Denko kosmetyczne

Denko kosmetyczne sierpień 2019

Cześć!

Lato powoli odchodzi w niepamięć i dobiliśmy już do pierwszego jesiennego miesiąca. Dla mnie to będzie czas wielu wyzwań i wyrzeczeń, ale też dobrej zabawy i miejmy nadzieje uśmiechu. Zanim jednak na dobre wejdę we wrześniowy czas, należałoby podsumować ostatnie zużycia i podliczyć wszystko co trafiło do kosza. Denko kosmetyczne sierpnia może wydawać się małe, ale czy tak rzeczywiście jest?

  1. Super Foods for Hair damaga control, szampon. Seria Super Food stworzona została przez markę Petal Fresh, którą znam i lubię od dawna. Produkty z jarmużem, keratyną i omega trzy są nawet fajne, ale na dłuższą metę nie mogłam ich stosować, bo włosy szybko traciły świeżość. Natomiast szampon bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i nie plącze jak w przypadku większości produktów tego typu. Więcej o nim znajdziecie we wpisie na blogu, wystarczy wpisać w lupkę „super food”. Na dzień dzisiejszy nie mam pojęcia, czy do niego wrócę.
  2. Solverx, emulsja do kąpieli do skóry wrażliwej wersja dla kobiet. Markę Solverx jak wiecie bardzo polubiłam i popełniłam długi wpis na temat tej i innych emulsji. Wersja dla skóry wrażliwej kobiet posiada lekki zapach który nie do końca mi odpowiadał – wolę go jednak niż podrażnioną skórę. Żel dobrze oczyszcza i łagodzi swędzenie, jeśli zdarzy mi się drapać po proszku bądź źle dobranym balsamie. Na pewno to nie jest ostatni raz gdy pojawił się w mojej łazience.
  3. Gliss Kur, Liquid Silk. Kupując go w pamięci miałam lejące i niesamowicie miłe w dotyku włosy z czasów gimnazjum. Tymczasem szampon powodował swędzenie, włosy były oklapłe, plątały się i nie ogólnie rzecz ujmując nie wyglądały dobrze. To nie pierwszy raz gdy produkty tej marki mnie zawodzą i w przyszłości daruję sobie testy kolejnych.
  4. Anwen, Proteinowa Orchidea  Emolientowa róża, odżywki do włosów wysokoporowatych. Odżywki kupiłam ze względu na to, że większość produktów Anwen sprawdzała mi się dobrze. Niestety te dwie odżywki działały znośnie jedynie kiedy mieszałam je razem. Emolientowa róża stosowana w pojedynkę sprawiała, że włosy się jeżyły, były w dotyku jak szczota do podłogi i nie mogłam ich w żaden sposób ułożyć. Proteinowa orchidea raz super je wygładzała, innym razem nagle wyglądałam jakbym podłączyła się do kontaktu, tak się elektryzowały. Staram się utrzymać równowagę emolienty-proteiny itd. więc to nie to, po prostu jakoś nie mogłam do końca się z nimi dogadać. Chyba wrócę do maski Anwen którą miałam dawno temu, bo zdecydowanie lepsze dawała efekty.
  5. Pharmaceris peeling do skóry głowy. Znalazłam go w czeluściach mojej szafki i wcale mnie nie zdziwiło, że o nim zapomniałam. Peeling Pharmaceris dobrze się sprawdza jeśli chodzi o oczyszczanie i masaż, ale już dawno zrezygnowałam z rozwiązań z granulkami które się nie rozpuszczają. Dlaczego? Na moich włosach to totalnie nie ma sensu, ponieważ spłukanie ich nawet kilkukrotne nie daje gwarancji pozbycia się granulek z głowy. Poza tym nie wszystkie granulki są naturalne, części z nich to polimery i o ile ja bronię ich rękami i nogami w wielu kwestiach, to akurat używanie ich w kosmetykach to najgorsze z możliwych rozwiązań. Nie pamietam jak było w przypadku tego peelingu, ale niestety muszę spisać go na straty.
  6. Próbki Clochee, cosnature i O2skin. Próbki staram się zużywać szczególnie na wyjazdach, ale te do pielęgnacji cery wrzucam często do paczek moim znajomym lub osobom kupującym ode mnie ubrania na vinted. Sama nie przepadam za tak krótkim testem albo sprawdzaniem kremu podczas podróży, a niekiedy ktoś mi takie próbki wrzuci do paczki niespodzianki lub gazety. Te się przeterminowały.
  7. Peeling kawowy. Niestety nie pamiętam marki, ale zużyłam kolejny peeling kawowy do ciała, który działał tak samo dobrze, a nawet lepiej jak te od Boody Boom. Pachniał aromatyczną parzoną kawą i niesamowicie ścierał dzięki odrobinę większym ziarenkom. Jak kiedyś sobie przypomnę to dam Wam znać jaka jest jego nazwa, tymczasem musicie mi wbaczyć.
  8. Peelng La Piel, Sugar babe. Cudowny! Zakochałam się we wszystkich produktach tej marki, ale peeling zdecydowanie jest najlepszym. Przepiękny świeży zapach, drobne suszone kwiaty i co najważniejsze olejki doskonale nawilżające skórę. Kwiatki są trochę kłopotliwe, należy pamiętać o ich wybieraniu ponieważ mogą zatkać nam odpływ, ale cukier rozpuszcza się i nie szkodzi środowisku. Bardzo wydajny i niesamowicie wpływający na zmysły!
  9. Sally Hansen, środek do usuwania skórek. Zostało mi go jeszcze trochę, ale już przyszła pora na rozstanie. Chyba nigdy nie uda mi się tego kosmetyku zużyć przed terminem, ponieważ jest bardzo wydajny. Przez tyle lat nie znalazłam dla niego następcy. Muszę koniecznie sprawdzić sobie nowy!
  10. Lakiery hybrydowe Neo Nail, Indgo, Vasco Nails, Claressa, Victoria Vynn i wiele więcej. W tym miesiącu rozstałam się  z ogromem lakierów hybrydowych. Zawsze mi się wydawało, że mają one nieskończenie długi okres przydatności, myliłam się niestety. Mam nauczkę by więcej nie kupować tylu kolorów, skoro robię paznokcie tylko sobie i to w dodatku sporadycznie. Myślę by na dobre odejść od hybryd, bo moich paznokci od ponad roku nie udało mi się doprowadzić do ładu, a od tamtej pory nie miałam hybrydy ani razu. Cóż kwestia do przemyślenia, tym bardziej że widzicie na załączonym obrazku sporo praktycznie nowych lakierów które wylądowały w  koszu. Moimi ulubionymi są Vitoria Vynn seria Pure, Vasco i Ne Nail. Indigo były dla mnie za gęste,  Semilaca miałam tylko specjalną farbę do wzorków, a Claressa fanie się spisywała kiedy wypuścili nową serię (zdecydowanie gęstszą od poprzedniej). 

Tak oto prezentują się moje zużycia sierpnia. Więcej wylądowało w koszu ze względu na utratę terminu, ale staram się teraz raczej zużywać niż kupować więc taka sytuacja nie powinna się powtórzyć.

 

Jak u Was denko? Robicie hybrydy? Zdarzyło Wam się wyrzucić sporo kosmetyków?

 

 

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl