Kosmetyki naturalne, Pielęgnacja ciała

LAQ Peeling pralinka || Słodkie szaleństwo

Cześć

Każdy z nas w jakimś stopniu ceni sobie przyjemnie pachnące kosmetyki do pielęgnacji ciała. Chociaż w moim asortymencie coraz rzadziej pojawiają się produkty myjące o intensywnych i neutralnych woniach, a dużo częściej są to aromaty naturalne będące konsekwencją składu. Niemniej jednak nie odmawiam sobie nigdy peelingów o zapachach, które przenoszą nas w różne ciekawe miejsca – do fabryki czekolady, na wycieczkę aleją lipową czy do Japonii. Dlatego też szybko dałam się oczarować edycji lemitowanej marki LaQ – peeling pralinka! Co z tego wynikło?

Urocze zwierzaki górą! 

Markę LaQ poznałam w zeszłym roku zupełnie przypadkiem. Wtedy po raz pierwszy skusiła mnie dość dobrym składem i uroczymi opakowaniami. Chociaż w ostatecznym rozrachunku nie byłam zachwycona wybranym piankowym peelingiem (co zabawne ze względu na zapach, który okazał się być zbyt sztuczny) to widząc edycję limitowaną zapragnęłam ją zdobyć. Tak się złożyło, że  w zasadzie sama do mnie trafiła w grudniowej edycji „Naturalnie z pudełka”.

Po raz kolejny jestem oczarowana szatą graficzną opakować, która wyróżnia się na polskim rynku kosmetyków. Jedyną firmą, która mogłaby tu konkurować jest moim zdaniem YOPE. Urocze zwierzaki, w ludzkich ubraniach i typowych pozach/zachowaniach to fajny pomysł na wybicie się spośród innych. Opakowania są także bardzo praktyczne. Peeling zamknięto w plastikowym słoiczku z aluminiowa zakrętką, a wnętrze dodatkowo chroni pokrywka oddzielająca kosmetyk, dzięki czemu nie przykleja się do zakrętki i nie wylatuje przy otwieraniu. Wewnątrz mieści się 200 ml produktu, które zużyjemy szybciej niż można się tego spodziewać – i nie dlatego że peeling jest mało wydajny. Brak tutaj opakowania zewnętrznego, a informacje podane na etykietach podpowiedzą co się wewnątrz kryje, do kiedy to zużyć i jak wykorzystać. Produkt jest wegański, polski i składający się w 98% z natury.

Pralinka czy chałwa jak ta lala?

Peeling pralinka. Cóż, jak dla mnie to jakaś pomyłka z tą nazwą. Kosmetyk wyglądem, zapachem i konsystencją przypomina mi najprawdziwszą w świecie chałwę! Aromat jest dość słodki, ale momentami wyczuwam nuty orzecha oraz wanilii. Powinien spodobać się każdemu, ponieważ jest nienachalny i kojarzy się z świątecznymi/zimowymi słodkościami. Konsystencja peelingu jest dość gęsta, ale nabiera się go z łatwością ponieważ w dotyku bardziej przypomina lekki mus, połyskujący brązowymi drobinkami. Barwą również przypomina kremową chałwę.

Składniki – peeling pralinka

Skład peelingu jest stosunkowo prosty i nie doszukamy się tam mocnych detergentów, czy składników budzących jakieś wątpliwości. Cukry odpowiadają za złuszczanie, masło shea za odbudową i nawilżenie naskórka, ekstrakt z kawy i wyciąg z kory cynamonowca za poprawę napięcia i elastyczności skóry. Ponadto znajdziemy też ekstrakt z papryki, ostrej, z imbiru, wyciąg z owsa, olej lniany i wyciąg z ryżu. Wszystkie te komponenty mają sprawić, że skóra stanie się gładka, jędrna i nawilżona.

Chałwa czy nie, biorę w ciemno! 

Peeling pralinka oczarował mnie wszystkim, począwszy od opakowania i kończąc na działaniu. Ze wszystkiego chyba najbardziej pokochałam jego słodki aromat, który choć może wydawać się nieco sztuczny, stanowi dodatkowy czynnik odprężający podczas mycia. Uwaga tylko, bo współlokatorzy mogą chcieć Ciebie lub ten kosmetyk zjeść! Podczas masażu dość szybko rozpuszcza się pod wpływem wody i ciepła, delikatnie drapie kryształkami cukru, tworzy delikatną piankę i pozostawia na skórze film ochronny. Masaż z jego udziałem jest odprężający, a skóra po zabiegu miła w dotyku i widocznie odżywiona. Atutem jest, że ze względu na obecność substancji myjących możemy całkowicie zignorować użycie żelu czy mydła – sam w zupełności nam wystarczy. Szybko jednak sięga dna, bo z przyjemnością się po niego sięga.

Peeling myjący pralinka przypadł mi bardzo do gustu i żałuję, że to edycja limitowana. Na pewno zyskał wiele wiernych fanów, którzy z chęcią by do niego powrócili. Tymczasem ostatnie sztuki można zakupić w różnych miejscach internetu i zapłacimy za niego około 20 do 30 złotych, w zależności od sklepu.

Jeśli zachęciłam Was do wypróbowania, to musicie się spieszyć. Niestety niebawem nic nie zostanie.

Jak często sięgacie po peelingi? Jaki jest Wasz ulubiony?

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl