Denko kosmetyczne

Denko kwiecień – maj – czerwiec 2020

Cześć! 

Po raz kolejny zniknęłam ze świata internetu na trochę dłużej niż przewidywałam. Chociaż wielu może się wydawać, że zwyczajni odeszła mi ochota na blogowanie, to zupełnie nie mają racji. W moi życiu nastały zmiany, które w dużym stopniu sprawiły, że nie miałam siły na jakąkolwiek dodatkową aktywność. Chociaż tak naprawdę zmieniło się ono na dobre, to początki były dla mnie niebywale ciężkie. Trochę więcej na ten temat napisałam na Instagramie, gdzie staram się być bardziej obecna. Przez to wszystko, dzisiaj mam dla Was mega denko kilku ostatnich miesięcy! Mam nadzieje, zę ten post tasiemiec nie rozłoży Was na łopatki.

denko kosmetyczne, nature queen, mydło stacja, annabelle minerals

  1. Nature Queen, Hydrolat Aloes. Miałam okazję testować trzy hydrolaty od Nature queen. Aloesowy zdecydowanie najbardziej sprawdzał się jako nawilżacz i stosowałam go jako bazę pod olej na włosy. Czasami zraszałam nim skórę twarzy przed lub po nałożeniu makijażu, aby nie wyglądał na ciężki i bardzo pudrowy, a także nie wysuszał mocno skóry. Szczerze Wam powiem, że ciężko mi zauważyć działanie hydrolatów, ale rzeczywiście w połączeniu z olejami spisywał się rewelacyjnie i włosy wyglądały dużo lepiej.
  2. Mydło Stacja, hydromanil. Zamówiłam go podczas jednej z edycji Ekocuda, bo byłam bardzo ciekawa co to za cudo. Hydromanil jest roślinnym kompleksem nawilżającym, który ekstrahuje się z tary – rośliny pochodzącej z bardzo suchego i górzystego klimatu. Tara zawiera cząsteczki nazywane galaktomannami, które świetnie nawilżają i zapobiegają odparowywaniu wody. Na skórze hydromanil pzostawia film, sam w sobie jest stosunkowo gęstą i kleistą mazią. U mnie najlepiej sprawdził się również jako baza pod olejowanie i  na pewno kupię kolejne opakowanie, ponieważ w moim przypadku an włosach dawał on efekt wow. Były niesamowicie miękkie i sypkie, a do tego doskonale nawilżone.
  3. Annabelle Minerals, Stay pure, olejek wielofunkcyjny. Trafił do mnie dość dawno i pierwotnie myślałam, że zużyję go na twarz. Olejek okazał się jednak zbyt ciężki i na długi czas zamieszkał porzucony w lodówce. Kiedy ponownie wpadłam w wir włosomaniactwa, postanowiłam go zastosować do olejowania, mimo tego że był tak naprawdę mieszanką różnych olejów i niekoniecznie musiał się sprawdzić. Byłam bardzo zadowolona z efektów! Moje włosy świetnie się z nim dogadywały i chociaż był niesamowicie tłusty nie miałam większych problemów z jego emulgacją.Aloe 99% , holika holika
  4. Holika holika, żel aloesowy. Chyba każdy wie, jak bardzo uniwersalny jest żel aloesowy. Idealny na lato, ponieważ świetnie ukoi skórę po opalaniu, w domu zawsze się sprawdzi jako nawilżacz do skóry. Właśnie dlatego stosowałam go w zasadzie w każdej sytuacji, kiedy moja skóra potrzebowała nawilżenia bądź ukojenia. Ostatecznie do końca wykorzystałam go również jako bazę nawilżającą pod olejowanie i nie mogę się nadziwić, jak bardzo w tej roli się spisał. Chociaż nadal uważam, że nie jest lepszy niż hydromanil.
  5. Ecooking, vitamin E serum. Jedna z ciekawszych firm, która w ostatnim czasie pojawiła się w Douglasie. Serum z witaminą E to gęsty i lekko tłustawy żel, który świetnie się wchłania na skórze. Pozostawia ją gładką i nawilżoną, a nawet powiedziałabym że wyglądającą na bardziej wypoczętą. Chociaż stosowałam je głównie na cerę, to z czasem zaczęłam używać również na włosy i w tym wydaniu spisało się równie dobrze.
  6. Mac, Plum dandy, pomadka do ust. Chociaż lekko fioletowa i połyskująca, to bardzo mnie urzekła i stała się jedną z ulubionych. Plum dandy to seria Frost, która ma zarówno zwolenniczki jak i przeciwniczki. Mi osobiście odrobina błysku na ustach jakoś nie przeszkadza. Pisałam na jej temat dość długi post i z łatwością znajdziecie go na blogu.
  7. Colourpop, pomadka. Nie pamiętam nazwy pomadki którą miałam, była to dość soczysta czerwień, prawdopodobnie On display. Kolor był piękny, chociaż rzadko takie odcienie nakładam na usta. Problem w tym, że pomadka przy pierwszym użyciu się połamała. Była jakaś rozmiękła, strasznie wychodziła poza kontur ust, szybko się ścierała i odbijała na zębach. Próbowałam ja scalić, bez rezultatu, więc ostatecznie wylądowała w koszu.
  8. Natura Siberica, Northern Soap. Czarne mydło od Natura Siberica u mnie sprawdzało się całkiem fajnie. Była to wersja w kamieniu, którą namydla się na dołączoną gąbeczkę i rozprowadza czarną piankę na twarzy. Spisywało się dobrze, ponieważ ja na ogół mam problemy z cerą i dogłębnie ją oczyszczało. Podarowałam takowe mojej koleżance i w jej przypadku wystąpiło silne podrażnienie i przesuszenie cery. Dlatego raczej nada się do cery tłustej i mieszanej niż o wymagającej intensywnego nawilżania.
  9. L’Alga, maska Sea Cure. To maska o niezbyt naturalnym składzie, chociaż pojawiają się również naturalne ekstrakty. Jest gęsta, pięknie i intensywnie pachnie i z łatwością rozprowadza się ja na włosach. Po użyciu włosy są niesamowicie gładkie i sypkie, aczkolwiek wydaje mi się że nie nada się do włosów niskoporowatych i może prowadzić do oklapu. Moje włosy się z nią polubiły.
  10. Body Boom, peeling kawowy, wersja podstawowa. Kocham wszelkiego rodzaju peelingi, a w przypadku Body Boom uważam ze płacimy jedynie za markę. Oczywiście mają serie, które świetnie nawilżają i są skomponowane tak, że relaksują i niesamowicie dbają o ciało. Jednak jestem zdania, że taki peeling możemy sobie przygotować niewielkim kosztem w domowym zaciszu. Fajny, ale zdecydowanie nie wart swojej ceny.The body shop mineral & ginger
  11. The body shop, Mineral and Ginger mask. Maseczka dla osób, które uwielbiają w pełni się zrelaksować. Produkt ten jest bardzo gęsty i wcale nie tak łatwo rozprowadzić go na twarzy. Natomiast po nałożeniu czuć lekkie uczucie grzania i przyjemny zapach. Maseczka oczyszcza i sprawia, że cera staje się niesamowicie gładka. Niestety minusem jest opakowanie, z którego strasznie ciężko wycisnąć maskę na dłoń.
  12. Veoli botanica, maseczka gommage do twarzy, kora dębu i nagietek. Nie polubiłyśmy się jakoś. Po nałożeniu skóra lubiła odwdzięczyć się wypryskami, a poza tym nie widziałam jakiś specjalnych efektów. Dość rzadka, zawiera drobinki które lekko masują twarz przy nakładaniu.
  13. Clochee, soothing cleansing oil. Bardzo fajny składowo olejek, chociaż zmywanie nim makijażu jest naprawdę upierdliwe. Ponieważ jest to typowy olejek, oparty przede wszystkim na oleju ze słodkich migdałów, nie rozpuszcza on momentalnie makijażu czy tuszu. Dodatkowo pozostawia na skórze tłusty film, a nie każdy to lubi. Całkiem fajny składowo, ale wolę produkty do demakijażu którymi szybko wykonuje się demakijaż.
  14. Pure by Clochee, normalizujący żel oczyszczający, ekstrakt z wierzby i ekstrakt ze skrzypu. Kocham zapach tej serii kosmetyków, zawsze jestem pozytywnie zaskoczona. Poza tym, żel dość dobrze oczyszcza skórę, nie jest bardzo gęsty i delikatnie się pieni. Natomiast po możemy mieć wrażenie skrzypiącej cery, dlatego warto nałożyć po nim jakiś nawilżacz. Nie należę do miłośników żeli do twarzy bo zwykle na mojej cerze kompletnie się nie sprawdzają, ale ten jest godny uwagi i byłam z niego zadowolona.
  15. Pure by Clochee, mgiełka do twarzy łagodząca, hydrolat z lawendy i ekstrakt z lnu. Absolutnie ją uwielbiam! To nie tylko przepiękny zapach, ale też świetne nawilżenie i odświeżenie. Używałam jej również jako baza pod olejowanie i nadaje się do tego świetnie. Produkt o dobrym składzie i przystępnej cenie.
  16. Nourish, Kale 3D Cleanse. W przypadku tej pianki odsyłam Was do posta. Ma dobry skład i oczyszcza cerę jak należy. Warto się jej bliżej przyjrzeć.
  17. Dear Klairs, Supple Preparation Facial Tonner. Przez bardzo długi czas unikałam toników do twarzy, bo po każdym użyciu miałam większe problemy z cerą niż w czasie kiedy ich nie używałam. To podejście zmieniły koreańskie toniki, które drastycznie różnią się od tych dostępnych w polskich drogeriach. Dear klairs należy zdecydowanie do moich ulubionych, ponieważ jest bardzo łagodny i pozostawia skórę nawilżoną, a nie ściągniętą. Starczy na bardzo długo, chociaż niektórych może przerażać dość wysoką ceną. Polecam chociaż raz wypróbować.
  18. Barwa naturalna, Odżywka octowa. Jak na odżywkę za całe 5-6 złotych to naprawdę rewelacyjny kosmetyk. Może właśnie dlatego tak ciężko go kupić nawet w markecie. Moje włosy ją pokochały. Była świetna jako emulgator i również wtedy, gdy chciałam je dobrze wygładzić i nawilżyć. Poluje na kolejne opakowanie, ale to wcale nie jest łate.
  19. Zielone laboratorium, szampon wygładzający skrzyp i len. Szampon mocno oczyszcza włosy i nie nadaje się do codziennego stosowania, bo może trochę je przesuszyć. Czasami zdarza się, że włosy po nim stają się przyklapnięte, jakby tłuste. Pełną opinię na jego temat znajdziecie tu.
  20. Alfaparf, kertin therapy lisse design, odżywka do włosów. Kupiłam ją razem z szamponem po felernym keratynowym prostowaniu. Odżywka dobrze wygładza włosy i sprawia, że są niesamowicie sypkie. Kosmetyki z tej serii mają przyjemny zapach. Dobrze sprawdzają się zarówno na włosach po keratynowym prostowaniu, jak i jako standardowy zestaw do włosów.
  21. Alfaparf, keratin therapy lisse designe, szampon do włosów. Podobnie jak odżywka miał działanie wygładzające, dobrze spisywał się na moich włosach.
  22. Fito kosmetik, szampon drożdżowy. Tani i bardzo przyjemny w użyciu szampon. Na moich włosach sprawdzał się bardzo dobrze – oczyszczał jak należy, nie plątał włosów i nie skracał świeżości. Niektórym może nie odpowiadać jego specyficzny zapach i brak piany podczas mycia. Mam teraz kolejny szampon od tej firmy i jestem również zadowolona.
  23. Clochee, Relaxing Micelar Water. Bardzo fajny płyn micelarny, łagodny i o przyjemnym zapachu. Dobrze usuwa makijaż i radzi sobie z mascarami.
  24. Mucovagin, emulsja do higieny miejsc intymnych. Jest bardzo łagodna i specjalnie dostosowana do pielęgnacji wrażliwych okolic.
  25. Pixi, glow mud mask. Maseczka do twarzy z glinką, minerałami i sokiem z aloesu oraz innymi składnikami naturalnymi. Oczyszcza, wygładza i pozostawia skórę rozświetloną. Niestety mimo skutecznego działania, cena może trochę przerażać.
  26. Ritualas, pasta pod prysznic z eukaliptusem i oliwą. Ciekawa pasta, bardzo gęsta i ciężko się ją zmywa. Pod wpływem masażu i wody delikatnie się pieni. Dobrze oczyszcza skórę.
  27. Rituals, czarne mydło. To kultowy kosmetyk z serii Ritual of Hammam. Gęsta pasta, która bardzo dobrze oczyszcza całe ciało. Przyjemnie pachnie, choć dla mnie to męski zapach.
  28. Bioline jato, Aqua + krem super nawilżający. Jeden z lepszych kremów jakie miałam okazje wypróbować. Ma specyficzną konsystencję, ale bardzo dobrze się wchłania. Jego główną zaletą jest niesamowite nawilżenie jakie daje skórze. Czasami może dawać chwilowe zaczerwienienie, ale nie piecze i po chwili znika. Dogłębną analizę znajdziecie w tym poście.
  29. Ajeden, maseczka do cery wrażliwej.  Maseczka o przyjemnym i krótkim składzie oraz gęstej konsystencji. Po otwarciu olejki w niej zawarte oddzieliły się od całości. Niestety dla mnie jest ona stanowczo za tłusta i moja cera reaguje wysypem drobnych krostek po jej użyciu – za co obwiniam zawartość oleju ze słodkich migdałów, na który moja cera zawsze źle reaguje.
  30. Sigm Beauty, Sinuosity lash. Mascara nie spełniła moich oczekiwań. Co prawda tworzyła firanki i ładnie rozdzielała rzęsy, ale też osłabiała je i strasznie się kruszyła. Nie byłam z niej zadowolona, dlatego wylądowała w koszu.
  31. Sigma Beauty, In Spades szminka. Pomadka o subtelnym odcieniu, który nadaje się na co dzień. Niestety śmierdzi chińszczyzną (napisane jest z resztą made in China). Dodatkowo bardzo wysusza usta i szybko się ściera.
  32. Freedom makeup, złota pomadka. Kupiłam ją by tworzyć kreatywne makijaże. Kosztowała tyle co nic i całkiem ładnie kryła usta. Niestety nadawała się tylko do makijażu na jakiś pokaz, na pewno nie na wyjścia i przy moim jasnym odcieniu cery wyglądała koszmarnie.
  33. Too faced, baza pod cienie. Kupiłam ją w Tk maxxx. Niestety nie byłam nią zachwycona. Nakładana na powiekę jest nieco śliska i lubi się rolować. Cienie trzymają się na niej całkiem ładnie, ale też niezbyt długo. Można kupić dużo tańsze bazy o wiele lepszym działaniu.
  34. Weleda, skin food, balsam do ciała i twarzy. Treściwy balsam, który lubiłam kłaść na ręce i usta, ponieważ na cerę był stanowczo za tłusty. Świetnie nadaje się do walki z przesuszonymi partiami skóry, np. na łokciach. Ma bardzo przyjemny zapach, lekko cytrusowy.
  35. Indigo acid primer. Primer kwasowy używany przed położeniem bazy w przypadku tłustych paznokci. Ja nie mam tego typu problemów, ale kładłam mojej przyjaciółce ponieważ u niej lakiery kompletnie się nie trzymają. Niestety na jej paznokciach się nie spisał i lakier odszedł. Nie miałam okazji wypróbować go na innych paznokciach z podobnym problemem, więc nie wiem czy u innych by się spisał.
  36. Neogen, pink eraser. Przedziwny produkt, który nakłada się na pozostałości po wypryskach by szybciej się goiły i zniknęły zaczerwienienia. Pozostawia różowy, zasuszony ślad na twarzy do momentu zmycia. Spisywał się całkiem nieźle i pomógł mi szybciej przywrócić cerze ładny wygąd.
  37. Bielenda, Blubery C-Tox. Wspaniała maseczka, którą można kupić za grosze. Odświeża i rozświetla cerę, a przy tym niesamowicie pachnie! Skóra jest po niej niesamowicie miła w dotyku.
  38. L’Oreal False Lash Superstar Xfiber. Tusz dwustronny, który z jednej strony wydłużał, a z drugiej pogrubiał. Niestety w przypadku pogrubiającego lubił tworzyć grudki, a rzęsy wyglądały jak posklejane. Nie przepadałam za stosowaniem obu stron, bo to zajmowało więcej czasu i precyzji. Dość długo zasychał dlatego nie stał się moim ulubieńcem.
  39. Guerlain La Petite Robe Noire EDT, Balsam do ciała. Przepięknie pachnący balsam, o tej samej woni co perfumy z tej serii. Niestety ze względu na to, że jest mocno perfumowany może podrażniać bądź uczulać. U mnie nic złego się nie działo.

To już chyba wszystko z mojej długaśnej listy, chociaż pewnie znalazłoby się jeszcze kilka pozycji, które wyrzuciłam podczas wyprowadzki. Moje denko było naprawdę długie, ale też niektóre produkty zużywałam miesiącami.

A jak Wasze denko? Znaleźliście coś ciekawego na mojej liście? 

Udostepnij:
zBLOGowani.pl Follow promujbloga.pl