Denko kosmetyczne

Denko kosmetyczne listopad-grudzień 2020

Cześć !

Nie mam pojęcia kiedy dobrnęliśmy do końca tego roku, ale oglądając się wstecz nie żałuję że się kończy. Spotkało mnie w nim wiele dobrego, lecz było też trochę ciężkich momentów. Chyba wszystkich nas w mniejszym lub większym stopniu dotknęła szalejąca pandemia i oczekujemy, że nadchodzące nowe będzie lepsze. Skoro to już końcówka grudnia, to pora na ostatnie denko w tym roku. Lista tym razem nie będzie specjalnie długa, także mam nadzieje że dotrwacie do końca moich krótkich recenzji.

  1. Uzdrovisko, całodniowy krem nawadniający. Początkowo bałam się, że będzie dla mojej skóry za ciężki. Jest treściwy, ma gęstą konsystencję, lecz rozprowadza się go świetnie i dość dobrze wchłania. Na cerze pozostawia wyczuwalny film i wydaje się odrobinę tłusty, dlatego nakładałam go głównie na noc. Zauważyłam, że bardzo dobrze wpłyną na moją cerę. Łagodził stany zapalne, nawilżał i nie zapychał. W składzie znajdziemy m.in. substancje nawilżającą z ostropestu, masło shea, skwalan, wyciąg z pestek rokitnika, kwas hialuronowy. Byłam z niego bardzo zadowolona, podobnie jak z innych produktów tej marki. Muszę przyznać, że niewątpliwie te kosmetyki to moje odkrycie roku, chociaż pierwszy raz styczność miałam z nimi wcześniej.
  2. Hemp Care, krem do włosów z olejem konopnym. To zdecydowanie moja ulubiona odżywka bez spłukiwania. Ma przepiękny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Nie to jest jednak najważniejsze. Produkt ten świetnie wygładza włosy, zabezpiecza końcówki i jest bardzo wydajny! W składzie poza olejem konopnym znajdziemy też olej jojoba i lniany oraz silikony. Nakładałam go głównie na mokre włosy. Chociaż trochę kosztuje, to na pewno nie jest nasze ostatnie spotkanie.
  3. Yope, żel pod prysznic bez i wanilia. Jeśli są tu jacyś miłośnicy zapachu majowego bzu, to ta pozycja jest na pewno dla nich. Dla mnie to właśnie ten zapach przebija się najmocniej w tym kosmetyku i całkiem długo utrzymuje się na skórze. Poza tym o żelach od Yope wspominałam wielokrotnie, bardzo je lubię i często do nich wracam. Zwiera ekstrakt z kwiatów czarnego bzu, ekstrakt z wanilii, ekstrakt z kwiatów róży, olej arganowy. Niestety na liście znalazł się detergent, którego nie lubię i jest we wszystkich myjadłach tej marki – zwykle mnie uczula, ale tutaj jakoś moja skóra na niego nie reaguje.
  4. Rituals, pianka z serii Amsterdam. Miniaturkę tej pianki otrzymałam w prezencie. Och! Jak to małe cudo pięknie i delikatnie pachnie, nie potrafię wyrazić słowami. Zakochałam się w niej od pierwszego użycia! Pianka bardzo delikatnie myje skórę, pozostawiając ją gładką i pachnącą. Uważam, że zdecydowanie ta seria jest warta uwagi.
  5. Koza Dereza, wzmacniająca maska do włosów. Pierwsze spotkanie z marką i całkiem udane. Gęsta i zbita maska, przypominała nakładanie na włosy masła kosmetycznego czy kremu. Całe szczęście rozprowadzało się ją bez problemu. Bardzo mocno dociążała i wygładzała włosy – były po niej lśniące i gładkie. Z ciekawszych składników zawiera olej ze słodkich migdałów, oliwę z oliwek,  olej rycynowy, olej jojoba, proteiny mleka, ekstrakt z drożdży, pantenol i aloes. Mała, ale wydajna i zdecydowanie warta wypróbowania.
  6. ajeden, hydrolat kokosowy. Bardzo silna i słodka woń kokosa, to nie do końca coś co lubię. Stosowałam go jako podkład pod olej, ale niestety zareagowały na niego podobnie jak na każdy inny dodatek kokosa – zrobiły się sztywne i spuszone. Ciężko było mi go zużyć do końca.
  7. Secret key, naprawcza ampułka do twarzy. Kupiłam ją dawno temu i w zasadzie robiła tylko za ozdobę mojej toaletki. Miała lekką, żelową konsystencję i chociaż całkiem dobrze nawilżała, to nie mogłam się do niej jakoś przekonać. Ostatecznie poszła na straty. Ma kilka ciekawych składników, jak ekstrakt komórek macierzystych z pomidora, ekstrakt komórek z chińskiej herbaty i ekstrakt komórek z winogron.
  8. BeEco, serum do twarzy Sen o Pięknie. To mój ulubieniec roku! Długo zwlekałam z jego używaniem, ale okazało się że sera olejowe to coś co moja skóra wręcz kocha. Piękny zapach i wspaniałe działanie – wygładzenie, zmniejszenie widoczności przebarwień po trądziku, nawilżenie i ogólna poprawa stanu cery. Do tego bardzo wydajne! W składzie olej z pestek malin, olej z pestek truskawki, olej arganowy, olej abisyński, olej kokosowy, olej z opuncji figowej oraz witamina E. Na pewno się jeszcze na nie skuszę.
  9. Anwen, Emolientowy irys do włosów średnioporowatych. Moja ulubiona odżywka z trio, które testowałam. Dobrze dociążała i wygładzała włosy, które jak zwykle spragnione były olei. Średniej gęstości, rozprowadzało się ją bez problemu. Zawiera olej makadamia, olej Moringa, olej z nasion brokuł, olej z pestek śliwki oraz olej z kamelii.
  10. Anwen, Proteinowa zielona herbata do włosów o średniej porowatości. Najgęstsza z odżywek, ale też najrzadziej przeze mnie używana. Bałam się by nie przeproteinować włosów, ale używana z głową daje efekt miłych w dotyku i lśniących kudełków. W składzie hydrolizowane proteiny grochu, hydrolizowane proteiny pszenicy, hydrolizowane proteiny roślinne, ekstrakt z zielonej herbaty.
  11. Anwen, Nawilżający bez do włosów o różnej porowatości. Dość lekka odżywka, która przyjemnie wygładza włosy. Takie uzupełnienie całej trójki, chociaż można się bez niej moim zdaniem obejść. Stosowana w połączeniu z jedną z wyżej wymienionych odżywek daje efekt dobrze dociążonych i miłych w dotyku włosów. Wśród składników znajdziemy skrobie ziemniaczaną, wyciąg z cebuli, izomerad sacharydowy (mocno nawilżający składnik), mocznik, sok z aloesu i pochodne kwasu hialuronowego.
  12. Yves Rocher, szampon ułatwiający rozczesywanie włosów. Całkiem fajny produkt, który rzeczywiście dobrze oczyszczał oraz sprawiał, że włosy rozczesywało się łatwiej. Bez odżywki by się jednak nie obeszło. Moim zdaniem marka ma kilka szamponów, które są zdecydowanie bardziej warte uwagi.
  13. Garnier fructis, maska do włosów aloe hair food. Wiele osób rezygnuje z tych masek, ponieważ firma podobno testuje na zwierzętach. Sama się skusiłam i byłam bardzo zadowolona z efektów jakie dawał ten produkt. Włosy pięknie się błyszczą, są gładkie, miękkie i pachnące. Skład nie jest zły – sok z aloesu, olej sojowy, olej kokosowy, ekstrakt z winogron, olej z pestek słonecznika. Bardzo często można te maski zakupić w promocji. Miałam cztery różne i w zasadzie ta jest drugą, która mnie w pełni zadowoliła.

Tak oto dobrnęłam do końca listy mojego denka. Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka produktów, których postanowiłam się pozbyć ze względu na kończący się termin.

Jak Wasze denka? Coś wpadło Wam w oko? Coś mieliście?