Denko kosmetyczne

Denko kosmetyczne marzec 2020

Cześć!

Od kilku miesięcy bardziej koncentruję się na pielęgnacji całego ciała i zużywaniu produktów, które znalazły się w moich kosmetycznych zapasach. Zdarza mi się robić większe zamówienia, lecz wyłącznie wtedy kiedy obecnie otwarte kosmetyki sięgają dna. Za wszelką cenę che uniknąć wyrzucania tego, czego nie udało mi się przetestować lub nie zdążyłam wykorzystać nim minął termin przydatności. Zdarza mi się to jeszcze, szczególnie kiedy mówimy o kolorówce – dlatego na bieżąco staram się przeprowadzać „inwentaryzację” mojej toaletki. W marcowym denku znalazło się sporo przeterminowanych produktów, niemniej jednak większość z nich była przeze mnie stale używana. Krótkie recenzje tych kosmetyków czekają na Was w dalszej części tego wpisu.

  1. Bandi TrichoEsthetic, peeling do skóry głowy. Wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji wypróbować kosmetyków do włosów Bandi, bardzo polecam tę serię. Peeling to moja perełka od kilku lat, kupiłam go podczas targów w Warszawie i od tamtej pory używam go regularnie. Wielokrotnie uratował moją skórę głowy, przywrócił jej równowagę kiedy myślałam że nic nie da się zrobić (włosy zbyt się przetłuszczały, była podrażniona, pojawiały się krosty). Doskonale oczyszcza i  jedyna uwaga, należy z nim bardzo uważać przy nakładaniu ponieważ może nam złuszczyć nie tylko skórę głowy, jeśli gdzieś kapnie niepostrzeżenie. Nie jest to może szkodliwe, ale mimo wszystko lepiej nie kusić losu skoro to nie jego przeznaczenie.
  2. Bandi TrichoEsthetic, szampon. Dość delikatny szampon, sprawdził się doskonale po ostatnich perypetiach ze skórą głowy. Przywrócił równowagę, która została zaburzona przez szampony z mocniejszymi detergentami. Dobrze oczyszcza, wygładza włos i nie skraca świeżości. Jest nieco rzadki, przez co wielokrotnie zdarzało mi się go wylać za dużo.
  3. Petal Fresh, SuperFoods, odżywka do włosów farbowanych. Polubiłam się z jej słodkim zapachem i wygładzającym działaniem. Dla cienkich włosów może być odrobinę za ciężka, bo i moje włosy czasami były po niej klapnięte. Odżywka ma dość dobry skład i najlepiej spadzi się na włosach potrzebujących sporej dawki nawilżenia i wygładzenia.
  4. Neo Nail, aceton. W mojej dość krótkiej przygodzie z hybrydami miałam okazję testować removery różnych marek, ale to właśnie Neo Nail okazała się najlepsza. Ich produkt ładnie pachnie, dzięki czemu przyjemniej się go używa i bardzo dobrze rozmaka lakier. Dzięki niemu pozbywałam się hybrydy naprawdę szybko. Tutaj akurat miniaturka, bo z lakierów hybrydowych już praktycznie nie korzystam.
  5. Weleda, Skin Food Light. To dość treściwy wielozadaniowy krem do każdej partii naszego ciała. Stosowałam go głównie na łokcie oraz jako maska do rąk na noc. Dobrze nawilżał i miał dobry skład, ale jak dla mnie nieco za tłusty i niekoniecznie przepadałam za jego zapachem.
  6. Joanna, płukanka do włosów czerwona. Kosmetyk utknął gdzieś w czeluściach mojej szafki od czasów kiedy miałam niebieskie włosy. Po wymywaniu się koloru, moje ombre z niebieskiego stało się zielone i płukanka uratowała mnie wtedy z opresji. Może nie pozbyła się całkowicie zielonego odcienia, ale włosy i tak wyglądały o niebo lepiej i łatwiej chwyciła farba.
  7. Soap Szop, Olejek do ciała sex and splendor. Skusił mnie podczas targów naturalnych ususzonymi różami zanurzonymi w cieczy i zapachem. Uwielbiałam ten aromat, ponieważ utrzymywał się długo na ciele i był nieoczywisty. Sam olejek świetnie nawilżał, niestety odkryłam że pękła pipeta i resztka się wylała dlatego nawet nie zobaczycie go na zdjęciach. Żal mi trochę i chyba kupię go ponownie.
  8. L’Oreal,Clor Riche szminki. Pamiętam jak dziś kiedy dodawałam o nich post na blogu. Bardzo się z nimi polubiłam. Niestety poza numerem 103, pozostałe kolory nie były do stosowania na co dzień do pracy czy na uczelnię. Przetrzymałam je trochę dłużej niż zaleca producent, ale nie straciły przez to na jakości. Z ciemniejszymi kolorami był drobny problem, ponieważ lubiły opuszczać kontur ust i ciężko było to opanować. Wszystko przez to, że mimo matowego koloru konsystencja jest raczej masełkowa i nie zastyga. Znam osoby, które nie lubią również ich zapachu. Mam od nich nowy kolor, bardzo zbliżony do 103 i używam go właśnie do pracy, odpowiada mi że nie wysusza ust.
  9. Dr Irena Eris, Liquid matt lip tint, pomadka w płynie. Jeden z bardziej zachwycających, głębokich kolorów z jakimi miałam do czynienia. Fuksja, która na ustach prezentuje się obłędnie. Powoli zastyga i lubi się odbijać, ale pigment dokładnie wszystko kryje. Jak dla mnie trochę za wysoka cena, a odkąd wycofali się z Rossmanna nie kupimy jej raczej w promocji. Szkoda, bo z chęcią skusiłabym się na jakiś łagodniejszy kolor.
  10. Deborah Milano, Mat Effect. Bardzo lubię kolory tych matowych pomadek i świetne krycie. Znam jednak wiele pozycji, które nie ściągają ust i nie wysuszają ich nadmiernie jak to maleństwo. Chociaż barwa całkowicie mi odpowiadał, trzymała się długo i nie zjadała brzydko, to wolę coś łagodniejszego.
  11. Victoria Vynn, P2, Catrice, Golden Rose, Sally Hansen, Claressa. Znów zrobiłam porządki w lakierach, które straciły swój termin przydatności lub szybciej niż powinny rozwarstwiły się na dobre. Wielu z nich wolałabym się nie pozbywać, ponieważ użyłam ich może raz. Niestety lakiery nie należą do najbardziej trwałych kosmetyków.
  12. Chic Chiq, aam face, peeling do twarzy. Peeling z drobinkami ryżu, mąką z ciecierzycy cukrem kokosowym i mango. Dla mojej skóry był zbyt gruboziarnisty i niestety nie sprawdził się, ponieważ powodował zaognienie problemów z cerą. Myślałam nawet żeby stosować go jako maskę, ale ostatecznie zużyłam go jako peeling do ciała i w tej wersji sprawdził się świetnie.
     

  13.  essence, camouflage+ matt, korektor. Produkt, którego za żadne skarby więcej nie kupię. Miał niby lekką konsystencję, słabo krył, rozwarstwiał się i wchodził w  załamania. Najgorsze jednak, że skóra wokół oczu była bardzo podrażniona i szczypała. Nie polecam wrażliwcom.
  14. skin79, filtr 50. Jedna z lepszych propozycji jeśli poszukujecie filtra do cery skłonnej do zapychania. U mnie jako jedyny nie pogarszał stanu cery. Dość lekki, nada się również pod makijaż i jest wydajny mimo małego opakowania.
  15. Pharmaceris H2O, żel na niedoskonałości. To dość fajny produkt, jeśli chcemy szybko zasuszyć rozdrażnione wypryski. Szczególnie spisze się przy nieprzyjaciołach ropnych, lecz należy mieć na uwadze, że do szybszego gojenia potrzebny jest jakiś dodatkowy produkt. Najprościej mówiąc pomoże opanować stan zapalny, ale nie spisze się w pozbywaniu się pozostałości po wyprysku.

Tym razem denko nie było może okazałe, ale większość kosmetyków u mnie lubi się kończyć w jednym czasie. Może w przyszłym miesiącu pojawi się więcej ciekawych produktów i powstanie post tasiemiec.

Jak Wasze denko? Znacie któryś produkt, jakie mieliście odczucia -podobne, odmienne? Coś Wam wpadło w oko?

zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl