam zrobić mu zdjęcia. Był tak malutki, że w niecałe trzy tygodnie zużyłam cały. Początkowo myślałam, że jest dość kiepski i nie byłam zadowolona ze zmywania przez niego tuszu. Potem jakoś nauczyłam się szybciej pozbywać czarnego mazidła, odpowiednio pocierając oko. Ogromną zaletą jest, że nie szczypie i nie uczula, natomiast największa wada to wysoka cena.

Tak właśnie docieramy do końca mojego denka. Czy dużo czy mało zużyłam oceńcie sami. Maseczki udało mi się w większości wykorzystać, dzięki wyzwaniu Anety z bloga Cosmeticosmos i bardzo się z tego powodu cieszę, choć ubolewam że nie dotarłam do końca.

Co Was zaintrygowało? Macie jakiś swój hit ostatniego miesiąca?

 

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl