Denko kosmetyczne

Denko kosmetyczne listopad i grudzień 2019

Cześć!

Ledwo powitaliśmy Nowy Rok, a w głowie już roi się mnóstwo pomysłów i planów, które chciałoby się zrealizować. Początek stycznia to dobry czas na podsumowania i postanowienia, chociaż tego drugiego wyjątkowo nie lubię. Dlatego u mnie pora na podsumowanie zużyć ostatnich miesięcy, a trochę się tego nazbierało. Przed Wami denko listopad-grudzień 2019!

  1. Pixi, vitamin-C tonic. Tonik z witaminą C od Pixi to jeden z lepszych produktów, jakie miałam okazję poznać jeśli chodzi zarówno o toniki, jak i kosmetyki zawierające ten komponent. Niestety, chociaż na opakowaniu mamy stosunkowo długi termin przydatności do użycia, to musimy liczyć się z tym że produkt dużo wcześniej się utleni. Tonik świeżo pachnie cytrusami, ma słomkowy kolor i zawiera naturalne składniki. Należy uważać, bo zawartość ekstraktów z cytrusów niektórym osobom może wyjątkowo nie służyć. Odświeża cerę i nie ściąga jej. Niekiedy może wystąpić chwilowe zaczerwienienie skóry. Raczej więcej się nie spotkamy, ponieważ cena jest wysoka, mniejsze pojemności nie są dostępne, a połowa produktu wylądowała w koszu ponieważ nie zdążyłam zużyć jej przed utlenieniem. Tonik był przechowywany w chłodnym i ciemnym miejscu, dokładnie zamknięty więc nie miało to wpływu, natomiast produkt zawiera mniej stabilną formę witaminy C.
  2. Pixi, vitamin-C serum. Podobnie jak tonik, serum z witaminą C jest produktem który odznacza się bardzo dobrym działaniem. Co prawda nie zauważyłam znacznego rozjaśnienia cery, ale pozostawia ono skórę gładką i odświeżoną. Posiada tę samą woń oraz kolor co tonik i równie szybko ulega utlenieniu. Dla niektórych przeszkodą może być zawartość oleju sojowego, dla innych ekstraktów z cytrusów. Niestety połowę produktu musiałam wyrzucić, co jest dużym minusem tego produktu.
  3. Inoar, POS Progress, odżywka do włosów. Zestaw Inoar podarowała mi koleżanka z pracy, żebym wypróbowała go na włosach kiedy pojawiły się kłopoty po keratynie. Odżywka i szampon zostały stworzone z myślą o włosach po keratynowym prostowaniu. U mnie polecane szampony nie sprawdziły się i włosy w ciągu tygodnia zamieniły się w siano. Odżywka pomogła mi trochę ułatwić rozczesywanie, ale niestety nie udało mi się za jej pomocą okiełznać plączących się końców. Możliwe, że gdybym użyła zestawu od razu włosy zachowałyby się zupełnie inaczej. Niestety ostatnio w hurtowniach są braki, możliwe że ze względu na to że jest to najbardziej polecany kosmetyk po keratynie.
  4. Petal fresh, Super Foods for hair, odżywka z jarmużem, omega 3 i keratyną. Kosmetyk otrzymałam na urodziny od przyjaciółki wraz z szamponem, który dużo szybciej się skończył. Moje włosy polubiły się z nim i zwykle po zastosowaniu stawały się gładkie i sypkie. Stosowana często powodowała elektryzowanie i puszenie. Niemniej jednak to bardzo dobry produkt. Jedyne co mi w nim nie pasowało to specyficzny zapach. Plusem jest wydajność, wystarczy odrobina na włosy – miałam wrażenie, że opakowanie nie ma dna. Cena jest odpowiednia do jakości, produkt zawiera mnóstwo naturalnych składników.
  5. Long4lashes, micellar shampoo. Od początku wiedziałam, że się nie polubimy. Po pierwsze nie wierzę w efekt krioterapii za pomocą szamponu, ale postanowiłam dać mu szansę. Myjadło ma bardzo agresywny, mentolowy zapach – podczas mycia łzawiły mi od niego oczy, chociaż ani razu nie trafiły tam mydliny. Szampon dość dobrze się pieni, dobrze rozprowadza i pozostawia na skórze uczucie chłodu (świeżości). Używał go głównie mój chłopak, ale nie zauważyłam by jakkolwiek wpłynął na porost włosów. Nie spotkamy się więcej.
  6. Rituals, Ritual of Sakura, olejek myjący. Seria Ritual of Sakura jest moją ulubioną, podobnie jak wszystkie olejki suche i myjące tej marki. Niesamowicie nawilżają skórę, a do tego koją zapachem. Olejek Ritual of Sakura odznacza się lekkim, słodkim zapachem kwiatu wiśn. Olejowa konsystencja zamienia się pod wpływem masażu w delikatną piankę, a po spłukaniu skóra staje się aksamitna. Olejek nie podrażnia. Na pewno jeszcze po niego sięgnę.
  7. Rituals, Ritual of Sakura, peeling. Kiedyś popełniłam na jego temat całkiem długi wpis, znajdziecie go za pomocą lupki. Produkt skradł moje serce przepięknym zapachem i zawartością olejków, które na długo nawilżają moją skórę. Grube kryształki świetnie ścierają naskórek i uprzyjemniają masaż.
  8. Laq, mydło marakuja. Produkty Laq bardzo polubiłam, choć niekiedy drażnią mnie ich mocno perfumowane zapachy. Mimo wszystko jest to jedna z lepszych polskich marek kosmetycznych, zajmujących się produkcją kosmetyków naturalnych. Mydełko skusiło mnie głównie ze względu na urocze opakowanie i zapach passiflory. Bardzo się z nim polubiłam ponieważ dobrze domywa, jest delikatne dla dłoni i starczy na długo. Dodatkowo używałam go do mycia gąbeczek oraz pędzli i też całkiem nieźle sobie radziło. Mam ochotę na inną wersję zapachową.
  9. Flora Siberica, Siberian Ginseng, szampon. Flora Siberica, czyli nic innego jak Natura Siberica w innej odsłonie. Szampon zawierający ekstrakt z korzenia żeń-szenia bardzo mnie zaciekawił już w pierwszej chwili. Przerobiłam sporo kosmetyków do włosów marki i większość z nich świetnie się spisała. Szampon dość dobrze się rozprowadza, mimo że należy do tych które słabo się pienią. Ma rzadką konsystencję i jest przezroczysty. Włosy po umyciu lekko skrzypią, ale nie miałam problemu z rozczesaniem oraz domywaniem za jego pomocą. Oczywiście czas między myciami jest nieco skrócony kiedy sięgam po szampon naturalny, ale wypada całkiem nieźle na tle innych produktów. Mogę Wam go zdecydowanie polecić, jeśli sięgacie po naturalne produkty do oczyszczania włosów. Należy mieć na uwadze, że ma dość specyficzny zapach – nie jest jednak z tych dokuczliwych.
  10. Flora Siberica, Altai Chamomile, odżywka. Odbudowująca odżywka z serii Flora Siberica to produkt dość ciężki, o gęstej konsystencji. Dobrze rozprowadza się go na włosach, ale trudniej wydobywa z wnętrza butelki – nawet pompka momentami nie daje sobie rady. Chociaż z drugiej strony myślę, że to może być zabieg celowy, ponieważ łatwo przesadzić z ilością nakładanego produktu. Podobnie jak szampon ma dość specyficzny zapach, ale za to działa wspaniale szczególnie na włosy suche – wygładza, sprawia że stają się miłe w dotyku. Lubiłam ją stosować, także w połączeniu z innymi odżywkami. Bardzo wydajny kosmetyk, który starczy na długo.
  11. Indigo, Cleaner. Miałam go bardzo długo, ale mimo licznych poleceń nie uważam by był najlepszym jakie stosowałam. Produkt jest drogi, a nie odróżnia się od innych tego typu. Zdecydowanie bardziej odpowiadał mi chociażby NeoNail, który ma przyjemny zapach.
  12. Yves Rocher, woda micelarna dla skóry wrażliwej. Produkt nie zapadł mi szczególnie w pamieć. Zmywa całkiem dobrze, nie podrażnia skóry i miał przystępną cenę – w cenie regularnej nie opłaca się go kupować. Nie wyróżnia się niczym specjalnym, a skład jest średni.
  13. Pure, oczyszczający płyn micelarny. Mój ulubiony micel, do którego wracam już któryś raz. Bardzo go polecam, chociaż wrażliwcy powinni uważać przy zmywaniu za jego pomocą oczu. Pięknie pachnie, doskonale oczyszcza i jest naturalny!
  14. Yves Rocher, The Dore Golden Tea, żel pod prysznic z drobinkami. Edycja limitowana z zeszłego roku została w moich zbiorach aż do teraz, ponieważ miałam mnóstwo żeli o bardzo dużych pojemnościach. Produkt o przyjemnym zapachu, aczkolwiek dla mnie woń była nieco męska. Żel był bardzo rzadki, dlatego opróżniłam go w trymiga – nie dało się wydusić sensownej ilości za jednym razem. Obecność drobinek to fajne rozwiązanie, kiedy lubimy masaż. Dodatkowo nie przyklejały się one do skóry i łatwo się je spłukiwało. Kosmetyk tworzył dość gęstą pianę, ale nie podrażnił mojej wrażliwej skóry.
  15. Bandi, emulsja kojąco-regenerująca do twarzy i ciała. Produkt miałam zachomikowany w czeluściach mojej szafy i resztkę wyrzucam, ponieważ skończył się termin przydatności. Lubiłam po niego sięgać latem, ponieważ świetnie się sprawdzał po opalaniu – dobrze nawilżał, cudownie pachniał, był lekki i nie pozostawiał tłustej warstwy. Myślę, że kiedyś jeszcze wyląduje w moim koszyku.
  16. Nivea, Hairmilk odżywka. Kupiłam ją dawno temu, chcąc sprawdzić czy spisze się równie dobrze co wersja Targeted Care. Używałam jej głównie do emulgowania olei i ewentualnego mycia włosów co jakiś czas i muszę przyznać, że jest całkiem niezła. Nie mam pojęcia jakby zachowała się stosowana na stałe jako odżywka, Mogę tylko przypuszczać, że mogłaby puszyć moje włosy.
  17. Natura Siberica, Gzel, maska do włosów. Kolejny produkt do włosów tej marki i kolejne dobre trafienie. Może maska nie była dla mnie hitem, ale włosy stawały się po niej gładkie i miłe w dotyku, co zaliczam na plus. Zdecydowanie lżejsza od wyżej wspomnianej maski i często dodawałam do niej coś co bardziej dociąży moje puszące się kręciołki. Posiada przyjemny zapach i gęstą konsystencję, mimo to aplikuje się ją bez problemów. Myślę, że lepiej spisze się na włosach średnioporowatych.
  18. Ministerstwo Dobrego Mydła,  hydrolat różany. Ze wszystkich dostępnych wód kwiatowych, to właśnie różana jest moją ulubioną. Bardzo lubię zapach świeżych płatków, a latem nie ma nic przyjemniejszego niż spryskanie się schłodzonym hydrolatem. Produkt posiada dość intensywny, ale naturalny zapach i oczywiście naturalny skład. Dobrze sprawdzał się również jako „wygładzacz” makijażu – po spryskaniu się cera nie była mocno pudrowa i wszystko stapiało się ze sobą idealnie. Markę cenię sobie, dlatego wybrałam ich hydrolat – bardzo Wam polecam.
  19. Catrice, Camouflage, korektor. Nie wiem które już opakowanie, to chyba świadczy samo za siebie.
  20. mama’s, krem przeciw rozstępom. Krem trafił do mnie podczas jednego z blogerskich wydarzeń. Stosunkowo lekki, o przyjemnym zapachu. Niestety nie wiem czy ma działanie przeciw powstawaniu rozstępów, ale na pewno ich nie niweluje.
  21. puroBIO, double dream, maskara. Jakiś czas temu mogliście przeczytać o niej na blogu. Jest to jedna z maskar, która ma dobry wpływ na rzęsy – wszystko dzięki naturalnemu składowi, sprawiającemu że nie niszczą się i nie wypadają jak w przypadku zwykłych tuszy. Jedynym minusem jest jak dla mnie nieco za duża szczoteczka, ciężko mi się nią manewruje, za to świetnie rozdziela tworząc firanki na oku. Tusz ma głęboki kolor i trzyma się na oku przez cały dzień, co widać przy zmywaniu makijażu.
  22. puro bio, loose powder. Biały, naturalny puder również znalazł się we wpisie na temat marki. Bardzo drobno zmielony, dobrze wpasowuje się w cerę i utrzymuje makijaż w ryzach. Niestety drażnił mnie jego zapach.
  23. Vianek, krem do rąk z ekstraktem chmielu. Cóż, wszystko denerwowało mnie w tym kremie – zapach, bardzo rzadka konsystencja, aplikacja i pozostawianie na skórze filmu. Próbowałam z całych sił stosować go na noc pod rękawiczki, ale zawsze musiałam go gdzieś rozlać. Wyjątkowo się nie polubiliśmy, aż się przeterminował.
  24. Scrubls, peeling kawowy. Bardzo intensywnie pachnący świeżo parzoną kawą, pobudzał zmysły podczas masażu. Kawa w tym przypadku nie jest bardzo drobno zmielona, więc peeling wręcz drapie naszą skórę. Podczas nakładania musimy zadbać by skóra była bardzo dobrze nawilżona, w przeciwnym razie będzie odpadał i drapanie będzie mało przyjemne. Trochę barwi skórę na brązowo, ale nie jest to jakiś mankament. Nawilża i pozostawia skórę oczyszczoną. Uwaga, bo lubi brudzić niesamowicie wszystko dookoła.
  25. Garnier mineral, dezodorant w kulce. Dezodorant do którego stale wracam. Miałam kilka wersji, ale każda jest dobra i pozwala zachować mi świeżość na cały dzień.
  26. Lily Lolo, rose illuminator. Rozświetlacz w kamieniu od Lily Lolo to był hit 2019 roku, niestety zdążył się skończyć nim napisałam post z ulubieńcami. Produkt o lekko różowym odcieniu nadawał subtelnego rozświetlenia i uroku. Miałam go na cerze codziennie i czułam się w nim bardzo dobrze. Jeden z najpiękniejszych jakie miałam okazje stosować.
  27. Biała perła, extra white, pasta do zębów. Zwykle nie piszę Wam o tego typu produktach, ale ten szczególnie dobrze się u mnie spisuje. Jest to jedyna pasta, która świetnie wybiela moje szkliwo i zarazem nie sprawia że zęby stają się bardziej wrażliwe. Stosuje ją i nie odczuwam żadnego dyskomfortu podczas jedzenia, picia czy mycia zębów. Nawet moja druga połowa jest zachwycona działaniem tej pasty.

Denko okazało się sporym tasiemcem, ale tak to jest jak wszystko kończy się niemalże w jednym czasie.

Który produkt najbardziej Was zainteresował? Coś mieliście – macie podobne lub całkiem inne odczucia? Jak Wasze denko?

 

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl