Denko kosmetyczne

Denko kosmetyczne lipiec 2019

Cześć!

Ze skrajności w skrajność – jak milczałam, tak teraz lecę posty jeden za drugim. Myślałam, że ta duchota nie będzie sprzyjać kreatywności, tymczasem przed urlopem nawet mam trochę sił do działania. Mam nadzieję, że jeszcze za mną nadążacie! Po nowościach w kosmetyczce przyszedł czas na podsumowanie zużyć, których tym razem nie było aż tak wiele. Znalazło się kilka perełek i kilka tych mniej lubianych produktów. Ciekawi co trafiło do kosza, do czego wrócę i co znalazło się na czarnej liście? Ciekawych zapraszam do lektury.

  1. Calluna Medica, maski na biocelulozie Poland i Russia. Chyba po raz pierwszy zdarza mi się, żeby produkty które pojawiają się w nowościach jednocześnie znalazły się w denku. Niestety maseczki do twarzy, które otrzymałam w ramach testów miały bardzo krótki termin przydatności, dlatego postanowiłam zrelaksować się nakładając je na twarz w lipcowe wieczory. Poland to maska zawierająca owies i jogurt, dzięki którym pozostawia twarz nawilżoną, gładką i odżywioną. Russia ma bardzo specyficzny, naturalny zapach i dzięki aktywnym składnikom – kawiorowi oraz arktycznej róży ma przeciwdziałać procesom starzenia. Po jej użyciu moja skóra była wyjątkowo aksamitna, napięta i wyglądała zdrowiej. Składy tych produktów są naprawdę świetne i chociaż kosztują całkiem sporo to warto na nie zwrócić uwagę. Teraz trwa promocja, więc nie wykluczone że wypróbuję kolejne propozycje, tym bardziej że większość masek w płachcie się u mnie nie sprawdza, a tutaj efekt był wyjątkowo dobry.
  2. Pianka w żelu Rituals, The Ritual of Yalda. Na blogu pojawił się o tym kosmetyku dość długi post, znajdziecie go wpisując Rituals w lupkę. Nie byłam zachwycona tą pianką, głównie ze względu na skład i duszący, sztuczny zapach. Koniec końców zużyłam ja jako piankę do golenia nóg. Pierwszy raz zawiodłam się na tej marce i jest mi z tego powodu przykro. Raczej nie kupię innej wersji.
  3. Solverx, Emulsja pod prysznic, sensitive skin wersja dla mężczyzn. Z mojego M. bardzo ciężko wydusić jakiekolwiek słowa pochwały jeśli chodzi o testowane produkty. Czasem jak mu się coś spodoba to wiem od razu. Tutaj mimo pytań usłyszałam jedynie, że żel jak żel. Ponieważ kilka razy pomyliłam butelki, to przekonałam się że kosmetyk jest delikatny dla skóry, ma taką samą konsystencję jak wersja damska i od razu czuć da kogo został stworzony. Jeśli szukacie prezentu dla chłopaka albo męża, który ma wrażliwą skórę na pewno mu się sprawdzi.
  4. COSRX, AHA/BHA tonik. Rzadko sięgam po toniki, mimo że wpaja się od lat że są podstawą każdej pielęgnacji. W moim przypadku tylko te koreańskie nie robią mojej cerze krzywdy, nie śmierdzą z dala alkoholem i nie przesuszają. COSRX męczyłam długo, ale był to tonik wart swojej ceny, bardzo wydajny i doskonale spisał się przy cerze kapryśnej. Ratował mnie z opresji, gdy na skórze pojawiała się kaszka czy większe wypryski. Bardzo wygodne było również używanie go jako mgiełki aplikowanej bezpośrednio na twarz. Polecam sprawdzić ofertę marki, ponieważ mają mnóstwo dobrych produktów.
  5. Kosmetyki DLA, Anyżowa ziołomyjka, próbka. Otrzymałam tą miniaturkę podczas tegorocznego See Bloggers. Ponieważ po wielu konsultacjach z moją doktor, dowiedziałam się że stosowanie płynów do higieny intymnej wcale nie jest takie dobre, długo nie sięgałam po specjalne kosmetyki. Ten żel to tylko naturalne składniki, dlatego trzeba mieć na uwadze wszelkie podrażnienia. U mnie nic takiego nie wystąpiło, jest bardzo delikatny, wcale się nie pieni i nie wywołuje żadnego dyskomfortu. Może z tego powodu tak wiele osób go lubi i wciąż do niego wraca. Myślę, że powrócę do niego.
  6. Uriage, Hyseac pasta SOS. Kupiłam ją wieki temu, ale nie chciała się wcale skończyć. Myślałam, że będzie dobra na wyciąganie i zasuszanie dużych wyprysków. Okazała się jednak zbyt gęsta,  gdy wyprysk był rozdrapany niemożliwością była jej aplikacja. Poza tym domycie rąk to też był wyczyn, zazwyczaj tak się przykleja że nawet mydłem ciężko sobie poradzić. Nie zauważyłam za to jakiegoś spektakularnego działania, trochę podsuszała nieprzyjaciela, ale nie zwalczała go. Później tak czy siak trzeba było go dobijać innymi metodami. Nie kupiłabym jej drugi raz, są lepsze i tańsze produkty.
  7. Catrice, velvet matt. Genialny miał pomysł ten, kto wymyślił kredkę której się ani nie temperuje ani nie wykręca. Początkowo byłam przekonana, że gdy trochę jej ubędzie po prostu przekręcę dół i pojawi się dalsza część rysika. Nic z tego, ależ dałam się nabrać! Kredka wypisała się po kilku użyciach, a ja zostałam z nią w ręce i z niedokończonym makijażem. Taki miała idealny kolor i kształt. Szkoda, że ktoś wybrał takie właśnie rozwiązanie. Radzę unikać, za tą cenę można kupić kredki które posłużą nam dłużej i też zrobi dobrą robotę  – chociażby Lovely, Wibo czy Hean.
  8. Neulii, płatki nasączone BHA i PHA. Płatki na próbę podarowała mi kherblog, ponieważ przed zdjęciami okropnie wysypało mnie na brodzie i za nic w świecie nieprzyjaciele nie chcieli jej opuścić. Byłam bliska płaczu, bo dawno nic tak bolącego i dużego nie pojawiło się u mnie na cerze. Oto przyszła z pomocą i co, stało się! Płatki naprawdę zadziałały i kolejnego dnia nieprzyjaciela prawie nie było widać, podsuszył się i wystarczyło go wygoić. Ogólny stan cery też był o wiele lepszy. Póki co zużyłam dwa, ale widzę że takie produkty z kwasami bardzo dobrze służą mojej cerze. Ponieważ marka nie jest mi znana, będę chciała zgłębić temat co jeszcze mają w ofercie.
  9.  Efektima, peeling kokosowy. Miniaturki peelingów otrzymałam w zeszłym roku podczas Meet Beuty. Z całej trójki  (czarny węglowy, zielony peeling algowy z zieloną herbatą) ten był najlepszy, ale i tak zużywałam go na raty. Gęsta i śliska konsystencja z ogromem drobinek. Niby lekko nawilżał skórę, ale bardziej przypominał mi balsam aniżeli peeling. Lubię dobre zdzieranie naskórka, a on się do tego nie nadawał. Polubiłam się z jego zapachem. Przyjemny, ale nie na tyle bym kupiła pełnowymiarową wersję.
  10. Tuva Siberica, szampon przeciw wypadaniu Deer Moss. O duecie marki Natura Siberica pisałam jakiś czas temu. Jak przystało na kosmetyki naturalne odznaczał się on specyficznym zapachem, choć do zniesienia. Jako jeden z nielicznych szamponów nie plątał mi mojej czupryny i wręcz wygładzał włos. W połączeniu z odżywką pozostawiał włosy lejce, sprężyste i miłe w dotyku. Zużyłam go nieco później niż odżywkę, ponieważ rzadko używam tego samego szamponu przez cały czas i mam tendencję do nakładania za dużych porcji odżywek czy masek. Polecam przyjrzeć się temu produktowi, byłam z niego bardzo zadowolona. Niestety nie odpowiem Wam czy wpłyną jakkolwiek na wypadanie i porost włosów, bo zwyczajnie tego nie obserwowałam.
  11. Yves Rocher, mydło do rąk Golden Tea z edycji limitowanej. Przed świętami trafił do mnie cały zestaw kosmetyków z edycji limitowanej The Dore. Zapachy tej serii są przyjemne, aczkolwiek nie będą odpowiadać każdemu, ponieważ odnoszę wrażenie, że kryją się w nich jakieś męskie nuty. Mydełko świetnie sprawdzało się zarówno w kwestii usuwania tłuszczu i brudu z dłoni, jak i do szorowania moich gąbeczek do makijażu.
  12. Golden Rose, Prime &Prep. Pomadka ochronna pod matowe szminki. Niestety nie używałam jej zbyt często. Bieliła usta i nie czułam po jej aplikacji specjalnej ochrony czy nawilżenia. Ostatecznie zaczęłam wybierać pomadki o satynowym czy matowym wykończeniu, które nie wysuszają moich ust. Prawie cała wylądowała w koszu, bo jej termin przydatności się kończył.
  13. GR, Face Shaping Stick. Lubię lekko konturować twarz, ale nie potrafię posługiwać się produktami do konturowania w płynie czy w sztyfcie. Ciężko się je rozciera i bardzo często mają lepką, gęstą konsystencję. Obawiam się przez to zapychania mojej cery – jest to bez wątpienia ciężki produkt. Zużyłam tylko żółtą wersję nadającą się idealnie pod oczy. Brązowe odcienie wypróbowałam, ale efekty nie były najlepsze. Ostatecznie również ląduje w koszu, bo zawadza w toaletce i termin się kończy.
  14. Vollume Million Lashes, mascara so couture. Od lat wybieram L’Oreal jeśli chodzi o tusze, ponieważ prawie nigdy nie zawodzą. Wypuścili dwie wersje które okazały się dla mnie za rzadkie i schły odrobinę za długo, ale od tamtej pory powracam do moich ulubieńców – czarnego,złotego i fioletowego. Wszystkie podkreślają rzęsy, tworzą firanki, a nie posklejane nieestetycznie kołtuny. Polecam wypróbować chociaż raz i kupować w sklepach internetowych, ponieważ zapłacicie 1/3 tego co w drogerii za rogiem.
  15. Avon, mgiełka do ciała orchidea i borówka. Po mgiełki do ciała sięgam latem, by nie dusić nikogo mocnymi perfumami. Świetnie się sprawdzają, jeśli chcemy też się odświeżyć i lekko czymś spryskać skórę. Wybrałam dwie propozycje od Avon i tylko borówka prawie dobiła dna. Resztkę musiałam wylać ponieważ zapach całkowicie zwietrzał. Niestety w tych produktach zawsze wyczuwany jest alkohol, dlatego lepiej poszukać czegoś co rzeczywiście będzie przyjemnie pachnieć.

Mam nadzieję, że niczego nie pominęłam w moim podsumowaniu. Staram się wszystko zawsze sobie zapisać czy zachować, by podzielić się z Wami krótką recenzją. Jak widać w świecie kosmetyków można napotkać perełki i buble, ale wiadomo każdemu z nas może sprawdzić się coś inaczej dlatego warto próbować.

 

Co jest hitem Waszych zużyć? Czego ostatnio z chęcią się pozbyliście? Jak Wasze denko?

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl