Denko kosmetyczne

Denko kosmetyczne wrzesień-październik 2019

Cześć !

W zeszłym miesiącu nie pojawił się żaden post, a co za tym idzie nie podzieliłam się z Wami denkiem. Zdjęcia zrobiłam, choć ku mojemu przerażeniu zniknęły one z biblioteki! Sfiksowałam przez chwilę, zastanawiając się czy aby na pewno mi się nie przyśniła ta cała  sesja fotograficzna pustych opakowań. Wczoraj ładując październikową część znalazłam je  na karcie – po prostu niechcący je usunęłam. Dochodząc do meritum, zapraszam Was na denko wrzesień/październik 2019! Rozsiądźcie się wygodnie w fotelu, bo będzie to post tasiemiec…

  1. Ryżowy puder od Wibo. Chyba jako jedna z nielicznych osób nie jestem fanką tej marki. Produkty niby nie są złe, ale odnoszę wrażenie że wszystkie tanie brandy postawiły sobie za cel wyglądać ekskluzywnie i kopiować design od tych droższych. Ceny zostały podniesione, chociaż jakość nadal pozostawia sporo do rzeczenia. Co do samego pudru, kupiłam go podczas Rossmannowskiej wyprzedaży tylko ze względu na to, że wciąż poszukuję idealnego pudru. Niestety pierwszy mankament zauważyłam już w sklepie – brakowało na nim składu. Dla mnie to jest nie do przyjęcia, szczególnie że moją cerę zapycha talk i interesuje mnie czy puder ryżowy coś wspólnego ma z nadaną mu nazwą. Sprawdziłam go na stronie Internetowej i na szczęście był nawet dobry. Jeśli chodzi o działanie pudru, tworzy on na cerze delikatną warstewkę utrwalającą, nie bieli i nie pyli. Nie był najgorszy i może kiedyś z niego skorzystam, natomiast nie zapadł mi szczególnie w pamięć.
  2. O2Skin, krem pod oczy. Jeśli szukacie czegoś co Was rano skutecznie pobudzi i lubicie odrobinę mocniejszych wrażeń to ten produkt jest dla Was. Szybko wchłaniająca się formuła, gęsta konsystencja i treściwy skład. Wydawać by się mogło, że wszystko jest wspaniale – krem wygładza, nawilża i napina skórę pod oczami. Niestety po nałożeniu mamy efekt, jak w przypadku dodatku papryczek chilli do pomadek, krem lekko szczypie skórę pod oczami. Moje niestety aż zaczynały łzawić, mimo że trwa to tylko krótką chwilę. Raczej nie będę do niego wracać.
  3. O2Skin, oxygen water, serum. Bardzo lubię wszelkiego rodzaju sera, ale zwykle mają one wodnistą formułę. Tutaj mamy do czynienia raczej z lekkim kremem, który po chwili się wchłania. Wiele osób poleca je ze względu na dobry wpływ na cerę trądzikową, ja niestety nie zauważyłam by stan mojej się poprawił. Zdziwiło mnie, że rurka od pompki dozującej wykrzywiła się wewnątrz niemal po miesiącu. Ostatecznie spora część serum trafiła do kosza, bo przestałam mu jakoś ufać.
  4. Alverde, podkład mineralny w kremie. Specyficzny produkt, o specyficznej formule. Lekki, mający konsystencję musu kosmetyk, chociaż nieco połyskiwał jakby rozdzielał się na warstwę olejową i wodną. Miałam mały problem z jego aplikacją, ponieważ zostawiał smugi i odrobinę się mazał. Podkład niestety nie spełnił moich oczekiwań, zapychał mnie, był zbyt ciemny i nie trzymał się na cerze zbyt długo.
  5. Semilac, korektor. Kolejna z marek, za którą nie przepadam. Uważam, że marka była całkiem niezła jeśli chodzi o branże lakierów do paznokci i niepotrzebnie pchali się w kolorówkę. Korektor jest bardzo jasny, więc idealnie dopasował się do mojej cery. Ma konsystencję podobną do kultowego Catrice, ale zdecydowanie gorzej kryje, podkreśla wszelkie załamania i wysusza skórę pod oczami. Minusem jest też mała pojemność, bardzo szybko się go wykańcza.
     

     
  6. Nature me, olejek z czarnuszki. Olejek dostałam od koleżanki, ponieważ nie odpowiadał jej jego zapach Mi on zupełnie nie przeszkadzał. Olejek dodawałam głównie do ciepłej wody lub stosowałam zmieszany z innym olejkiem na suche włosy. Niewiele mogę o nim powiedzieć, poza tym że dobrze je nawilżał i pozostawiał błyszczące podobnie jak
  7.  Nacomi, serum do końcówek z olejkiem awokado. Było ono zbyt ciężkie by stosować je na końcówki, natomiast idealnie nadawało się jako olej w mieszankach.
  8. L’Oreal, maska lipidowa. Kolejny produkt, który nie sprawdził się u moich koleżanek, za to u mnie spisał się doskonale. Maska jest dość ciężka, ale moje włosy to kochają – pięknie je wygładzała i pozostawiała sypkie. Minusem jest oczywiście jest cena, uważam że stanowczo za wysoka. W promocji warto się na nią skusić, szczególnie jeśli Wasze włosy są suche i zniszczone.
  9. Petal fresh, Super Foods, Shampon akai, witamina C i olejek makadamia. Nowa seria od Petal Fresh zaskoczyła mnie nawet na plus w wersji zielonej, natomiast szampon w wersji do włosów farbowanych niekoniecznie się spisał. Dość dobrze myje i pozostawia włosy wygładzone, ale bardzo skraca czas między myciami. Nie jestem przyzwyczajona do mycia kłaczków codziennie czy co drugi dzień i strasznie mnie to wkurzało. Lepiej spisał się u mojego lubego, któremu nawilżał i zmiękczał włosy.
  10. Kallos, maska figowa. Jedna z lepszych masek Kallosa. Posiada cudowny zapach, pięknie dociąża włosy i niesamowicie po niej lśnią. Używam jej głównie jako bazy do fioletowej maski chłodzącej z barwnikiem. To nie pierwsze moje opakowanie i na pewno nie ostatnie.
  11. L’Oreal Elseve, Total Repair 5. Chociaż od dawna sięgam prawie po same naturalne szampony z delikatnymi detergentami, to zdarza mi się wrócić do moich ulubieńców z nienaturalnej półki. Głównie dlatego, że moje włosy czasami szaleją, potrzebują lepszego oczyszczenia. Ten szampon jest jednym z moich ulubionych i zawsze z chęcią do niego wracam. Porządnie oczyszcza, a mimo to włosy pozostają miękkie.
  12. Syoss, salonplex, odżywka bez spłukiwania. Męczyłam ją przez bardzo długi czas. Nakładana na włosy sprawiała, że rozprostowywały się, były ciężkie, miękkie i wymagały częstszego mycia. Jeśli szukacie czegoś co wygładzi włos, powinna się u Was sprawdzić. Uważam jednak, że jest mnóstwo lepszych składowo produktów tego typu.
  13. Pure by Clochee, oczyszczający płyn micelarny. Zużyłam już trzy opakowania tego płynu, co świadczy samo za siebie. Nie tylko doskonale zmywa makijaż, ale też odświeża cerę, oczyszcza ją i cudownie pachnie. Jeden z lepszych jakie miałam.
     

     

  14. mesoboost, puryfrying gel. Rzadko korzystam z takich typowych żeli do cery, większość z nich podrażnia ją i przesusza. Nie uważam też by kosmetyki z kolagenem mogły cokolwiek zdziałać, a tym bardziej nie tego typu. Mesoboost początkowo dobrze oczyszczał moją cerę, potem jednak zaczęła być ściągnięta. Nie jest to zły produkt, jednak nie do codziennego stosowania. Nie należy się też nastawiać, że poprawi elastyczność naszej skóry.
  15. Kevin Murphy, Autumn Angel. Odżywka nadająca kolor różowy odcień. Zużywałam ją długo ponieważ zwykle chłodzę włosy fioletem i nie przepadam za dodawaniem im truskawkowego odcienia. Od czasu do czasu człowiek jednak lubi zmiany, poza tym odżywka świetnie nawilżała i pozostawiała włosy sypkie. Jeśli macie ochotę na niezbyt radykalne zmiany, to te odżywki doskonale się nadają.
  16. Delia, krem nawilżający z aloesem. Wrzuciłam go do kosza, ponieważ zbyt długo był otwarty. Podarowałam go chłopakowi, ale rzadko go używał i krem się zmarnował. W pracy mam wersję z pantenolem i uwielbiam ją! Produkty doskonale nawilżają, lecz pozostawiają na skórze film który nie każdy lubi.
  17. AA, krem do stóp. Podobnie jak krem do rąk, przeterminował się. Nie przepadałam za nim, na moich stopach spisuje się jedynie krem z 30% mocznikiem. Jeśli ktoś chce jedynie nawilżyć stópki i nie ma problemów z grubą skórą oraz odciskami, powinien się dobrze spisać.
  18. Yope, żel pod prysznic chińska herbata. Nowe odsłony żeli pod prysznic Yope skusiły mnie swoimi zapachami. Bardzo delikatnie oczyszczają one naszą skórę i nieznacznie się pienią. Nie spodziewałam się, ale są niesamowicie wydajne. Wystarczy odrobina podczas jednego mycia, ale butelka zdaje się nie mieć końca. Często można je kupić w promocji, np. w Hebe. Wiem, że wiele osób narzekało na niesprawdzające się mydełka, dlatego w ich przypadku podobnie może być z żelami.
  19. Londa Pure, szampon. O serii Londa Pure pojawił się na blogu dość długi posta. Sam szampon totalnie się u mnie nie sprawdził. Ze względu na zawartość jednego ze składników, który choć podrażniał moją skórę głowy – powodował wysyp, łupież i szybsze przetłuszczanie się włosów. Więcej przeczytacie we wpisie, wystarczy że wyszukacie za pomocą lupki.
  20. Lakiery do paznokci Yves Rocher, Manchattan i marka no name. Wszystkie zważyły się i nie nadają się do malowania. Dziwi mnie jedynie, że Yves Rocher zepsuł najszybciej choć miałam go najkrócej. Należały one do lakierów słabo kryjących, więc niewielka strata. Natomiast pomarańczowy lakier do stempli totalnie mi nie przypadł do gustu.
  21. tołpa, enzymatyczna maska z glinką. Wiele osób mówi, że tołpa uczula ich i im szkodzi. Mi za to ostatnie nowości doskonale się sprawdzają. Po każdym użyciu maseczki moja skóra była wygładzona, nieprzyjaciele jakby zostali załagodzeni (wszelkie zapalenia trochę się podsuszyły i szybciej się goiły). Bardzo ją lubię i nie jest to moje ostatnie opakowanie.
  22. Isana, zmywacz do paznokci. Tani i chyba najlepszy zmywacz. Nie ma wstrętnego zapachu i najlepiej domywa wszelkie lakiery. Kupuję kolejne opakowanie kiedy tylko dobijam dna, chociaż jest on bardzo wydajny.
  23. DLA, ziołowy płyn micelarny, próbka. Miałam przyjemność poznać markę DLA podczas tegorocznego See Bloggers. Miniaturka bardzo fajnie sprawdziła mi się podczas wyjazdów. Przypomina herbatę ziołową, chociaż skutecznie zmywa makijaż. Bardzo fajny produkt, wart uwagi i z pewnością kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie.
  24. L’Oreal Brow Artist. Zestaw do malowania brwi – cień plus wosk. Produkt jest bardzo wydajny i starcza na długo. Kolor świetnie pasował do moich brwi, nie rzucał się zbytnio w oczy. Łatwo aplikuje się ten kosmetyk,a  w pudełeczku znajdziecie pędzelek który to ułatwia. Mam w moich zbiorach jeszcze nieco ciemniejszy zestaw, ale chyba nie będę go używać.
  25. Lily Lolo, Mary Lou, rozświetlacz. Kultowy rozświetlacz, który ja doceniłam stanowczo za późno. Daje bardzo subtelne, chłodne rozświetlenie które nadaje skórze świeżości i zdrowego wyglądu. Bardzo go lubiłam, myślę że jeszcze się spotkamy, tym bardziej że starczy na wiele miesięcy!
  26. Pędzle Gosh i Lily Lolo. Oba bardzo miękkie i służyły mi długi czas. Gosh z upływem miesięcy zaczął tracić włosie, które zostawało mi na twarzy podczas aplikacji podkładu. Zużyły się całkiem, więc postanowiłam wrzucić je do kosza.
  27. Laq, peeling melon. Chciałam napisać o tym peelingu długi post, ale nie zdążyłam bo tak się wciągnęłam że dobił dna nim się zorientowałam. Bardzo fajna gęsta formuła, w której zanurzone są masujące kryształki. Niestety po takim kosmetyku spodziewałam się bardziej wyważonego i naturalnego zapachu, ten mnie dusił i był strasznie sztuczny, choć nie powiem świeży. Wyczaiłam już kilka innych łagodniej i naturalniej pachnących wersji, na którąś się skuszę na pewno.
  28. Organique, Orchidea. Bardzo delikatny i cudownie pachnący peeling solny. To produkt dla szukających rozpieszczania zmysłów, nie zaś mocnego ścierania. Bardzo szybko ubywa, ponieważ momentalnie rozpuszcza się pod wpływem ciepła i wody. Pozostawia skórę nawilżoną i pokrytą tłustym, aczkolwiek przyjemnym filmem.
  29. Nivea, odżywka do włosów hair milk. Kupiłam ją głównie do emulgowania oleju z włosów i w takim też celu ją stosowałam. Solo niezbyt się sprawdzała, ponieważ moje włosy wolą nieco mocniejsze produkty pielęgnacyjne. Warto ją mieć, choć nadal najlepsza jest ta z wersji Targeted Care.

Dotarliśmy do końca mojej długaśnej listy! Czy coś rzuciło Wam się w oczy? Ja Wasze ostatnie denko?

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl